Wysoko stawiam sobie poprzeczkę — wywiad z Zeusem (cz. 2)

Taivan, 11 kwietnia 2011 w kategorii Muzyka

Pre­miera trze­ciego albumu Zeusa już za nami. Pre­or­dery już doszły, a płyta leży na pół­kach skle­po­wych. Tym, któ­rzy nie czują się prze­ko­nani do zawar­to­ści Zeus, jak mogłeś dajemy drugą, a zara­zem ostat­nią część wywiadu, w któ­rej prze­czy­ta­cie m.in. o tym jak two­rzone były nie­które utwory na pły­cie. Zapraszamy!

Dwa mie­siące temu roz­ma­wia­łem z Mar­kiem Dule­wi­czem i powie­dział, że przy­no­si­łeś mu utwory, pusz­cza­łeś i tak kształ­to­wała się wizja tego albumu. Jak była two­rzona muzyka na Zeus jak mogłeś?

Było kilka róż­nych try­bów pracy. Kiedy na początku przy­sze­dłem to przy­nio­słem płytę, na któ­rej były utwory, w któ­rych podo­bały mi się kon­kretne ele­menty. W fol­de­rze były np. smyczki, bębny itp. W smycz­kach były mię­dzy innymi utwory sym­fo­nicz­nie, z fil­mów, czy Jami­ro­quai. Gene­ral­nie były to utwory z roż­nych gatun­ków, gdzie podo­bały mi się smyczki. Słu­cha­li­śmy tego, po czym stwier­dza­li­śmy, że dziś robimy coś takiego i od pod­staw robi­li­śmy bit z takimi smycz­kami. Innego dnia robi­li­śmy taki, a innego Marek mówił, że nie miał ochoty na to, więc robi­li­śmy jesz­cze inny. Cza­sem było tak, że to on coś robił.

Jest jakiś kawa­łek, nad któ­rym praca szcze­gól­nie zapa­dła Ci w pamięć?

Jest jeden taki utwór, który total­nie mnie zasko­czył. Marek wysłał mi loop i dla mnie był tra­giczny. Było w nim coś faj­nego, ale nie porwał mnie. Uwa­żam, że mimo wszystko mam w sobie tro­chę takiej popo­wej tan­det­no­ści — powinno być jakieś pia­ninko, smyczki — coś, co pobu­dzi wyobraź­nię. Nie zawsze same bębny spo­wo­dują, że napi­szesz numer. Uzna­łem, że mimo wszystko usiądę i coś dogram. Padło na smyczki. Gdy spraw­dzi­łem skalę, to oka­zało się, że to jest skala arab­ska. Dogra­łem jakieś etniczno-pustynne dźwięki, bo tak mi się to sko­ja­rzyło. Przy­szedł mi do głowy tytuł Musisz ujrzeć świa­tło, cała opcja reli­gijna i poli­tyczna itd. Przy­sze­dłem do Marka, nagra­li­śmy ten numer i go tam zosta­wi­łem. Po jakimś cza­sie przy­sze­dłem i kawa­łek był dokoń­czony. Bar­dzo chcia­łem, żeby tam były te smyczki, bo to one spo­wo­do­wały, że spodo­bał mi się ten numer, a On… je wyrzu­cił! Powie­dział tylko będziesz pan zado­wo­lony! Zro­bił pie­kło z tego numeru.

Tak ewo­lu­owały pomy­sły na tej płycie.Na pły­cie jest też taki kawa­łek Jeste­śmy źli, który jest chyba naj­bar­dziej eks­pe­ry­men­talny ze wszyst­kich, bo gdzieś kore­spon­duje z punk roc­kiem. Dla mnie to nadal rap, bo do tego rapuję, nikt nie śpiewa, mimo to feeling jest pun­kowy. Marek powie­dział, że na tej pły­cie nie ma rocka, a jemu jed­nak można uwie­rzyć. Zna­jąc to, co on two­rzy to można w ogóle pomy­śleć, że mnie przy­mu­sił do tego numeru, a bylo kom­plet­nie odwrot­nie. Ja zaczą­łem ten bit. Zro­bi­łem bębny, bas i trąbki, a on potem do tego dograł gitary itp.

Czyli kto zosta­wił po sobie wię­cej śladu w tej muzyce?

Gdyby patrzeć kom­po­zy­cyj­nie to dużo wię­cej na tej pły­cie ode mnie zro­bił Marek, ale zawsze przy tym byłem i robi­li­śmy to od pod­staw. Było tak, że Marek grał jakiś akord, a ja mówi­łem, że nie, musimy zejść akord niżej, więc kolejny akord — nie, jesz­cze niżej, więc kto robił ten bit — ja czy on? Robi­li­śmy to wspól­nie, ale bez niego bym tego nie osią­gnął. Nie znam takich akor­dów, nie znam harmonii.

Ostat­nie dwa-trzy lata to pewien ruch na łódzkiej sce­nie. Wię­cej ludzi wydaje “legale” lub szy­kują się do nich. Jak oce­niasz obecną łódzką scenę?

To jest zło­żone pyta­nie — ja od zawsze jestem fanem łódzkiego rapu, ale swego czasu chyba tro­chę za bar­dzo pró­bo­wa­łem być pro­łódzki. Swego czasu spo­tka­łem się z mega zawi­ścią i plot­kami i to mnie tro­chę znię­chę­ciło, co kom­plet­nie nie zmie­nia tego, że nadal się jaram tą sceną. Ostat­nio bar­dzo dużo słu­cham albumu NTK, cho­ciaż jest to total­nie inna muzyka od tego, co robię ja, czy Woj­tek. My jed­nak robimy muzykę po czę­ści prze­bo­jową. Enteka jest jed­nak bar­dziej stricte hip-hopowym zespo­łem — tak to postrze­gam. Jest tam bar­dziej old­sku­lowy bit, mniej w tym prze­bo­jo­wo­ści, wię­cej kon­cen­tra­cji na zwrot­kach, a mniej na chwy­tli­wych refre­nach. Takie płyty znaj­dują mniej komer­cyj­nego uzna­nia, bo są na swój spo­sób cięż­sze. Kupi­łem ten album od chło­pa­ków, ale na początku mnie nie przy­cią­gnął. Ostat­nio do niego wró­ci­łem i bar­dzo dużo go słu­cha­łem! Kawa­łek Na bank roz­kłada mnie na łopatki, to jest dla mnie klasyk!

Jest ktoś na kogo stawiasz?

Jest kilka takich osób — m.in. Wal­les, o czym mówię od dawna i to jest dla mnie postać, która naprawdę ma szansę się prze­bić. Nie mówię tutaj już o Dwóch Sła­wach, bo ciężko jest mi okre­ślić, czy ich muzyka jest w sta­nie się prze­bić do szer­szej publicz­no­ści. Gada­łem z Miu­oshem o tym, że jest typ rape­rów, któ­rzy są ulu­bio­nymi rape­rami rape­rów, tj. Sko­rup, Afront. Gdy jesteś rape­rem, wiesz jak to wszystko wygląda i jak trudno jest zro­bić nie­które rze­czy i to doce­niasz. Ludzie, któ­rzy nie słu­chają tego na co dzień, nie mają poję­cia o warsz­ta­cie i jarają się np. refrenem.

Jestem bar­dzo cie­kaw płyty Kasiny, bo kom­plet­nie nie wiem czego się spo­dzie­wać — czy pozo­sta­nie to rap o rapie tro­chę w kli­ma­cie Afrontu, czy poje­dzie w jakieś per­so­nalne kli­maty i czy opo­wie coś o swoim życiu. Przede wszyst­kim moja uwaga idzie w stronę Uśpione Mia­sta i Hary’ego z Beł­cha­towa, z któ­rym robimy teraz epkę. Wiem, że przy oka­zji pra­cuje też nad kolej­nym albu­mem z Grez­zem — pro­du­cen­tem, z któ­rym robił swoje poprzed­nie krążki. Chciał­bym, żeby ta epka zwró­ciła na niego uwagę i pomo­gła przy pro­mo­cji albumu, bo to jest osoba, w którą bar­dzo wie­rzę i bar­dzo doceniam.

Kupu­jesz płyty?

Kupuję, tylko jestem takim wyszu­ki­wa­czem oka­zji, czyli cho­dzę po róż­nych mar­ke­tach i wyszu­kuję reedycje…

Za 7,99!

Są za 7,99? Ja wyszu­kuje takie za 19,99 i myślę, że jestem koza­kiem! (śmiech) Gene­ral­nie kupuję tań­sze rze­czy, ale są wyjątki na które jestem w sta­nie wydać wię­cej. Ostat­nio kupi­łem Jill Scott DVD z kon­certu, Jami­ro­quai Live in Verona ale głów­nie szu­kam star­szych płyt.

Mia­łeś w swoim życiu tak, że wyda­wa­łeś ostat­nie pie­nią­dze na muzykę?

Kie­dyś kupo­wa­łem bar­dzo dużo kaset. Muzykę zaczą­łem kupo­wać jesz­cze jak byłem w pod­sta­wówce, ale w liceum mia­łem cięż­kie dyle­maty, czy wydać na alko­hol, czy na muzykę! (śmiech) W efek­cie kupo­wa­łem piwo w jakiś pato­lo­gicz­nych cenach, a reszta szła na kasety, więc jest to dla mnie nor­malne zja­wi­sko. Dla mnie kupo­wa­nie płyt nie jest takie filo­zo­ficzne, że jak znasz płytę, to kupuję, żeby wes­przeć arty­stę. Cho­ciaż mam tak, że jeśli płytę znam na pamięć, to szu­kam jej i kupuję, żeby po pro­stu mieć, a potem jej nawet nie słu­cham! Jak masz 320 kilo­bi­tów z tor­renta, to wiesz! Tak uzu­peł­nia­łem płyty A Tribe Cal­led Quest. Nie wiem czy kie­dy­kol­wiek odsłu­cha­łem te płyty z ory­gi­nału. Mam je na półce, ale mam też na dysku i jest łatwiej odsłu­chać. Jed­nak ja jestem fety­szy­stą okład­ko­wym, czy­tam wkładki z płyt! Pamię­tam jak kupi­łem King­dom Come Jaya-Z w pol­skiej wer­sji. Wró­ci­łem do domu, otwo­rzy­łem wkładkę… a tam dwie strony! Krew mnie zalała. Naj­bar­dziej lubię podzię­ko­wa­nia dla wszyst­kich ziom­ków, któ­rych nie znasz — jakiś Edek — ktoś, nie masz poję­cia kto to, ale czy­tasz trzy­maj się ziom, dziecko ci się uro­dzi w przy­szłym mie­siącu i wkrę­casz się! Uwiel­biam to.

Przy two­jej pierw­szej pły­cie nie było zbyt dużo do poczytania.

Jak to nie? Były pozdro­wie­nia dla całej łódzkiej sceny, dla wszyst­kich znajomych!

Na dru­gim albu­mie było więcej.

No tak, tek­sty, a do tego jakieś moje wypo­ciny… Przy trze­ciej ogra­ni­czy­łem lite­ra­turę. Będą tek­sty, tylko będą osobno wyj­mo­wane. chyba, że coś nie pój­dzie. Tekst jed­nak musi być! Przy tym albu­mie wymy­śli­łem sobie, że te tek­sty są mówione przez różne posta­cie. Nie ma tak, że jest zapi­sane zwrotka/refren/zwrotka/refren, tylko każdy tekst mówi inna osoba i taka jest też kon­cep­cja płyty. Zapi­sa­łem to ciur­kiem, żeby to było widać jak wypo­wiedź jakiejś osoby.

Wolisz kom­pakt czy winyl?

Nie mam teraz nawet gra­mo­fonu w domu. Wolę kom­pakt, ale to i tak do auta, bo w domu grają empe­trójki. Nie mam fety­szu winyla. Jasne, bar­dzo długo sam­plo­wa­łem z winyli, ale cho­dziło raczej tylko o to, że tam mia­łem sam­ple. Nigdy nie mia­łem tak, że jest to dla mnie magiczne. Po tym całym zamie­sza­niu z mp3, sam­plo­wa­niem, gdzie ja się wypo­wie­dzia­łem dając kontr­ar­gu­ment, cho­dziło tylko o to, że nikomu nie mówię jak ma robić muzykę. Jeśli znaj­du­jesz w tym szczę­ście i podoba ci się to, to ozna­cza, że to jest to. Tech­nika two­rze­nia nie powinna być waż­niej­sza od samej muzyki — to po pierw­sze, a po dru­gie ludzie się przej­mują takimi zda­niami. Gdyby tak nie było, to myślisz, że tyle dzie­cia­ków miało by teraz MPCtki? Nie­któ­rzy łyknęli mit MPC, a trzeba myśleć co jest dla sie­bie dobre. Faj­nie, że ktoś ma w ava­ta­rze MPC, ale kiedy posłu­chasz tych bitów — to jest gnój. Ludzie mają jed­nak zajawkę, bo to jest z MPCtki. To nie ma zna­cze­nia na czym robisz — ja chciał­bym pod­bu­do­wać ludzi, któ­rzy robią bity na Fru­ity Loop­sie, czy czym­kol­wiek innym. Cho­dzi o to, czy to faj­nie brzmi.

Nie chciał­byś, żeby Twoje albumy uka­zały się na winy­lo­wym krążku?

Nie mam fety­szu na to, żeby moje albumy uka­zały się na winylu i to nie będzie dla mnie jakaś zajawka. Wiem, że Marek myśli o tym, żeby coś takiego zro­bić. Nie wiem czy album, kon­kretne numery, czy jakiś sin­giel, ale dla mnie to nie ma róż­nicy. Jak dla mnie to może wyjść nawet na kasecie!

Widzia­łeś po jakich cenach ludzie sprze­dają Twoją pierw­szą płytę w sieci?

Tak, widzia­łem i uwa­żam, że to zło­dziej­skie i ban­dyc­kie! (śmiech) Rozu­miem, że ktoś pró­buje w ten spo­sób zaro­bić, ale ja nie mam z tego wię­cej pie­nię­dzy — one już zostały prze­lane swego czasu. Radził­bym pocze­kać, bo na pewno będziemy robić dotło­cze­nie tej płyty. Jesz­cze nie teraz, ale na pewno w tym roku oba poprzed­nie albumy zostaną dotłoczone.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Taivan

Adrian, czyli Taivan. Muzyk z zamiłowania, a dziennikarz z powołania. Człowiek wielu skrajności. Chory optymista, zajawkowicz. Chaos to jego naturalne środowisko pracy. Uwielbia wszystkie odcienie czerwieni, muzykę brutalnie mordującą ciszę oraz dobre, zasłyszane historie. Gdyby był czymś innym niż sobą, to pewnie byłby gąbką.

Podobne artykuły

  • Po prostu jazzuj, mała!
  • Entepka — Naturalna Tradycja Koneserów
  • Liryczny żywjoł pomiędzy kamienicami — debiut Entera/NTK
  • Entero: Łódzki rap jest bardzo zadziorny
  • O czym marzy profesjonalny marzyciel? Wywiad z Promoe

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny