Zeus powoli wyrasta na najlepiej promującego się rapera w Polsce. Poranki, afery z arafatką, a teraz niesławna grzywka. Wygląda na to, że to wszystko świetne skrojony marketing, bo przecież nie ważne jak o Tobie mówią — ważne, że mówią.
Mógłbym zapytać o emo-grzywkę i skąd takie pomysły, ale Zeus to nie model (choć może chciałby), ani projektant (to byłoby chore), tylko raper i muzyk, więc to na tym się skupiłem, pytając o nowy album. Zacząć mogłem tylko od jednego pytania…
Zeus, jak mogłeś?
Ot tak. Tak jak zwykle — tak mogłem.
Rozmawialiśmy po premierze Twojej poprzedniej płyty i mówiłeś, że jako jedynak lubisz mieć wszystko pod kontrolą i cały album dla siebie. Skąd wzięła się ta zmiana, że bitami zajął się Marek Dulewicz?
Tak naprawdę zajmowaliśmy się tym obydwaj. Spędziliśmy w studiu mnóstwo czasu, siedziałem tam od rana do późnego popołudnia. Niektóre rzeczy Marek robił sam i potem je dopieszczaliśmy we dwóch, a do niektórych moich, on dokładał swoje elementy. Sama koncepcja żebym z nim pracował i nie robił albumu sam, wzięła się z tego, że chciałem się rozwijać. Nie chcę się powtarzać, a widzę swoje ograniczenia i wiem, że muszę się wiele nauczyć. Mimo wszystko muzykę robię amatorsko i nie do końca świadomie — potrafię złożyć trzy dźwięki razem, ale potrzebowałem pójść do kogoś, komu powiem o co mi chodzi i kto pomoże mi to zrealizować.
Nie było trudno się porozumieć na początku?
Jasne — wypracowanie języka nie było najprostsze, bo ja zupełnie przez co innego rozumiem dynamikę itd. i to nie było łatwe, ale kiedy zaczęliśmy się dogadywać, to wiedział o co mi chodzi. Potrafił zrealizować moje pomysły, na które nie miałem szans sam. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Marek był mi bardzo potrzebny. Po roku — bo tyle powstawała ta płyta — chodzenia do studia czuję się o wiele bardziej doświadczony niż przez te wszystkie lata kiedy robiłem muzykę sam. On ma mnóstwo patentów, które mogłem podpatrzeć i się rozwinąć. Jestem mega zadowolony, że to z nim zrobiłem tą płytę.
Jako muzyk zaangażowany w tak wiele projektów bez wątpienia ma ogromne doświadczenie…
Gdybyś usłyszał to, co on robi w studiu, o czym nikt nie ma pojęcia… On współpracuje z ludźmi z całego świata, których nie wiem, czy znam z MTV czy Vivy, bo mało oglądam telewizji, ale to są artyści, którzy naprawdę zarabiają gruby hajs na świecie. I to nie jest tylko miks i mastering. Ja nie liczę, że polscy odbiorcy rapu będą wiedzieć kim on jest, liczę na to, że dobrze odbiorą efekt. Przez to, że zobaczyłem ile Marek robi muzyki i dla kogo, to przeszedłem od perspektywy gościa, który chce robić album ze świadomym muzykiem do gościa, który jara się, że po prostu mógł z tym drugim pracować.
Twoje bity dostał teraz Joteste. Czy od początku miało być tak, że będziesz jedynym producentem?
Tak, jak najbardziej. My robimy od bardzo dawna muzykę razem — właściwie jeszcze przed Pierwszym Milionem tworzyliśmy razem i przy Ulicach w ogniu od początku koncepcja była taka, że ja robię bity. Po drodze pojawiła się wersja, że Wojtek szukał producentów, żeby było tak, że to jest jego solowa płyta, gdzie sam dobiera wszystkie elementy, ale skończyło się na tym, że ja robiłem muzykę. Prawda jest taka, że on dostał setki bitów i to, co z tego wybrał, to jest jego pomysł na tą płytę i już za bardzo w to nie ingerowałem. Kiedyś, gdy robiliśmy jego pierwszą solówkę Nowa nadzieja, która tak naprawdę zaczęłą naszą współpracę, to wyglądało to tak, że ktoś nagrywa kawałek, potem przychodzi do mnie, a ja mam zamiast poprzedniej wersji — remix. Tutaj nie było takich zmian. Wszystko było tak, jak chciał Joteste. Do niektórych bitów sam nie byłem przekonany, ale on mówił, że ma na to pomysł.
Na przykład?
Jest taki kawałek Oddech, który teraz bardzo mi się podoba, ale w pierwotnej wersji bitu nie byłem zachwycony. Nie czułem, żeby to był przysłowiowy “hit”. Kiedy nagrał ten numer, to rzuciło mi to inne światło na to, co ja zrobiłem. Dopracowaliśmy to i wydaje mi się, że wyszło lepiej niż myślałem. Ciężko powiedzieć, że jako producent kreowałem brzmienie tej płyty, bo on jako producent wykonawczy albumu swój kawał roboty zrobił wybierając te rzeczy.
To, że pracowałeś z Dulewiczem zmieniło Twój sposób tworzenia bitów?
Tak, jasne! Można zauważyć, że na Albumie Zeusa, różne rzeczy były dogrywane, czego niewiele było na Co Nie Ma Sobie Równych. Na drugiej płycie pojawiły się jakieś smyczki, pianinko biedne jak jasna cholera, ale się pojawiło. Jednak po tym jak widzę, co Marek potrafi z tym zrobić, to jest mi głupio! Bardzo się rozwinąłem dzięki temu, ale dało mi to też obraz tego, jak wiele mam jeszcze do nauki. Jestem cholernie pokorny w tej kwestii, bardzo wysoko stawiam sobie poprzeczkę. Na płycie Joteste już dużo rzeczy jest przeze mnie podogrywanych do sampli, a to nie są podkłady z okresu końcowej fazy współpracy z Markiem, więc myślę, że od wtedy jeszcze ewoluowałem.
Przesuńmy się w czasie o dwa miesiące do przodu. Obydwa albumy wydane, koncerty promocyjne za wami. Szykujecie się do nowego Pierwszego Miliona?
Nie wiem, u nas jest to totalnie spontaniczne — tak jak mówiłem to przy każdej płycie. Może już nigdy nie zrobimy Pierwszego Miliona, a może zrobimy go jutro. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, ale to musi nagle do nas przyjść. Nie lubię mówić co będzie… Jak już mamy album gotowy, to okej — jest. Za dużo razy zdarzało się, że przedstawiałem swoje pomysły, a ludzie potem ciągnęli mnie za język i mieli pretensje, że coś nie wyszło. Mam setki pomysłów ale zawsze finalnie, chociażby ze względów czasowych, jestem w stanie zrealizować tylko kilka z nich. Dlatego wolę nie mówić o rzeczach których nie ma.
Będzie teledysk do Wińcie mnie?
Nie, do tego utworu nie, chyba, że coś nam odbije. Pomyślałem, że to jest dość bezpieczny numer w kwestii tego, że jest o rapie i to jest dobre wejście na przypomnienie się słuchaczom. Pierwszy singiel jest mega ciężki, jeśli chodzi o klimat i tematykę. Nawiązuje do pierwszego zdjęcia jakie udostępniliśmy, gdzie byłem taki zdołowany i to wszystko będzie połączone — zdjęcia, okładka… W ogóle jak porównasz sobie ten klip do poprzednich to, to jest kompletny odpał. Mam już pomysł na kolejny, w zupełnie innym klimacie. Nie wykluczam też spontanicznych video, bo spontaniczność nie jest mi bynajmniej obca.
Lubisz występować w teledyskach?
Nie lubię. Na początku to było dla mnie fajne, ale później to zaczęło mnie męczyć. Nigdy nie mieliśmy dużego budżetu i przy pierwszych klipach musieliśmy wszystko ogarniać sami. Wnoszenie po schodach szyn i wózka potrzebnego do Jestem tu. To wszystko samemu. Dzwonienie do ludzi, umawianie na konkretną godzinę… Nie bawi mnie ta cała faza organizacyjna. Teraz się to trochę zmieniło, jest więcej ludzi w ekipie, więc mogę po prostu przyjechać na plan i wystąpić. Ogólnie przeszła mi zajawka na granie we włąsnych teledyskach i wolałbym wyreżyserować klip dla kogoś. Jeśli byłaby możliwość to chciałbym wystąpić w jakimś filmie. Mam trochę obycia z kamerą, a machanie łapami i rapowanie do kamery już jest dla mnie nudne. Jara mnie sam obrazek, ale występowanie w nim niekoniecznie.
Który ze swoich teledysków lubisz najbardziej?
Każdy lubię na swój sposób. Doszedłem do takiego punktu, że mam teledysk na każdy dzień tygodnia. Teraz mam pomysły na trzy różne teledyski włącznie z tym najnowszym, ale w pewnym momencie patenty zaczynają się wyczerpywać… Chociaż ja już płynę z laskami-zombie i z gitarami, więc mam trochę szerszy horyzont. (śmiech)
Teledysków organizować nie będziesz, a koncerty?
Zorganizowałem trzy koncerty w Łodzi i jeden w Pabianicach i nigdy już w to nie wejdę! To nie na moje nerwy! Jak wyszedł album Joteste - Życie, które mnie wybrało - to zorganizowałem koncert, gdzie były żywe instrumenty, dużo gości, mnóstwo supportów i pamiętam, że nie spałem przez ostatnie dwa dni. Jak tylko chciałem się zdrzemnąć to ktoś do mnie dzwonił, że tu zabrakło kabla, tu się coś było z przejściówką, nie było systemów do gramofonów… ciągle coś się waliło, a ja miałem jeszcze na koniec zagrać koncert. Może gdybym przestał grać koncerty, to wtedy mógłbym je organizować, ale myślę, że to nie dla mnie. Czasem po prostu mus to mus.
Kolejna część wywiadu na dniach, a w niej już więcej o najnowszym albumie — jak wyglądała praca w studio, kto i czego zrobił więcej, parę słów o łódzkiej scenie, oraz odpowiedź na pytanie, czy bitmejking na MPC i samplowanie z winyli to takie genialne połączenie.














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny