Wysoko stawiam sobie poprzeczkę — wywiad z Zeusem (cz. 1)

Taivan, 5 kwietnia 2011 w kategorii Muzyka

Zeus powoli wyra­sta na naj­le­piej pro­mu­ją­cego się rapera w Pol­sce. Poranki, afery z ara­fatką, a teraz nie­sławna grzywka. Wygląda na to, że to wszystko świetne skro­jony mar­ke­ting, bo prze­cież nie ważne jak o Tobie mówią — ważne, że mówią.

Mógł­bym zapy­tać o emo-grzywkę i skąd takie pomy­sły, ale Zeus to nie model (choć może chciałby), ani pro­jek­tant (to byłoby chore), tylko raper i muzyk, więc to na tym się sku­pi­łem, pyta­jąc o nowy album. Zacząć mogłem tylko od jed­nego pytania…

Zeus, jak mogłeś?

Ot tak. Tak jak zwy­kle — tak mogłem.

Roz­ma­wia­li­śmy po pre­mie­rze Two­jej poprzed­niej płyty i mówi­łeś, że jako jedy­nak lubisz mieć wszystko pod kon­trolą i cały album dla sie­bie. Skąd wzięła się ta zmiana, że bitami zajął się Marek Dule­wicz?

Tak naprawdę zaj­mo­wa­li­śmy się tym oby­dwaj. Spę­dzi­li­śmy w stu­diu mnó­stwo czasu, sie­dzia­łem tam od rana do póź­nego popo­łu­dnia. Nie­które rze­czy Marek robił sam i potem je dopiesz­cza­li­śmy we dwóch, a do nie­któ­rych moich, on dokła­dał swoje ele­menty. Sama kon­cep­cja żebym z nim pra­co­wał i nie robił albumu sam, wzięła się z tego, że chcia­łem się roz­wi­jać. Nie chcę się powta­rzać, a widzę swoje ogra­ni­cze­nia i wiem, że muszę się wiele nauczyć. Mimo wszystko muzykę robię ama­tor­sko i nie do końca świa­do­mie — potra­fię zło­żyć trzy dźwięki razem, ale potrze­bo­wa­łem pójść do kogoś, komu powiem o co mi cho­dzi i kto pomoże mi to zrealizować.

Nie było trudno się poro­zu­mieć na początku?

Jasne — wypra­co­wa­nie języka nie było naj­prost­sze, bo ja zupeł­nie przez co innego rozu­miem dyna­mikę itd. i to nie było łatwe, ale kiedy zaczę­li­śmy się doga­dy­wać, to wie­dział o co mi cho­dzi. Potra­fił zre­ali­zo­wać moje pomy­sły, na które nie mia­łem szans sam. Z per­spek­tywy czasu mogę powie­dzieć, że Marek był mi bar­dzo potrzebny. Po roku — bo tyle powsta­wała ta płyta — cho­dze­nia do stu­dia czuję się o wiele bar­dziej doświad­czony niż przez te wszyst­kie lata kiedy robi­łem muzykę sam. On ma mnó­stwo paten­tów, które mogłem pod­pa­trzeć i się roz­wi­nąć. Jestem mega zado­wo­lony, że to z nim zro­bi­łem tą płytę.

Jako muzyk zaan­ga­żo­wany w tak wiele pro­jektów bez wąt­pie­nia ma ogromne doświadczenie…

Gdy­byś usły­szał to, co on robi w stu­diu, o czym nikt nie ma poję­cia… On współ­pra­cuje z ludźmi z całego świata, któ­rych nie wiem, czy znam z MTV czy Vivy, bo mało oglą­dam tele­wi­zji, ale to są arty­ści, któ­rzy naprawdę zara­biają gruby hajs na świe­cie. I to nie jest tylko miks i maste­ring. Ja nie liczę, że pol­scy odbiorcy rapu będą wie­dzieć kim on jest, liczę na to, że dobrze odbiorą efekt. Przez to, że zoba­czy­łem ile Marek robi muzyki i dla kogo, to prze­sze­dłem od per­spek­tywy gościa, który chce robić album ze świa­do­mym muzy­kiem do gościa, który jara się, że po pro­stu mógł z tym dru­gim pracować.

Twoje bity dostał teraz Jote­ste. Czy od początku miało być tak, że będziesz jedy­nym producentem?

Tak, jak naj­bar­dziej. My robimy od bar­dzo dawna muzykę razem — wła­ści­wie jesz­cze przed Pierw­szym Milio­nem two­rzy­li­śmy razem i przy Uli­cach w ogniu od początku kon­cep­cja była taka, że ja robię bity. Po dro­dze poja­wiła się wer­sja, że Woj­tek szu­kał pro­du­cen­tów, żeby było tak, że to jest jego solowa płyta, gdzie sam dobiera wszyst­kie ele­menty, ale skoń­czyło się na tym, że ja robi­łem muzykę. Prawda jest taka, że on dostał setki bitów i to, co z tego wybrał, to jest jego pomysł na tą płytę i już za bar­dzo w to nie inge­ro­wa­łem. Kie­dyś, gdy robi­li­śmy jego pierw­szą solówkę Nowa nadzieja, która tak naprawdę zaczęłą naszą współ­pracę, to wyglą­dało to tak, że ktoś nagrywa kawa­łek, potem przy­cho­dzi do mnie, a ja mam zamiast poprzed­niej wer­sji — remix. Tutaj nie było takich zmian. Wszystko było tak, jak chciał Jote­ste. Do nie­któ­rych bitów sam nie byłem prze­ko­nany, ale on mówił, że ma na to pomysł.

Na przy­kład?

Jest taki kawa­łek Oddech, który teraz bar­dzo mi się podoba, ale w pier­wot­nej wer­sji bitu nie byłem zachwy­cony. Nie czu­łem, żeby to był przy­sło­wiowy “hit”. Kiedy nagrał ten numer, to rzu­ciło mi to inne świa­tło na to, co ja zro­bi­łem. Dopra­co­wa­li­śmy to i wydaje mi się, że wyszło lepiej niż myśla­łem. Ciężko powie­dzieć, że jako pro­du­cent kre­owa­łem brzmie­nie tej płyty, bo on jako pro­du­cent wyko­naw­czy albumu swój kawał roboty zro­bił wybie­ra­jąc te rzeczy.

To, że pra­co­wa­łeś z Dule­wi­czem zmie­niło Twój spo­sób two­rze­nia bitów?

Tak, jasne! Można zauwa­żyć, że na Albu­mie Zeusa, różne rze­czy były dogry­wane, czego nie­wiele było na Co Nie Ma Sobie Rów­nych. Na dru­giej pły­cie poja­wiły się jakieś smyczki, pia­ninko biedne jak jasna cho­lera, ale się poja­wiło. Jed­nak po tym jak widzę, co Marek potrafi z tym zro­bić, to jest mi głu­pio! Bar­dzo się roz­wi­ną­łem dzięki temu, ale dało mi to też obraz tego, jak wiele mam jesz­cze do nauki. Jestem cho­ler­nie pokorny w tej kwe­stii, bar­dzo wysoko sta­wiam sobie poprzeczkę. Na pły­cie Jote­ste już dużo rze­czy jest przeze mnie pod­ogry­wa­nych do sam­pli, a to nie są pod­kłady z okresu koń­co­wej fazy współ­pracy z Mar­kiem, więc myślę, że od wtedy jesz­cze ewoluowałem.

Prze­suńmy się w cza­sie o dwa mie­siące do przodu. Oby­dwa albumy wydane, kon­certy pro­mo­cyjne za wami. Szy­ku­je­cie się do nowego Pierw­szego Miliona?

Nie wiem, u nas jest to total­nie spon­ta­niczne — tak jak mówi­łem to przy każ­dej pły­cie. Może już nigdy nie zro­bimy Pierw­szego Miliona, a może zro­bimy go jutro. Spę­dzamy ze sobą mnó­stwo czasu, ale to musi nagle do nas przyjść. Nie lubię mówić co będzie… Jak już mamy album gotowy, to okej — jest. Za dużo razy zda­rzało się, że przed­sta­wia­łem swoje pomy­sły, a ludzie potem cią­gnęli mnie za język i mieli pre­ten­sje, że coś nie wyszło. Mam setki pomy­słów ale zawsze final­nie, cho­ciażby ze wzglę­dów cza­so­wych, jestem w sta­nie zre­ali­zo­wać tylko kilka z nich. Dla­tego wolę nie mówić o rze­czach któ­rych nie ma.

Będzie tele­dysk do Wiń­cie mnie?

Nie, do tego utworu nie, chyba, że coś nam odbije. Pomy­śla­łem, że to jest dość bez­pieczny numer w kwe­stii tego, że jest o rapie i to jest dobre wej­ście na przy­po­mnie­nie się słu­cha­czom. Pierw­szy sin­giel jest mega ciężki, jeśli cho­dzi o kli­mat i tema­tykę. Nawią­zuje do pierw­szego zdję­cia jakie udo­stęp­ni­li­śmy, gdzie byłem taki zdo­ło­wany i to wszystko będzie połą­czone — zdję­cia, okładka… W ogóle jak porów­nasz sobie ten klip do poprzed­nich to, to jest kom­pletny odpał. Mam już pomysł na kolejny, w zupeł­nie innym kli­ma­cie. Nie wyklu­czam też spon­ta­nicz­nych video, bo spon­ta­nicz­ność nie jest mi bynaj­mniej obca.

Lubisz wystę­po­wać w teledyskach?

Nie lubię. Na początku to było dla mnie fajne, ale póź­niej to zaczęło mnie męczyć. Nigdy nie mie­li­śmy dużego budżetu i przy pierw­szych kli­pach musie­li­śmy wszystko ogar­niać sami. Wno­sze­nie po scho­dach szyn i wózka potrzeb­nego do Jestem tu. To wszystko samemu. Dzwo­nie­nie do ludzi, uma­wia­nie na kon­kretną godzinę… Nie bawi mnie ta cała faza orga­ni­za­cyjna. Teraz się to tro­chę zmie­niło, jest wię­cej ludzi w eki­pie, więc mogę po pro­stu przy­je­chać na plan i wystą­pić. Ogól­nie prze­szła mi zajawka na gra­nie we włą­snych tele­dy­skach i wolał­bym wyre­ży­se­ro­wać klip dla kogoś. Jeśli byłaby moż­li­wość to chciał­bym wystą­pić w jakimś fil­mie. Mam tro­chę oby­cia z kamerą, a macha­nie łapami i rapo­wa­nie do kamery już jest dla mnie nudne. Jara mnie sam obra­zek, ale wystę­po­wa­nie w nim niekoniecznie.

Który ze swo­ich tele­dy­sków lubisz najbardziej?

Każdy lubię na swój spo­sób. Dosze­dłem do takiego punktu, że mam tele­dysk na każdy dzień tygo­dnia. Teraz mam pomy­sły na trzy różne tele­dy­ski włącz­nie z tym naj­now­szym, ale w pew­nym momen­cie patenty zaczy­nają się wyczer­py­wać… Cho­ciaż ja już płynę z laskami-zombie i z gita­rami, więc mam tro­chę szer­szy hory­zont. (śmiech)

Tele­dy­sków orga­ni­zo­wać nie będziesz, a koncerty?

Zor­ga­ni­zo­wa­łem trzy kon­certy w Łodzi i jeden w Pabia­ni­cach i nigdy już w to nie wejdę! To nie na moje nerwy! Jak wyszedł album Jote­ste - Życie, które mnie wybrało - to zor­ga­ni­zo­wa­łem kon­cert, gdzie były żywe instru­menty, dużo gości, mnó­stwo sup­por­tów i pamię­tam, że nie spa­łem przez ostat­nie dwa dni. Jak tylko chcia­łem się zdrzem­nąć to ktoś do mnie dzwo­nił, że tu zabra­kło kabla, tu się coś było z przej­ściówką, nie było sys­te­mów do gra­mo­fo­nów… cią­gle coś się waliło, a ja mia­łem jesz­cze na koniec zagrać kon­cert. Może gdy­bym prze­stał grać kon­certy, to wtedy mógł­bym je orga­ni­zo­wać, ale myślę, że to nie dla mnie. Cza­sem po pro­stu mus to mus.

Kolejna część wywiadu na dniach, a w niej już wię­cej o naj­now­szym albu­mie — jak wyglą­dała praca w stu­dio, kto i czego zro­bił wię­cej, parę słów o łódzkiej sce­nie, oraz odpo­wiedź na pyta­nie, czy bit­mej­king na MPC i sam­plo­wa­nie z winyli to takie genialne połączenie.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Taivan

Adrian, czyli Taivan. Muzyk z zamiłowania, a dziennikarz z powołania. Człowiek wielu skrajności. Chory optymista, zajawkowicz. Chaos to jego naturalne środowisko pracy. Uwielbia wszystkie odcienie czerwieni, muzykę brutalnie mordującą ciszę oraz dobre, zasłyszane historie. Gdyby był czymś innym niż sobą, to pewnie byłby gąbką.

Podobne artykuły

  • Po prostu jazzuj, mała!
  • Familia
  • O czym marzy profesjonalny marzyciel? Wywiad z Promoe
  • Męskie Granie — wywiad z Epromem
  • Męskie Granie — wywiad z Emade

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny