Walles o Łódzkich Gawędach i o tym, co mu w głowie siedzi

Smok, 27 października 2011 w kategorii Muzyka

Wal­les to praw­dziwa legenda łódzkiego pod­zie­mia. Według nie­któ­rych, jest czło­wie­kiem, który zre­de­fi­nio­wał flow w Pol­sce. Według innych — to wariat, sza­le­niec i kom­pletny wack. O tym, jak to jest z nim naprawdę, opo­wiada sam zain­te­re­so­wany. Zapra­szamy do lek­tury wywiadu z Marcinem.

Pierw­sze pyta­nie doty­czy two­jego nowego mixtape’u: dla­czego jest o nim tak cicho? Tak świetny mate­riał pełen dobrych lini­jek, świet­nego flow i brud­nego stylu powi­nien zro­bić więk­sze zamieszanie.

Faj­nie, że tak twier­dzisz. Ja myślę że mógłby być lep­szy. Zawsze można pewne rze­czy lepiej napi­sać, nagrać, ale to dopiero sły­chać po cza­sie. Po pro­stu u nie­któ­rych roz­wój prze­biega zgod­nie z trze­cią zasadą dyna­miki new­to­now­skiej. Nie no żartuję, pod­stawą jest chyba praca nad sobą, nad higieną umy­słu i chę­cią zro­bie­nia cze­goś jesz­cze lepiej. Ja tak zawsze mia­łem i rze­czy­wi­ście czuję, że udało mi się posiąść jedyne uni­kalne flow w Pol­sce. Zresztą ostat­nio zauwa­żył to nawet Flin­ston na Face­bo­oku. Z dru­giej jed­nak strony raczej nie gwiaz­do­rzę i wiesz, cier­pli­wie cze­kam na swoją kolejkę w rap grze. Kolejka pacjen­tów zapi­sa­nych do szpi­tala jest bar­dzo długa, a co drugi to lep­szy apa­rat i cierpi na jakiś umy­słowy niedowład.

Ale cią­gle jesteś w pod­zie­miu, czu­jesz się rape­rem roz­po­zna­wal­nym? Co z pół­kami skle­pów? Prze­cież gra­łeś już po Pol­sce jakieś koncerty.

Ziom, moja roz­po­zna­wal­ność jest szcząt­kowa i w sumie to mam ją gdzieś. Ostat­nio posze­dłem u mnie na osie­dlu na wybory i pani przy biurku dając mi karty do gło­so­wa­nia powie­działa mi z zacie­ka­wie­niem: „No pro­szę, jakich twór­czych wybor­ców mamy”. Także wiesz, lokalny patrio­tyzm na zawsze (śmiech). Wiesz, wszystko ma swoją cene, swój czas i miejsce.

Dużo pomógł mi swo­jego czasu Zeus — po wyda­niu mojego ostat­niego nie­le­gala zabrał mnie ze sobą na trasę kon­cer­tową. Melanże w hote­lach itp.  Spi­na­che udzie­lił mi paru cen­nych lek­cji rap gry. Jakoś się ogar­ną­łem, dosta­łem kilka kopów i jadę dalej. Motyw sza­leń­czego roz­sy­ła­nia demó­wek po wytwór­niach też już mam za sobą. Nie uwa­żam żebym osią­gnął jaki­kol­wiek suk­ces, wszystko jest jesz­cze przede mną, płyta w skle­pach rów­nież. Głód gry, więk­szy niż kiedykolwiek.

Nie boisz się, ze wytwór­nie nie chcą Wal­lesa bo nie tra­fiasz do nich, jesteś zbyt ciężki?

 

Jestem cięż­kiej wagi i tego nie kryje. Naj­cięż­szy rap od 2001, czło­wieku. Nie wiem czy wiesz czym jest post­mo­der­nizm? Jak nie wiesz, to weź sobie wygo­oglaj.  Ja czuje się post­mo­der­ni­stą. W swoim rapie wzo­ruje się na kilku cie­ka­wych nur­tach filo­zo­ficz­nych np. na dekon­struk­cji. Mię­dzy innymi stąd ten tytuł następ­nej płyty. Dekon­struk­cja zakłada, że tylko autor dzieła wie co chciał powiedzieć.

Dobra koniec tego pie­prze­nia, bo wyj­dzie że należę do klasy inteligenckiej.

No i wła­śnie o to cho­dzi. Poru­szasz tematy post­mo­der­ni­zmu, filo­zo­fii, a prze­ciętny słu­chacz na dźwięk takich słów wykrzywi mordę i krzyk­nie: “O co biega?!”. Nie myśla­łeś, żeby te Twoje płyty były bar­dziej klasyczne?

Jak na razie to jesz­cze nigdzie tego nie poru­szy­łem.  Ja myślę, że mam naprawdę kla­syczny styl. Chcesz, żebym mówił pro­ściej? Żeby bity były bar­dziej kla­syczne? Żeby nie było meta­for, porów­nań? To są środki sty­li­styczne. Rap jest wyra­że­niem myśli, bywa też poezją. Potra­fię też robić takie rze­czy: przy­cho­dzi do mnie kon­cern i mówi, żebym napi­sał coś o ich pro­duk­cie, żeby to było zro­zu­miałe dla wszyst­kich. Spoko. Mogę coś takiego mach­nąć. Ale mój rap jest autor­skim rapem.

Hip Hop może być jaki chcę, musi mieć cha­rak­ter. Nie roz­kła­dajmy tego na czyn­niki pierw­sze. Dla mnie liczy się w muzyce całość, har­mo­nia, jak to poru­sza emo­cje. Czy to poraża słu­cha­cza. Czy wbija mu się do rozumu. Coś jak sza­tań­ski pod­szept, który wcho­dzi mu do głowy. Rap jest tro­chę jak słu­cha­nie myśli z czy­jejś głowy.  Tak to jest skon­stru­owane i tak będzie… Ja pier­dolę, chyba się odwod­nię, takie mądre rze­czy powiedziałem.

Tylko zwróć uwagę, ze naj­le­piej sprze­dają się kawałki, w któ­rych nawija się o melan­żach, dupach, alko i bez nie­zro­zu­mia­łych słów.

Jakie życie taki rap, cytu­jąc kla­sykę. Nie ma w tym nic dziw­nego. Nie wiem co się sprze­daje i chyba nigdy nie będę szedł za jakimś tren­dem. Lubię robić na prze­kór chyba (śmiech)

Wra­ca­jąc do mixtape’u. Kto skon­stru­ował te histo­rie, które są na ski­tach.

Czarny humor, co?. Spo­tka­li­śmy się z chło­pa­kami z UdoM (Uśpione Mia­sto przyp. red).  Zaczę­li­śmy to two­rzyć krok po kroku. Tro­chę w dzien­ni­kar­skim tonie, tro­chę baśnio­wym. Chcie­li­śmy połą­czyć te wszyst­kie rze­czy, z któ­rymi Łódź była koja­rzona i prze­ro­bić je na takie baj­kowe opo­wiastki. No, a Entero ze swoim zdar­tym gło­sem paso­wał do tego ide­al­nie, wiec zgo­dził się bez waha­nia, by to nagrać. To są praw­dziwe skity. Byli­śmy z tym pierwsi. Można powie­dzieć, że jestem skit master na całą Polskę.

Jak dobie­ra­łeś bity do kawał­ków? Żmudna selek­cja, czy kawałki, które Ci się podobają?

Teraz możemy dojść do etapu Co autor miał na myśli. Dla mnie ten mik­stejp jest pełen nie­po­koju, wiesz rze­czy o spi­skach, zama­chach, itp. Wszystko jest pod­szyte nie­pew­no­ścią. Oprócz tego, że pełno jest takiego kli­matu, jest też bar­dzo oso­bi­ście. Bity jakoś wypły­nęły same, mia­łem chęć zare­je­stro­wa­nia cze­goś od sie­bie. Dla wielu twór­ców rap jest formą tera­pii. Nie­któ­rzy z nas nie wia­domo gdzie by wylą­do­wali bez rapu. Nie­któ­rzy potrze­bują pisa­nia, by móc nor­mal­nie funk­cjo­no­wać. Już w sta­ro­żyt­nym Egip­cie ludzie pisali groźne hasła na ścia­nach albo rzu­cali klą­twy na wro­gów. Podobno to pomaga. Wypi­su­jesz wszystko co masz w sobie na kartce, potem to czy­tasz i to wszystko z Cie­bie scho­dzi. Takie jaja…

Biu­rowe histo­rie – pra­co­wa­łeś w biu­rze czy wni­kliwa obserwacja?

Obser­wa­cja. Oglą­dasz ludzi, któ­rzy żyją kor­po­ra­cyj­nym życiem. Pole­cam tą nową kome­dię na ten temat — nie widzia­łem (Wyjazd inte­gra­cyjny — przyp.red). Prze­raża mnie taki świata i takie życie. Prze­raża mnie to, że mógł­bym zamie­nić się w robota. Nie chce zamie­nić się w bez­mógą maszynę, która nie ma innego celu w życiu niż się boga­cić. Bez żadnych war­to­ści. Duża część ludzi nie­stety tak ma. Tylko po co? Pew­nie żeby kupić sobie nową zmy­warkę kosz­tem np. naucze­nia się czegoś.

Na twoim mik­stej­pie są dwa łódzkie ele­menty: bity wzięte z albu­mów Zeusa i O.S.T.R-a. Czy to jakiś  zabieg hołdu czy może disre­spect z two­jej strony?

Po pro­stu wzią­łem sobie bity i nagra­łem tek­sty do nich. Sza­nuję twór­czość obu. Nie można się wkur­wiać na sie­bie, że nie możesz kogoś prze­go­nić w osią­gnię­ciach, trzeba po pro­stu gonić, jeżeli się tego chce. Lubię ten wers Kany­ego Westa, że Rap gra jest jak bie­ga­nie w butach bez sznu­ró­wek. To oddaje cza­sem istotę tego całego zja­wi­ska. To jest tak że, jak arty­sta zyskuje swoją twór­czą toż­sa­mość, to z pewną pobłaż­li­wo­ścią zaczyna patrzeć na twór­czość innych. Nie można tego wytłu­ma­czyć, trzeba to sza­leń­stwo poczuć i zrozumieć.

Cie­kawe to co mówisz, tym bar­dziej, że oby­dwoje wyżej wymie­nieni repre­zen­tują wspólną dziel­nicę i wspólne osie­dle — mowa oczy­wi­ście o Bałutach.

Ja jestem zwy­kłym chło­pa­kiem z Widzewa — bloki, te sprawy. Mia­łem przez moment epi­zod w życiu, że miesz­ka­łem jako dzie­ciak na Teo­fce. To było w cza­sach sepa­ra­cji moich rodzi­ców, dawno temu. Ale doro­słem i wycho­wa­łem się na Widze­wie. Nazwa dziel­nicy i jed­no­cze­śnie nazwa klubu pił­kar­skiego. Jestem rape­rem i czuję się rape­rem, więc nor­malne, że iden­ty­fi­kuję się z miej­scem, z któ­rego pocho­dzę i nie ma tu ani grama kibi­cow­kiej wojny w Łodzi. Zresztą część rapo­wej histo­rii Łodzi zaczęła się  na Widze­wie. To stąd pocho­dził EMF czyli ½ legen­dar­nego składu DRIM TIM.

O co cho­dzi z fil­mi­kami w inter­ne­cie, w któ­rych dis­su­jesz łódzką scenę rapową i w ogóle całą scenę fre­esty­lową w Pol­sce? Wiele osób zaczęło cię postrze­gać jako szaleńca.

Ziom, czy gdy­bym powie­dział w wywia­dzie że zapier­da­lam na saniach po nie­bie i pije kok­tajle moło­towa to też byś się tym prze­jął? Zro­bi­łem sobie mały eks­pe­ry­ment, nikt się nie powi­nien za to obra­zić, to wszystko z przy­mru­że­niem oka. Mam to w dupie, jak będzie mi się podo­bało to wypłacę nawet liścia Ś.P. Marii Kaczyń­skiej. Mamy wol­ność słowa, ale trzeba z niej mądrze korzy­stać. Nie można mówić wszyst­kiego co by się chciało, to by było zbyt piękne.

Nie mogę nie zapy­tać o Uśpione Mia­sto czyli wasz wspólny pro­jekt z Rado Rado­snym i Łańdu­chem. Możemy jesz­cze kie­dyś liczyć na płytę?

Myślę, że musi na to przyjść odpo­wiedni czas po pro­stu. Czas melanżu, sen­ty­men­tów i chęci do wspól­nego wypusz­cze­nia mate­riału. Zabawne, wczo­raj oglą­da­łem wywiad z Jaś­kiem Wygą, gdzie mówił o powsta­niu płyty LWC i aż się uśmiech­ną­łem, bo to samo powta­rzam chło­pa­kom, że jedyna drogą do zro­bie­nia płyty w zespole, jest zro­bie­nie jej razem, w jed­nym ter­mi­nie, w jed­nym miej­scu, w danym cza­sie na pla­ne­cie Matce Ziemi. Musimy to zro­bić jak The Rol­ling Sto­nes, musimy być jak Tommy Lee Jones w ściga­nym. Może jed­nak kie­dyś płyta o nazwie: Cen­trum ste­ro­wa­nia dupecz­kami powsta­nie. Póki co Rado Rado­sny dalej cią­gnie swój kaba­ret z Dwoma Sła­wami, a nie­ba­wem i Łańduch podobno wyska­kuje z jakimś nowym pro­jek­tem . Tak to wygląda.

A pro­pos Jana Wygi, nie­dawno bar­dzo mocno sprop­so­wał twój mikstejp

Ziom, to dla mnie wielki zaszczyt, to miłe że tak powie­dział. Jestem fanem Janka. Zary­zy­ko­wał­bym stwier­dze­nie, że to pol­ski Emi­nem. Wysoka barwa głosu, dźwięczne flow, tech­nika, no i cho­roba w tek­stach strasz­liwa. Sprawdź­cie koniecz­nie płytę Wygi, ja na nią czekam!

A jak z twoim zdro­wiem psy­chicz­nym, w tek­stach można usły­szeć że jesteś po antydepresantach.

To aku­rat nie jest frag­ment mojego życia, któ­rym zamie­rzam się chwa­lić. Jeżeli to czy­ta­cie to pamię­taj­cie — jak macie pro­blemy ze swo­imi emo­cjami to pójdź­cie do spe­cja­li­sty. Skwi­tuje to pew­nym cyta­tem nawią­zu­jąc do Gre­ena, że nie tylko jemu bra­ko­wało mojej cwa­niac­kiej mordy, mnie też bra­ko­wało, ale ją odzy­ska­łem. Pozdra­wiam Greena!

Ok.  A kiedy następne twoje solowe rze­czy i zapo­wie­dziana „D-konstrukcja” ?

Ta płyta cały czas powstaje. Mam nadzieje, że zmie­cie wszystko, co wyszło w pol­skim rapie. Spe­cjal­nie się szpry­co­wa­łem mucho­mo­rami i anty­bio­ty­kiem, żeby był dobry odlot (śmiech). Przyj­dzie czas, to będą następne rze­czy — już wkrótce, już zaraz. Nagra­łem się ostat­nio na wiele featu­rin­gów, także wszyst­kie boje powoli wypły­wają na powierzchnie.

Roz­ma­wiali: kbls & Smok

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Smok

Wychowany w blokach. Codziennie rano chodzi po bułki do sklepu. Nie zna się na niczym, ale próbuje udawać, że jest zupełnie inaczej. Swoje upośledzenia próbuje równoważyć cynizmem i niezbyt ostrym dowcipem. Nałagowy gracz w FIFE.

Podobne artykuły

  • Wyga na urodzinowym koncercie!
  • Premiera wyga.co w łódzkiej Luce
  • Premierowa impreza Wygi wydarzeniem roku?
  • Płyta Entera czyli kompendium wiedzy o łodzianach
  • Jan Wyga & DJ Flip “Zawijam, odpalam”

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny