W lutym nie prześpij — Maceo Wyro

Manola, 2 lutego 2011 w kategorii Muzyka

Luty może i jest ofi­cjal­nie uznany za naj­krót­szy mie­siąc, ale dłu­gość tutaj zupeł­nie nie ma znaczenia.Gdzie warto się wybrać, żeby zali­czyć ten mie­siąc do uda­nych? Maceo pod­po­wie, a wybór jak zwy­kle pozo­staje w waszych rękach. Leniom więc życzymy miłego kisze­nia się w czte­rech kątach, a ener­gicz­nym powo­dze­nia w orga­ni­za­cji swo­jego czasu!

Maceo Wyro uro­dził się w Fin­lan­dii, a wycho­wał na Żoli­bo­rzu. Stu­dio­wał Lite­ra­turę Ame­ry­kań­ską na UW.  Swój gust szli­fo­wał w Nowym Jorku, by w końcu osiąść na spo­koj­nej war­szaw­skiej Saskiej Kępie.Muzyką zaj­muje się od dziecka, choć prze­bo­jów z dzie­ciń­stwa nie pie­lę­gnuje tak bar­dzo, jak nie­które kra­jowe sta­cje radiowe. Inte­re­suje go przede wszyst­kim to co nowe, choć nie­ko­niecz­nie modne. Nade wszystko ceni sobie mię­dzy­ga­tun­kowe, mię­dzy­ga­lak­tyczne podróże, któ­rym daje upust w swo­jej coty­go­dnio­wej sobot­niej audy­cji w Radio Roxy, o cał­kiem nie­przy­pad­ko­wej nazwie Kosmos. Wiel­bi­ciel czar­nej muzyki, zarówno tej kla­sycz­nej, jak i kosmicz­nie nowo­cze­snej. Regu­lar­nie zapra­sza swo­ich ulu­bio­nych arty­stów na cykl War­soul Ses­sions, który powoli dobiega dru­giej rocz­nicy swo­jej dzia­łal­no­ści. Dj’sko i pro­du­cencko speł­nia się w duecie z Envee’m w nie­dawno reak­ty­wo­wa­nej koali­cji Nie­win­nych Cza­ro­dzie­jów. Pisze oka­zyj­nie, bo od opi­sy­wa­nia muzyki, woli jej słu­chać.  Lubi też oglą­dać filmy, głów­nie ame­ry­kań­skie dra­maty i kome­die, które pochła­nia pasjami, byle bez lektora.

Sprawdź­cie na co, jego zda­niem, warto zwró­cić uwagę w bie­żą­cym miesiącu:

WARSOUL SESSIONS — HAWTHORNE HEADHUNTERS, 12/02

Pla­nu­jąc kolejne osłony sceny War­soul, zawsze kom­bi­nu­jemy tak, żeby w jed­nym pakie­cie dostać moż­li­wie jak naj­wię­cej indy­wi­du­al­no­ści, czyli arty­stów, któ­rzy oprócz udziału w swo­ich głów­nych pro­jek­tach, suk­ce­syw­nie reali­zują też swoje autor­skie plany. Tak było w przy­padku Sa-Ra Cre­ative Part­ners, tria, któ­rego każdy z człon­ków jest ceniony zarówno za muzykę grupy, jak i swoje solowe dokonania

Rów­nież w pakie­cie z Black Mil­kiem otrzy­ma­li­śmy dwóch muzy­ków, któ­rych War­soul ceni od dawna za ich wła­sne pro­duk­cje — mówię tu oczy­wi­ście o A.B. i Daru Jones’ie. Kiedy więc nada­rzyła się oka­zja, żeby za jed­nym zama­chem zgar­nąć dwa naj­więk­sze zja­wi­ska nowego soulu i hip hopu z połu­dnio­wego zbiegu Mis­so­uri i Mis­sis­sippi, nie waha­łem się ani przez chwilę. Zarówno dwa ostat­nie albumy Coultrane’a, jak i Black Spade’a zmie­niły moje życie, tak więc połą­cze­nie ich wspól­nych sił może dać tyle ener­gii sło­necz­nej, że spo­koj­nie wystar­czy na prze­trwa­nie tej zimy… WARSOUL SESSION powraca do Powięk­sze­nia już 12ego lutego, naprawdę warto być wtedy z nami!

WARSOUL SESSIONS — HAWTHORNE HEADHUNTERS feat. BLACK  SPADE a.k.a. STONEY ROCK & COULTRAIN a.k.a. SEYMOUR LIBERTY (St.Louis/Los Ange­les, USA)

12.02.2011, klub Powięk­sze­nie, War­szawa.  sup­port: Maceo Wyro, Envee, + spe­cial guest: J-Son (Na Stare Milion)  start: godz. 21:00 bilety: 20 zł (przed­sprze­daż — Side One, ul.Chmielna 21 oraz Waxbox, ul. Chmielna 10A) / 30 zł (w dniu kon­certu)  wię­cej infor­ma­cji na: www.facebook.com/warsoulsessions

U KNOW ME NIGHT — 30 Uro­dziny Groha, 5/02

A dokład­nie tydzień wcze­śniej, w sobotę 5ego w war­szaw­skiej Cafe Kul­tu­ralna będziemy obcho­dzić 30te uro­dziny czło­wieka, który jako pierw­szy w tym kraju pod­jął wyzwa­nie wpro­wa­dze­nia rodzi­mej nowo-beatowej elek­tro­niki na świa­towe salony. To wła­śnie dzięki Gro­howi płyty winy­lowe Kixnare’a, a nie­ba­wem też i Daniela Drumza sprze­dają się w naj­lep­szych nie­za­leż­nych skle­pach w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i Japonii.W kolejce do ode­bra­nia należ­nego mu uzna­nia stoi też Teielte, a z pla­nów wydaw­nicz­nych U Know Me Records na 2011 rok jasno wynika, że to dopiero począ­tek mię­dzy­na­ro­do­wej eks­pan­sji. Chyba nie chce­cie jej przegapić?

U KNOW ME NIGHT  Basa­lias  Daniel Drumz (U Know Me Records) Kixnare (U Know Me Records) Busz­kers (Juno­umi Crew) Rhy­thm Baboon (Beat Ban­dith / Gdańsk) Fat Groh (Juno­umi Crew) 5 lutego, Cafe Kul­tu­ralna, War­szawa Start: 21.00 Wstęp: 10 PLN

SALVA “COMPLEX HOUSING” (A Friends Of Friends/Tall Corn Music Joint Rele­ase).

Wypa­tru­jąc nowych zja­wisk na 2011, za sprawą maga­zynu The Fader, natra­fi­łem na utwór mło­dego pro­du­centa, uro­dzo­nego w Chi­cago — rezy­denta San Fran­ci­sco,  Paul’a Salva. “Blue” to dosko­nały przy­kład kon­cep­cji na miarę Hud­sona Mohawke’a i Rustie’go, którą wyróż­nia bar­dziej głę­bo­kie i mięk­kie brzmie­nie (które mimo to chwi­lami może przy­pra­wić nie­przy­go­to­wa­nych o zawrót głowy). Oka­zuje się, że wysoka jakość dźwięku i wizjo­ner­skie podej­ście cechuje cały label Frite Nite, któ­rego Salva jest aku­rat sze­fem i pro­mo­to­rem. Jego inspi­ra­cje sze­roką gamą elek­tro­niki, od elec­tro i ghetto house, po under­gro­un­dowy hip hop i bass, wska­zują na to, że warto cze­kać z wypie­kami na twa­rzy, na jego albu­mowy debiut, który nastąpi już  8ego lutego. Zwłasz­cza, że wśród współ­pro­du­cen­tów wymie­nia się takich arty­stów jak B Bravo, Machine Drum, czy My Dry Wet Mess.

SALVA “COMPLEX HOUSING” (A Friends Of Friends/Tall Corn Music Joint Rele­ase). Stric­tly for future funk beat junkies ;)

“BLUE VALENTINE”, reż. Derek Cian­france (USA, 2010)

Skoro ame­ry­kań­ska pre­miera tego filmu miała miej­sce pod sam koniec 2010 roku, zaś data pol­skiej pre­miery nie jest jesz­cze nawet znana, to spo­koj­nie mogę już poda­wać ten tytuł jako kan­dy­data na naj­lep­szy film tego roku. Obraz, który na pierw­szy rzut oka może wyda­wać się kolej­nym melo­dra­ma­tycz­nym roman­si­dłem, oka­zuje się w isto­cie nie­zwy­kle wni­kli­wym stu­dium związku dwojga ludzi, któ­rzy nie byli sobie pisani. Prze­szy­wa­jący do szpiku kości auten­tycz­no­ścią swo­ich boha­te­rów sce­na­riusz, sub­telne i nie­zwy­kle poru­sza­jące uję­cia, mistrzow­ska ręka reży­sera Dereka Cian­france (aż trudno uwie­rzyć, że to dopiero jego drugi peł­no­me­tra­żowy film), a przede wszyst­kim genialne kre­acje aktor­skie Ryan’a Goslinga i Michelle Wil­liams, to cechy, które spra­wiają, że bez trudu roz­po­zna­cie w tym fil­mie arcy­dzieło. “Blue Valen­tine” to po pro­stu jeden z tych fil­mów, po któ­rych obej­rze­niu nie da się o nich zapo­mnieć. A tak przy oka­zji, jedna nomi­na­cja do Oskara za ten film dla Michelle Wil­liams, to naprawdę wstyd, droga Akademio…

 

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Manola

Chodzący uśmiech w klamerkach, dobry humor wekuje i trzyma w słoikach w piwnicy. Dzień zaczyna od kwestii "jeszcze pięć minut". Wyda ostatnie pieniądze na oryginalne cd lub bilet na koncert,a złośliwi (i ci mniej) twierdzą, że ma więcej szczęścia niż rozumu. Nałogowo i kilka razy dziennie na różne sposoby połyka muzykę, literki z książek lub gazet i herbatę cytrynową. Chciałaby mieć ogromną szafę pełną adidasów,całoroczną plantację arbuzów i 33godzinną dobę na własność.

Podobne artykuły

  • W marcu nie prześpij — poleca LaikIke1
  • We wrześniu nie prześpij — poleca Patyk
  • W sierpniu nie prześpij — poleca Kuba Tarkowski
  • W lipcu nie prześpij… urlopu!
  • W czerwcu nie prześpij: poleca Filip Rudanacja!

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny