W lipcu nie prześpij… urlopu!

Aks, 13 lipca 2011 w kategorii Sztuka

Morza szum, pta­ków śpiew… Roz­po­czął się okres wypo­czyn­kowy, więc nasz cykl reko­men­da­cji poszedł na urlop. W waka­cje dla wielu osób czas pły­nie wol­niej, warto więc się­gnąć po nie­prze­czy­taną książkę, obej­rzeć zale­głe filmy lub prze­słu­chać płyty, po które od dawna chcie­li­ście sprawdzić…  

Dla tych, któ­rzy mają wię­cej luzu i pla­nują nad­ro­bić zale­gło­ści, przy­go­to­wa­li­śmy listę pozy­cji reko­men­do­wa­nych przez naszych gości w ciągu kil­ku­na­stu ostat­nich mie­sięcy. Jeżeli do tej pory nie spraw­dzi­li­ście poniż­szych pozy­cji, naj­wyż­sza pora to zmienić!

Pablo­pavo:
Jaro­sław Iwasz­kie­wicz — Dzien­niki 1956–1963, tom 2

Nie wiem czy nie naj­waż­niej­szy pro­zaik powo­jenny w Pol­sce. Lata mijają, mody na pisa­rzy rów­nież, a Iwasz­kie­wicz trwa, zer­ka­jąc sobie znad Sta­wi­ska na mniej i bar­dziej uta­len­to­wa­nych następ­ców. Pierw­szy tom wspo­mnień, czy­tało się tro­chę jak zbiór opo­wia­dań, tro­chę jak sen­sa­cyj­kowe dzieło, bo smacz­ków, zło­śli­wo­ści, ale i naprawdę mądrych uwag czy moc­nych unie­sień — zatrzę­sie­nie. Pole­cam w ciemno, nie tylko fanom twór­czo­ści pana Jarosława.

Kas:
The Black Keys – Bro­thers

(…) Po pro­duk­cjach spod znaku The Black Keys, jakie do tej pory, sły­sza­łem można się spo­dzie­wać bomby, na którą warto pocze­kać dłu­żej. Po prze­słu­cha­niu Blac­kroc Tur­bo­city, płyty pro­du­cenc­kiej z gościn­nym udzia­łem takich rapo­wych legend jak RaekwonPha­ro­ahe Monch, Q-tip, Mos Def, Rza i wielu innych (jest nawet zwrotka Ol Dirty Bastarda), byłem wbity w zie­mię. Dzieła znisz­cze­nia dopeł­nił album Magic Potion z 2006 roku, który wpadł mi póź­niej w łapy. Duet z Ohio gra wybu­chową mie­szankę rocka i blu­esa, która mimo­wol­nie koja­rzy się z utwo­rami Jimiego Hen­drixa. Co tu dużo mówić – jak dla mnie mało kto już gra w ten spo­sób. To przy­po­mnie­nie dla wielu rów­nież i naszych rodzi­mych szar­pi­dru­tów o tym, że warto cza­sem się­gnąć do korzeni. Na doda­tek żeby zro­bić coś dobrego nie potrzeba wiele, w tym przy­padku per­ku­sja plus wokal i gitara. Ale, ale…nie będę się roz­wo­dził wię­cej, sprawdź­cie sami. Zresztą i tak pew­nie zaraz będzie wielka awan­tura, że pole­cam w kwiet­niu płytę z maja, jeśli tak to pffff….piszcie posty!

Mar­cin Flint:
Komiks Sie­dem dni, Janu­ary Misiak

Kul­tura Gniewu obie­cuje świetny debiut z poczu­ciem humoru god­nym Woody’ego Allena. Nie mam prawa jej nie wie­rzyć, bo pozo­stała mi jesz­cze w pamięci bar­dzo dobra, kapi­tal­nie nary­so­wana, a do tego wszyst­kiego inte­li­gentna „Boska Kome­dia” Macieja Łazow­skiego. Naj­wy­raź­niej wydaw­nic­two ma dobrą rękę do nowych gra­czy na rodzi­mym rynku. Do tego Janu­ary Misiak takim żółtodzio­bem wcale nie jest i zdą­żył wychy­lić nos daleko poza rodzinny Szcze­cin. Jego prace wysta­wiano i publi­ko­wano na świe­cie (dotarł z nimi nawet do Bra­zy­lii!). Po tym co publi­kuje na blogu widać dużą dba­łość o detal. Cie­kawe co zrobi mając do dys­po­zy­cji 60 stron, zwłasz­cza, że na warsz­tat bie­rze los zwy­kłego zja­da­cza chleba.

Cha­zme 718:
Książki

“Od roku 1949 jestem pisarzem. Samoukiem. Nie mam żadnych teo­rii na temat pisa­nia, które mogłyby komu­kol­wiek pomóc. Kiedy piszę, jestem tym kim chyba być muszę. Mam sześć stóp i dwa cale wzro­stu, ważę bli­sko dwie­ście fun­tów i odzna­czam się słabą koor­dy­na­cją ruchów — chyba że pły­wam. Wła­śnie ta kupa wypo­ży­czo­nego mięsa zaj­muje się pisa­niem ksią­żek. W wodzie jestem piękny.“ K.Vonnegut,Jr.

Zarówno na listo­pa­dowy syf za oknem, jak i na pozo­stałe mie­siące w roku pole­cam całość twór­czo­ści Kurt’a Vonnegut’a Jr. W szcze­gól­no­ści książki “Kocia koły­ska”, “Rzeź­nia numer pięć”, “Rysio Snaj­per”, “Sino­brody” i “Pianola”. Polecam!

Igor:
Black Swan

Nie jestem nie­wia­domo jakim kino­ma­nem, ale to, co wypra­wia w swo­ich fil­mach Dar­ren Aro­no­fsky to jest po pro­stu magia. Jeśli wcze­śniej uwiódł i urzekł Cię „Zapa­śnik”, to po „Czar­nym Łabę­dziu” będziesz klę­czeć przed pla­ka­tem Nata­lii Port­man wyrwa­nym młod­szej sio­strze z ostat­niego numeru Bravo. I niech ktoś mi teraz powie, że balet to pro­fe­sja dla mię­cza­ków! Pol­ska pre­miera 21 stycznia.

Maceo Wyro:
Blue Valen­tine, reż. D.Cian­france (USA, 2010)

Skoro ame­ry­kań­ska pre­miera tego filmu miała miej­sce pod sam koniec 2010 roku, zaś data pol­skiej pre­miery nie jest jesz­cze nawet znana, to spo­koj­nie mogę już poda­wać ten tytuł jako kan­dy­data na naj­lep­szy film tego roku. Obraz, który na pierw­szy rzut oka może wyda­wać się kolej­nym melo­dra­ma­tycz­nym roman­si­dłem, oka­zuje się w isto­cie nie­zwy­kle wni­kli­wym stu­dium związku dwojga ludzi, któ­rzy nie byli sobie pisani. Prze­szy­wa­jący do szpiku kości auten­tycz­no­ścią swo­ich boha­te­rów sce­na­riusz, sub­telne i nie­zwy­kle poru­sza­jące uję­cia, mistrzow­ska ręka reży­sera Dereka Cian­france (aż trudno uwie­rzyć, że to dopiero jego drugi peł­no­me­tra­żowy film), a przede wszyst­kim genialne kre­acje aktor­skie Ryan’a Goslinga i Michelle Wil­liams, to cechy, które spra­wiają, że bez trudu roz­po­zna­cie w tym fil­mie arcy­dzieło. “Blue Valen­tine” to po pro­stu jeden z tych fil­mów, po któ­rych obej­rze­niu nie da się o nich zapo­mnieć. A tak przy oka­zji, jedna nomi­na­cja do Oskara za ten film dla Michelle Wil­liams, to naprawdę wstyd, droga Akademio…

Metro:
Den­nis Coffy - Den­nis Coffy LP

Dawno morda mi się tak nie ucie­szyła. Jeden zmo­ich ulu­bio­nych (bia­łych) muzy­ków wydaje kolejny album. Ile to lat prze­rwy? Hmmmmm, nie pamię­tam, ale wie­cie — Den­nis Coffy, to Den­nis Coffy! Jaram się tym, jak Sta­ni­sław. Płyta na HHV.DE już do odsłu­cha­nia. Mnie zachęca sin­giel z May­erem Hawthorne’em — All Your Goodies Are Gone. Szy­kuje się naprawdę klawy krą­żek. Może znaj­dziemy coś pokroju Scor­pio? Who
knows…

Etam Cru:
Każda nie­dziela godz.14 – Fami­liada

Jako fani tego tele­tur­nieju nie mogli­śmy go pomi­nąć. Czemu? Sprawdźcie sami.

Filip Ruda­na­cja:
Dowolna data — dzień bez komputera

Może to nie jest jakieś super wyda­rze­nie – a na pewno nie kul­tu­ralne, ale chciał­bym namó­wić wszyst­kich do zro­bie­nia sobie samo­ak­cji. To zna­czy wymy­śle­nia jej -> prze­pro­wa­dze­nia -> zaja­ra­nia się. Bez pla­ka­tów i wyda­rzeń na fejs­bo­oku… ale w samym sobie. Ja tak posta­no­wi­łem zro­bić i dziel­nie będę wal­czył, żeby się udało.

Spró­bujmy jeden dzień prze­żyć bez kom­pu­tera i tele­fonu. Słow­nie JEDEN (bez kom­pu­tera może się nawet rów­nać: po pro­stu bez inter­netu) Ale zróbmy to. Zoba­czy­cie ile odkry­jemy rze­czy jed­nego dnia! Wybierz­cie sobie dzień i zrób­cie… Dla­czego w czerwcu? Bo zimą mamy więk­sze prawa do uza­leż­nień ze względu na pogodę. Damy radę? Mam nadzieję, bo i za Was i za sie­bie trzy­mam kciuki :) Powodzenia!

Waszym zda­niem

Chęt­nie poznamy Wasze opi­nie na temat powyż­szych pozy­cji. Pla­nu­je­cie nad­ro­bić zale­gło­ści zwią­zane z innymi książ­kami, pły­tami lub fil­mami? Zapra­szamy do wypo­wie­dzi w komentarzach.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Aks

Pan Aks zwany Aksiem. Kolekcjoner smaków, degustator chwil. Niepoprawny optymista. Za dnia - chłopaczyna z agencji, wieczorem - bezwstydny eksplorator muzycznych wszechświatów. Niegdyś zadeklarowany leń, dziś cierpi na chroniczny brak czasu. Chudszy niż na to wygląda, wyższy niż byś się spodziewał, młodszy niż wskazują na to jego zakola.

Podobne artykuły

  • W marcu nie prześpij — poleca LaikIke1
  • We wrześniu nie prześpij — poleca Patyk
  • W sierpniu nie prześpij — poleca Kuba Tarkowski
  • W czerwcu nie prześpij: poleca Filip Rudanacja!
  • W maju nie prześpij — rekomendują Etam Cru

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny