Vchamps — relacja

Taivan, 19 kwietnia 2011 w kategorii Muzyka

Vchamps, ochrzczone mistrzo­stwami Pol­ski DJów, zapo­wia­dało ogromną imprezę naj­wyż­szej klasy. Na począ­tek powiem tylko, że orga­ni­za­to­rzy się tro­chę prze­je­chali, choć uśmiech, wspo­mnie­nia i chęć prze­ży­cia tego jesz­cze raz pozo­staną w pamięci. Czemu? Prze­czy­taj­cie naszą rela­cję, a dowie­cie się wszystkiego! 

Przyp. Red. — Auto­rem zdjeć jest Jędrzej Dmitrowicz.

Fre­kwen­cja & organizacja

Od początku zasta­na­wiały mnie dwie rze­czy — loka­li­za­cja oraz pro­gram całej imprezy. Już po przy­by­ciu na miej­sce oka­zało się, że moje złe prze­czu­cia się potwier­dziły — pod sceną stała jedy­nie garstka ludzi. Godzina była młoda, a same zawody jesz­cze się nie roz­po­częły, więc nie­zra­żony tym fak­tem sta­ną­łem grzecz­nie pod barier­kami w ocze­ki­wanu na roz­po­czę­cie. Rozej­rzaw­szy się musia­łem przy­znać, że scena i wszyst­kie roz­wią­za­nia zasto­so­wane przy oka­zji Vchamps były w pełni pro­fe­sjo­nalne i przy­po­mi­nały mi nieco mistrzo­stwa DMC, które nie­jed­no­krot­nie oglą­da­łem w sieci. Za to bar­dzo duży plus.

Kon­ku­ren­cja Scratch i kon­kurs Mix/DVS

Zawod­nicy mistrzostw byli podzie­leni na trzy kate­go­rie — Scratch, Mix/DVS oraz Digi­tal — i w takiej kolej­no­ści pre­zen­to­wane były sety. W pierw­szej kon­ku­ren­cji brało udział naj­wię­cej uczest­ni­ków, więc walka o miej­sce w finale była szcze­gól­nie zacięta. Chło­paki dostali beat, któ­rego wcze­śniej nie sły­szeli, musieli się wczuć i zapre­zen­to­wać z jak naj­lep­szej strony. Było sły­chać, że nie taką muzykę grają na co dzień i szybki house’owy rytm im nie sprzy­jał. Więk­szość DJ’ów wybrnęła jed­nak z tego zada­nia naprawdę dobrze i w efek­cie nie było sła­bych występów.

Sza­cowne jury, czyli Qbert, Craze, Krime, Good Paul oraz Kwa­zar spo­koj­nie spo­glą­dało z kanapy umiesz­czo­nej nad sceną. Widać było, że momen­tami nawet Ci naj­lepsi, wie­lo­krotni zdo­bywcy naj­waż­niej­szego didżej­skiego tytułu na świe­cie, patrzyli z zacie­ka­wie­niem i uzna­niem na popisy uczest­ni­ków, a to o czymś świad­czy.

Po wybra­niu kilku naj­lep­szych DJ-ów można było przejść do walki o miej­sca punk­to­wane. Tu zawod­nicy mogli się nieco sze­rzej zapre­zen­to­wać. Beaty były zarówno szyb­kie, jak i wol­niej­sze, a uczest­nicy dostali wię­cej czasu na występ. Po roze­gra­niu pierw­szej kate­go­rii nastą­pił chwi­lowy prze­stój, ale warto było cze­kać na kolejną, zmuszającą widzów do wytę­żo­nej uwagi. W kon­ku­ren­cji Mix/DVS zawod­nicy oprócz gra­mo­fo­nów i mik­sera mieli moż­li­wość sko­rzy­sta­nia z wszel­kiej maści kon­tro­le­rów i efek­to­rów. W trak­cie słu­cha­nia mik­so­wa­nych kawał­ków nie­jed­no­krot­nie malo­wał mi się na twa­rzy sze­roki uśmiech i do dziś zasta­na­wiam się czemu to Fal­con nie wygrał w tej kon­ku­re­cji… Ale mówi się trudno i żyje się dalej.

Kon­ku­ren­cja Digi­tal oraz dodat­kowe atrakcje

Ze wszyst­kich kon­kur­sów naj­więk­szą nie­wia­domą była dla mnie kate­go­ria Digi­tal. Nie wie­dzia­łem czego się spo­dzie­wać, a dosta­łem show w for­mie kil­ku­mi­nu­to­wych live-actów. Wszyst­kie byly miłe dla ucha, choć przy­znam, że momen­tami nieco się dłu­żyły. Zasta­na­wia mnie nato­miast, gdzie Ci wszy­scy ludzie się cho­wają i czemu nikt jesz­cze o nich nie sły­szał? Po zakoń­czo­nych zawo­dach jury udało się na koń­cową naradę, a za gra­mo­fo­nami zasia­dali po kolei pol­scy absol­wenci Red Bull Music Aca­demy — Good Paul, Kwa­zar, oraz Mr. Krime, który roz­grzał publikę przed… nie, o tym za chwilę.

Poza kon­kur­sem i wystę­pami gwiazd orga­ni­za­to­rzy zapew­nili publicz­no­ści masę atrak­cji. Od wystawy płó­cien zama­lo­wa­nych pod­czas łódzkiego cyklu imprez Soul Con­fec­tio­nery, gdzie można było zoba­czyć m.in. prace Etam Cru, Otec­kiego, Tybera oraz Gre­gora, przez sta­no­wi­sko Vestaxa, aż do crate diggin’u — bo i taką moż­li­wość dali nam pano­wie z Viny­lex. Na nudę naprawdę nie było ani chwili.

DJ Qbert i zaska­ku­jąca kolaboracja

Wróćmy na scenę. Krime zagrał bar­dzo żywio­łowy funkowo-rapowy set, który był świet­nym wpro­wa­dze­niem dla QBerta. Ponad 25 lat doświad­cze­nia za gra­mo­fo­nami robi swoje i Q dosko­nale wie­dział jak roz­grzać publicz­ność. Nie był to typowy set — QBert prak­tycz­nie cały czas skreczował!

W ramach odpo­czynku dla dłoni Qbert co kilka chwil wycią­gał jakiś winyl i rzu­cał w publikę. Jed­nak naj­go­rę­cej zro­biło się, gdy nie­spo­dzie­wa­nie dołą­czył do niego Craze i zaczęli się wymie­niać za dec­kami! Zgra­nia może im pozaz­dro­ścić naprawdę nie­jedna ekipa, ale trudno się dzi­wić — jak się dowie­dzie­li­śmy Qbert pra­cuje z Cra­zem nad wspól­nym pro­jek­tem. Szcze­góły nie są jesz­cze znane, ale jest pewne, że to nagra­nie będzie rogrze­wało wiele igieł w gramofonach.

W trak­cie pokazu mistrzów dało się dostrzec różne podej­ście do tech­niki skre­czo­wa­nia. Q two­rzył melo­dię, zda­nia — bo tak jak opo­wia­dał w kul­to­wym Scratch — każdy skrecz to dla niego słowo. Skre­cze Craze’a nato­miast były bar­dziej ryt­miczne i cięte. Ale na niego miała jesz­cze przyjść pora.

Po tym secie przy­szła chwila na odczy­ta­nie wyni­ków i nagro­dze­nie zwy­cięz­ców. Jak już wspo­mnia­łem, obsta­wia­łem inną kolej­ność, ale prze­cież oce­niali ich naj­lepsi i nie godzien jestem protestować.

Kid Koala czyli party-starter

Drugą gwiazdą wie­czoru był ocze­ki­wany przez wielu Kid Koala, repre­zen­tu­jący Kanadę. Koala nie zawiódł swo­ich fanów i wystą­pił w przebraniu, choć nie­wąt­pli­wie musiało być mu gorąco. Nie dość, że miał na sobie futrzany strój, to grał z trzech gra­mo­fo­nów, co wyma­gało od niego nieco wię­cej ruchu. Pod­czas swo­jego setu Koala zapre­zen­to­wał przede wszyst­kim brzmie­nia koja­rzone z blu­esem i roc­kiem i było wyraź­nie sły­chać, że pro­jekt The Slew odci­snął na nim piętno.

Nie bez powodu nada­łem mu tytuł party-startera — publicz­ność długo będzie pamię­tać jego zagrywki. Kid Koala zadbał o zaan­ga­żo­wa­nie publicz­no­ści — od instruk­cji jak odpo­wied­nio poru­szać się do muzyki, do… walki na poduszki przed sceną!

DJ Craze i jego worek tricków

Trze­cim i zde­cy­do­wa­nie naj­moc­niej­szym punk­tem pro­gramu był show DJ’a Craze. W jego secie było wszystko — róż­no­rodna muzyka, świetne mixy, per­fek­cyjne skre­cze. Jako jedyna z gwiazd grał z uży­ciem kom­pu­tera i sam­ple­rów, ale dosko­nale wie­dział do czego służą. Zapre­zen­to­wał także pełen wacharz body tric­ków — coś czego nie poka­zali Qbert ani Koala.

Po wystę­pie Craze’a było poza­mia­tane i nikt nie miał wąt­pli­wo­ści, kto jest naj­lep­szy. Jeśli macie je Wy, koniecz­nie obej­rzyj­cie ten filmik:

Zamknię­cie i pod­su­mo­wa­nie VChamps

Przy­znam, że po tej trójce impreza mogłaby się już skoń­czyć i nikt nie miałby poczu­cia nie­do­sytu. Jed­nak nie trzeba było długo cze­kać, a za dec­kami zain­sta­lo­wał się Feadz. Po róż­no­rod­nym secie poprzed­nika, ten występ mógł wyda­wać się zbyt ciężki dla więk­szo­ści przy­by­łych, wsku­tek czego z imprezy wyszła zde­cy­do­wana więk­szość ludzi. Smutne jest to, że kolejni DJ-e mieli coraz mniej­szą publikę. Krust, który wystą­pił jako ostatni grał dla 3 osób.

Pod­su­mo­wu­jąc całą imprezę widać ogromny poten­cjał takich przed­się­wzięć w Pol­sce. Para­dok­sal­nie, minu­sem imprezy był jej roz­mach. Vchamps odbyło się w Atlas Are­nie - ogrom­nej hali na 15 tysięcy osób. Nie­po­ro­zu­mie­niem był rów­nież ponad 12-godzinny roz­kład jazdy [sic!], który osta­tecz­nie jesz­cze roz­cią­gnął się w cza­sie. Dodat­kowo, bra­ko­wało mi dłu­go­fa­lo­wej pro­mo­cji imprezy, dzięki któ­rej na mistrzo­stwa przy­by­łoby kil­ka­krot­nie wię­cej osób — praw­do­po­dob­nie nie tylko z Pol­ski, ale rów­nież z sąsied­nich kra­jów. Mimo wszystko, nie­cier­pli­wie ocze­kuję kolej­nej odsłony Mistrzostw Pol­ski DJ-ów i to nie tylko z powodu poten­cjal­nych gwiazd. Być może orga­ni­za­to­rom uda się wycią­gnąć z pol­skich miesz­kań kolej­nych geniu­szy mixów, któ­rzy w przy­szło­ści zawo­jują DMC…

Auto­rem zdjęć jest Jędrzej Dmitrowicz.

Waszym zda­niem

A jak Wam podo­bały się VChamps? Jakie są Wasze opi­nie na temat orga­ni­za­cji i poziomu Mistrzostw?

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Taivan

Adrian, czyli Taivan. Muzyk z zamiłowania, a dziennikarz z powołania. Człowiek wielu skrajności. Chory optymista, zajawkowicz. Chaos to jego naturalne środowisko pracy. Uwielbia wszystkie odcienie czerwieni, muzykę brutalnie mordującą ciszę oraz dobre, zasłyszane historie. Gdyby był czymś innym niż sobą, to pewnie byłby gąbką.

Podobne artykuły

  • CunninLynguists w Krakowie
  • Wyga w Krakowie
  • Relacja z Adidas Originals Rock The Floor
  • Agnostic Front w Krakowie — fotorelacja
  • Premiera wyga.co w łódzkiej Luce

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny