Vchamps, ochrzczone mistrzostwami Polski DJów, zapowiadało ogromną imprezę najwyższej klasy. Na początek powiem tylko, że organizatorzy się trochę przejechali, choć uśmiech, wspomnienia i chęć przeżycia tego jeszcze raz pozostaną w pamięci. Czemu? Przeczytajcie naszą relację, a dowiecie się wszystkiego!
Przyp. Red. — Autorem zdjeć jest Jędrzej Dmitrowicz.
Frekwencja & organizacja
Od początku zastanawiały mnie dwie rzeczy — lokalizacja oraz program całej imprezy. Już po przybyciu na miejsce okazało się, że moje złe przeczucia się potwierdziły — pod sceną stała jedynie garstka ludzi. Godzina była młoda, a same zawody jeszcze się nie rozpoczęły, więc niezrażony tym faktem stanąłem grzecznie pod barierkami w oczekiwanu na rozpoczęcie. Rozejrzawszy się musiałem przyznać, że scena i wszystkie rozwiązania zastosowane przy okazji Vchamps były w pełni profesjonalne i przypominały mi nieco mistrzostwa DMC, które niejednokrotnie oglądałem w sieci. Za to bardzo duży plus.
Konkurencja Scratch i konkurs Mix/DVS
Zawodnicy mistrzostw byli podzieleni na trzy kategorie — Scratch, Mix/DVS oraz Digital — i w takiej kolejności prezentowane były sety. W pierwszej konkurencji brało udział najwięcej uczestników, więc walka o miejsce w finale była szczególnie zacięta. Chłopaki dostali beat, którego wcześniej nie słyszeli, musieli się wczuć i zaprezentować z jak najlepszej strony. Było słychać, że nie taką muzykę grają na co dzień i szybki house’owy rytm im nie sprzyjał. Większość DJ’ów wybrnęła jednak z tego zadania naprawdę dobrze i w efekcie nie było słabych występów.
Szacowne jury, czyli Qbert, Craze, Krime, Good Paul oraz Kwazar spokojnie spoglądało z kanapy umieszczonej nad sceną. Widać było, że momentami nawet Ci najlepsi, wielokrotni zdobywcy najważniejszego didżejskiego tytułu na świecie, patrzyli z zaciekawieniem i uznaniem na popisy uczestników, a to o czymś świadczy.
Po wybraniu kilku najlepszych DJ-ów można było przejść do walki o miejsca punktowane. Tu zawodnicy mogli się nieco szerzej zaprezentować. Beaty były zarówno szybkie, jak i wolniejsze, a uczestnicy dostali więcej czasu na występ. Po rozegraniu pierwszej kategorii nastąpił chwilowy przestój, ale warto było czekać na kolejną, zmuszającą widzów do wytężonej uwagi. W konkurencji Mix/DVS zawodnicy oprócz gramofonów i miksera mieli możliwość skorzystania z wszelkiej maści kontrolerów i efektorów. W trakcie słuchania miksowanych kawałków niejednokrotnie malował mi się na twarzy szeroki uśmiech i do dziś zastanawiam się czemu to Falcon nie wygrał w tej konkurecji… Ale mówi się trudno i żyje się dalej.
Konkurencja Digital oraz dodatkowe atrakcje
Ze wszystkich konkursów największą niewiadomą była dla mnie kategoria Digital. Nie wiedziałem czego się spodziewać, a dostałem show w formie kilkuminutowych live-actów. Wszystkie byly miłe dla ucha, choć przyznam, że momentami nieco się dłużyły. Zastanawia mnie natomiast, gdzie Ci wszyscy ludzie się chowają i czemu nikt jeszcze o nich nie słyszał? Po zakończonych zawodach jury udało się na końcową naradę, a za gramofonami zasiadali po kolei polscy absolwenci Red Bull Music Academy — Good Paul, Kwazar, oraz Mr. Krime, który rozgrzał publikę przed… nie, o tym za chwilę.
Poza konkursem i występami gwiazd organizatorzy zapewnili publiczności masę atrakcji. Od wystawy płócien zamalowanych podczas łódzkiego cyklu imprez Soul Confectionery, gdzie można było zobaczyć m.in. prace Etam Cru, Oteckiego, Tybera oraz Gregora, przez stanowisko Vestaxa, aż do crate diggin’u — bo i taką możliwość dali nam panowie z Vinylex. Na nudę naprawdę nie było ani chwili.
DJ Qbert i zaskakująca kolaboracja
Wróćmy na scenę. Krime zagrał bardzo żywiołowy funkowo-rapowy set, który był świetnym wprowadzeniem dla QBerta. Ponad 25 lat doświadczenia za gramofonami robi swoje i Q doskonale wiedział jak rozgrzać publiczność. Nie był to typowy set — QBert praktycznie cały czas skreczował!
W ramach odpoczynku dla dłoni Qbert co kilka chwil wyciągał jakiś winyl i rzucał w publikę. Jednak najgoręcej zrobiło się, gdy niespodziewanie dołączył do niego Craze i zaczęli się wymieniać za deckami! Zgrania może im pozazdrościć naprawdę niejedna ekipa, ale trudno się dziwić — jak się dowiedzieliśmy Qbert pracuje z Crazem nad wspólnym projektem. Szczegóły nie są jeszcze znane, ale jest pewne, że to nagranie będzie rogrzewało wiele igieł w gramofonach.
W trakcie pokazu mistrzów dało się dostrzec różne podejście do techniki skreczowania. Q tworzył melodię, zdania — bo tak jak opowiadał w kultowym Scratch — każdy skrecz to dla niego słowo. Skrecze Craze’a natomiast były bardziej rytmiczne i cięte. Ale na niego miała jeszcze przyjść pora.
Po tym secie przyszła chwila na odczytanie wyników i nagrodzenie zwycięzców. Jak już wspomniałem, obstawiałem inną kolejność, ale przecież oceniali ich najlepsi i nie godzien jestem protestować.
Kid Koala czyli party-starter
Drugą gwiazdą wieczoru był oczekiwany przez wielu Kid Koala, reprezentujący Kanadę. Koala nie zawiódł swoich fanów i wystąpił w przebraniu, choć niewątpliwie musiało być mu gorąco. Nie dość, że miał na sobie futrzany strój, to grał z trzech gramofonów, co wymagało od niego nieco więcej ruchu. Podczas swojego setu Koala zaprezentował przede wszystkim brzmienia kojarzone z bluesem i rockiem i było wyraźnie słychać, że projekt The Slew odcisnął na nim piętno.
Nie bez powodu nadałem mu tytuł party-startera — publiczność długo będzie pamiętać jego zagrywki. Kid Koala zadbał o zaangażowanie publiczności — od instrukcji jak odpowiednio poruszać się do muzyki, do… walki na poduszki przed sceną!
DJ Craze i jego worek tricków
Trzecim i zdecydowanie najmocniejszym punktem programu był show DJ’a Craze. W jego secie było wszystko — różnorodna muzyka, świetne mixy, perfekcyjne skrecze. Jako jedyna z gwiazd grał z użyciem komputera i samplerów, ale doskonale wiedział do czego służą. Zaprezentował także pełen wacharz body tricków — coś czego nie pokazali Qbert ani Koala.
Po występie Craze’a było pozamiatane i nikt nie miał wątpliwości, kto jest najlepszy. Jeśli macie je Wy, koniecznie obejrzyjcie ten filmik:
Zamknięcie i podsumowanie VChamps
Przyznam, że po tej trójce impreza mogłaby się już skończyć i nikt nie miałby poczucia niedosytu. Jednak nie trzeba było długo czekać, a za deckami zainstalował się Feadz. Po różnorodnym secie poprzednika, ten występ mógł wydawać się zbyt ciężki dla większości przybyłych, wskutek czego z imprezy wyszła zdecydowana większość ludzi. Smutne jest to, że kolejni DJ-e mieli coraz mniejszą publikę. Krust, który wystąpił jako ostatni grał dla 3 osób.
Podsumowując całą imprezę widać ogromny potencjał takich przedsięwzięć w Polsce. Paradoksalnie, minusem imprezy był jej rozmach. Vchamps odbyło się w Atlas Arenie - ogromnej hali na 15 tysięcy osób. Nieporozumieniem był również ponad 12-godzinny rozkład jazdy [sic!], który ostatecznie jeszcze rozciągnął się w czasie. Dodatkowo, brakowało mi długofalowej promocji imprezy, dzięki której na mistrzostwa przybyłoby kilkakrotnie więcej osób — prawdopodobnie nie tylko z Polski, ale również z sąsiednich krajów. Mimo wszystko, niecierpliwie oczekuję kolejnej odsłony Mistrzostw Polski DJ-ów i to nie tylko z powodu potencjalnych gwiazd. Być może organizatorom uda się wyciągnąć z polskich mieszkań kolejnych geniuszy mixów, którzy w przyszłości zawojują DMC…
Autorem zdjęć jest Jędrzej Dmitrowicz.
Waszym zdaniem
A jak Wam podobały się VChamps? Jakie są Wasze opinie na temat organizacji i poziomu Mistrzostw?














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny