Sam mówi o sobie, że dopiero od kilku lat może spokojnie żyć z muzyki. Jej tajniki poznawał jeszcze w poprzednim ustroju, ale nie pozostawiło to na nim trwałego śladu, bo odnajduje się w każdym gatunku muzycznym. Marek Dulewicz — postać bez której nie byłoby płyt całej pierwszej ligi łódzkiego rapu oraz parudziesięciu albumów innych bardziej lub mniej znaczących artystów.
Do jego pracowni — studia NC dotarłem w przerwach między nagrywaniem albumu “Jazz, dwa, trzy” O.S.T.R.‘a. Co jak co, ale nie jest łatwo znaleźć to miejsce — mimo tego, że Spinache swego czasu całkiem dobrze określił to miejsce na mapie.
Możesz powiedzieć parę słów o sobie? W końcu nie każdy Cię zna…
Parę słów o sobie? Ale czemu? Ja się zajmuję muzyką tylko i wyłącznie, niczym więcej, nic innego nie umiem robić.
Tylko, że z każdej strony…
No tak — i produkcyjnie, i kompozytorsko, i aranżacyjnie, ale jak się robi tylko to, to trzeba działać ze wszystkich stron, bo się po prostu nie da inaczej. Z samej muzyki żyję dopiero od 5 lat, wcześniej pracowałem jeszcze dorywczo jako informatyk — a to mnie bardzo bolało.
Jak się zaczęła Twoja przygoda z muzyką? Znamy Cię jako realizatora nagrań, gitarzystę, wokalistę, a jakie były początki?
Od bębnów. Pierwszym moim instrumentem były bębny. Grałem od drugiej klasy podstawówki przez 2 albo 3 lata. Później przywiozłem od babci starą, zdezelowaną gitarę akustyczną i zacząłem dłubać. Po jakimś czasie zrobiłem sam gitarę elektryczną, bo nie było wtedy instrumentów w sklepach, a później już poleciało… Dobrą opcją było jednak to, że od samego początku nagrywałem. Graliśmy próby u mnie w domu i rejestrowaliśmy je na dwa magnetofony kasetowe, które były specjalnie sprzężone i zsynchronizowane, także mieliśmy dwa ślady.
Pamiętasz swoją pierwszą płytą, która miałeś?
Klasyk. “Dark Side of the Moon” Pink Floyd. Mama pojechała do Związku Radzieckiego i wtedy przywiozła mi ten album. Ale wszystkie płyty, które mi wtedy przywiozła były płytami pirackimi, zwłaszcza, że oni tam nie mieli licencji. Te, które się później ukazywały w Polsce to przecież też nie miały licencji, bo my też ich nie kupowaliśmy. I tak, to była pierwsza płyta, która mnie zmiażdżyła.
I dlatego potem ta fascynacja Pink Floyd…
Nie, to była pierwsza płyta Floydów, którą dostałem, natomiast pierwsza rzecz, którą w ogóle usłyszałem od nich, to płyta “Animals”. W Trójce bodajże Mann puszczał całą płytę. Później, jakoś w szkole średniej w programie Drugim była audycja “Wieczór z płytą kompaktową” czy coś takiego, gdzie były grane całe płyty — coś, co dziś jest nie do pomyślenia, więc co my mogliśmy robić? Nagrywaliśmy oczywiście! Tomek Beksiński puszczał całą dyskografię Floydów — ja wtedy wariowałem. Z resztą do dzisiaj słucham tych płyt.
Jak sądzisz dlaczego muzyka jest traktowana już tylko jako produkt? Jest utwór o ambitnej treści, który krytykuje polską politykę, światopogląd i tym podobne, a ludzie myślą tylko, że to dobry kawałek.
Ja mam tak bardzo często z Bakflipem, gdzie moim zdaniem jest to masakra. Janek popełnił takie teksty, że czasem słuchając tego mam ciary, ale jeśli 10 osób to przesłucha i łyknie to jedna… To jest wielki sukces. Nikt nie słucha tekstów, to jest brak zrozumienia przekazu. Przerażające.
Przy “12 Nędznych Ludziach” można mieć wrażenie, że Janek jest kompletnie zgorzkniały, że ma dość wszystkich na tej planecie. Tam jest napiętnowane wszystko, co się tylko da.
Wyrzuciliśmy taki przekaz, jaki chcieliśmy, bo to nas wkurwiało. Koncepcja na tą płytę powstała w samochodzie. Jechaliśmy na klip, tu jakiś koncert i wymyślaliśmy, co zrobimy następnego. Obserwując dziurawe drogi, kierowców, którzy muszą się przed ciebie wepchnąć, tramwaje, gdzie wszyscy patrzą się spode łba, nawet sąsiada, który najchętniej wywaliłby mnie w kosmos… Trzeba było to wypluć. Ja bym to chętnie wypluł jeszcze raz z tym, że to bez sensu. I to wystarczy.
Będzie coś nowego od Bakflipów?
Myślę, że będzie. Idzie ciężko, bo pojawiają się różne problemy — Jasiek (Gajdowicz — dop. Taivan) miał problemy ze słuchem, porozchodziliśmy się po jakiś projektach, a do tego wszyscy musimy jeszcze żyć na siebie… Chciałbym jednak żeby był i mam nadzieję, że będzie. Materiału jest w tej chwili na 3 płyty, także jest z czego wybierać. Poza tym minęły już 3 lata od ostatniego krążka. Jest problem, bo nie mamy koncepcji na nowy krążek. Miałem pomysły, żeby na przykład w ogóle już polecieć w jakieś stany narkotyczne, ale to tylko pomysły. Można zagrać trochę pozytywniej albo dużo pozytywniej albo zdołować już do granic. Ta ostatnia wersja na razie odpadła. Mimo to chcę na tą chwilę, żeby nowy Bakflip był psychodeliczny, a do tego przede wszystkim — bogatszy brzmieniowo, żeby pojawiło się więcej muzyki jako takiej.
Nie daliście w tym składzie najwięcej koncertów.
Zagraliśmy po wydaniu pierwszej płyty trasę, koncertów było kilkanaście, ale za to oblegane były tłumnie. Na przykład w Toruniu graliśmy dla dwóch osób w dużym klubie. Potem ci goście jeszcze pisali do nas maile.
A co z przeciwwagą dla stricte studyjnego Bakflipa, czyli ŁDZ Orkiestrą? Jakiś czas temu ukazał się jeden utwór z gościnnym udziałem Afrontów, miało być coś więcej, ale od tamtego czasu jest cisza.
Pojawi się, bo nawet rozmawialiśmy ostatnio z Adamem (Ostrowskim, czyli O.S.T.R. — dop. Taivan) i powiedział, że też chętnie by się w to zaangażował. W tej chwili priorytetem jest nowy krążek Adama, potem zamykam nowego Zeusa i jestem wolny. Jest pomysł, żeby zrobić ŁDZkę z gośćmi — pozapraszać przyjaciół i znajomych, i każdy coś nagra. Jeśli by sie udało, to może potem byłaby szansa na jakieś 2–3 duże koncerty.
Ze względu na gości na pewno przyciągnęłyby publikę.
No tak, ale na razie nie ma nawet co o tych gościnnych występach mówić, bo nie rozmawiałem ze wszystkimi. Ostatnio dogrywaliśmy bas z basistą ŁDZki na album Adama i brakuje mi takich sytuacji, bo zazwyczaj pracuję sam. Chciałbym, żebyśmy usiedli bandem i zrobili to w taki sposób, że gramy, wszystko się rejestruje i ktoś potem mówi “o, to jest dobre!”. I mam nadzieję, że w ten sposób powstanie ten materiał, bo jeśli chodzi o klimaty improwizowane, to z tym problemów nie mamy.













Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny