Na świecie jest wiele niezwykłych miejsc, których widok powoduje gęsią skórkę, ścisk w gardle lub inne podobne reakcje. I nie mam wcale na myśli pięknych krajobrazów czy bogactwa fauny i flory, ale miejsca, które oprócz walorów wizualnych mają do opowiedzenia jakąś historię.

Jest takie miejsce w czeskiej Pradze. Mowa oczywiście o Ścianie Lennona położonej w okolicach centrum, przy Malej Stranie. Do 1980 roku mur ten był zwykłym murem, jakich wiele w tym mieście. Ale parę dni po 8 grudnia, czyli po tragicznej śmierci Johna Lennona przestał nim być – i pewnie już nigdy nie będzie. Fani jednego z Beatles’ów postanowili złożyć mu hołd i ozdobili ścianę jego wizerunkiem. Od tej pory to miejsce nabrało szczególnego znaczenia.
Ściana z dnia na dzień zaczynała pokrywać się coraz to nowymi obrazami graffiti. Była miejscem spotkań, schadzek, ale i działań ideologicznych ekologów czy anarchistów. To z nią związane było hasło skierowane do ówczesnych władz czeskich: „Macie Lenina, zostawcie nam Lennona”. Mur wielokrotnie był zamalowywany na biało, jednak już następnego dnia pokrywał się nowym graffiti. Niezwykłe było to, że z dnia na dzień zmieniał się nie do poznania.

W ścianę wbudowano odlew twarzy Lennona, namalowano dużą pacyfkę i umieszczono cytat: „You may say I’m a dreamer, but I’m not the only one”. Mur jednak stale się zmienia, dlatego nie odnajdziecie na nim już tych elementów. Pierwszy, symboliczny wizerunek muzyka również zniknął – jest za to kilka innych. Każdy bardziej dociekliwy turysta znajduje ścianę i domalowuje coś od siebie. Taka jest właśnie idea tego miejsca.















Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny