To nie będzie podsumowanie muzyczne. W tym podsumowaniu nie znajdą się również wyłącznie artyści. To ranking osób, które, moim zdaniem, zasłużyły na wyróżnienie za swoją działalność w 2010 roku. Subiektywnie, więc pewnie nie do końca sprawiedliwie.
Miejsce 5. Marcin Rutkiewicz
Ten pan (co prawda nie sam, bo razem z Elżbietą Dymną) spłodził bardzo fajną rzecz. Poród miał miejsce w czerwcu tego roku. Chodzi oczywiście o album Polski Street Art. Osobiście jestem bardzo wdzięczna za tę książkę z dwóch powodów: po pierwsze, będę miała kolejną pozycję do bibliografii pracy licencjackiej, po drugie, wreszcie powstał zbiór tego, co widnieje na polskich ulicach, murach, chodnikach od kilkudziesięciu lat. Ten album udowadnia również, że w porównaniu z zagranicą, polski świat street artu nie ma się czego wstydzić, i że mamy tutaj naprawdę dobry towar eksportowy w postaci wielu świetnych street artowców. Poza tym każdy, kto był kilka tygodni temu w krakowskiej Pauzie na wykładzie poświęconym polskiemu street artowi, prowadzonym przez Marcina Rutkiewicza, doskonale wie, jaką pasję ma w sobie ten człowiek i jak wielką pracę wykonuje jeżdząc po Polsce i mówiąc o tym, o czym większość wie niewiele.

Miejsce 4. Nas & Damien Marley
Narodziny wspólnego tworu tych panów miały miejsce w maju tego roku. Wyróżniam z dwóch powodów. Oczywiście za płytę, na której nie ma słabego kawałka. Idealne połączenie dźwięków reggae i hip-hopu. Damien Marley to również dowód na to, że nie zawsze dzieci zdolnych rodziców robią karierę na ich karierze. Nie jest to talent wielkości Boba Marley’a, ale naprawdę bardzo mu blisko. Drugi powód to ich koncert na tegorocznym Open’erze. Kto był, ten wie, o czym mówię. Moim zdaniem najlepszy koncert festiwalu. No i chórek w postaci dwóch dużych pięknych czarnoskórych pań – koncert idealny!

Miejsce 3. Simon Green (Bonobo)
Należę do grupy osób, która przez długi czas była mocno uprzedzona do muzyki elektronicznej. Natomiast to, co prezentuje Bonobo, czyli kompozytor, producent i DJ w jednym, jest dla mnie bezkonkurencyjne. W marcu minionego roku została wydana jego ostatnia płyta Black Sands, która od pierwszych dźwięków powaliła mnie na kolana. Idealna na wieczorny chillout.

Miejsce 2. Banksy
Exit Through The Gift Shop to jedyny ostatnio film, na którym nie nudziłam się nawet przez chwilę. Szłam do kina pozbawiona jakichkolwiek oczekiwań – nie spodziewałam się ani totalnej klapy, ani fajerwerków. Zgodnie z zapowiedziami był to film o street arcie. Ale nie tylko, bo Banksy dzięki tej produkcji pozwolił nam, ludziom nie związanym ściśle z tym światem, stać się jego częścią i poznać skrywane przez niego tajemnice.

Miejsce 1. The Roots
Właściwie to mogłabym napisać wyłącznie „The Roots i już!”. Dwie wydane w tym roku płyty: wspólny z Johnym Legendem krążek Wake up! oraz How I Got over. Masterpieces! To, co ci panowie robią z muzyką jest nie do opisania. Cała płyta How I Got over była dla mnie ogromnym pozytywnym zaskoczeniem, bo spodziewałam się czegoś dobrego, ale nie aż tak dobrego. Brak słabych punktów, różnorodność, idealnie dobrane featuringi, muzyczne mistrzostwo świata. Bezapelacyjnie miejsce pierwsze 2010 roku.















Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny