Jest taki dzień w roku, kiedy wszyscy Krakowianie stadnie przypominają sobie o segregowaniu odpadów. Na gwałt wyciągają z piwnicy niepotrzebne szkło, kilogramy makulatury czy plastikowe opakowania. Objuczeni wielkimi torbami tłumnie uderzają na Błonia, by w atmosferze wzajemnego poklepywania się po plecach spełnić swój obywatelski obowiązek — oddać niepotrzebne surowce wtórne do przetworzenia.
Oczywiście nic za darmo — za każde 20 szklanych słoików i butelek, 20 kg makulatury lub 30 plastikowych butelek otrzymać można było sadzonki roślin lub koszulki, torby bawełniane i tym podobne proekologiczne gadżety. Wszystko to w ramach imprezy o nazwie Festiwal Recyklingu. Żeby być w pełni szczerym — powyższy wstęp to żaden diss. Zdecydowanie popieram inicjatywy, które starają się zwrócić uwagę mas na otaczające nas problemy.
W ramach imprez towarzyszących w sobotni wieczór na festiwalowej scenie zainstalowała się niezwykle wygodna sześcioosobowa Sofa. Przez ok. trzy kwadranse krakowskie Błonia wypełnił potężny neosoulowo-funkowy groove, rozprzestrzeniający pozytywną energię w zawrotnym tempie.
Mimo ewidentnych braków po drugiej stronie sceny zespół dał z siebie wszystko. Początkowo frekwencja pozostawiała wiele do życzenia — pierwszego utwóru słuchało ok. 10 osób. Jednak z każdym następnym numerem hipnotyczny rytm przyciągał kolejne jednostki i oklaski na koniec koncertu zaserwowało ponad sto par rąk. Napływ ludzi mógł być spowodowany kolejnym koncertem (gwiazdą wieczoru była Kayah), ale opuszczając scenę Sofa zebrała na prawdę spory aplauz.
Wybaczcie drodzy czytelnicy za brak reportażu z koncertu pani K., ale zdecydowanie miałem wiele innych, ciekawszych planów na ten wieczór.
Swoją drogą, wielki szacuneczek dla sofowej wokalistki — Kasi Kurzawskiej — która będąc w 8 miesiącu błogosławionego stanu potrafiła na scenie tryskać energią.


















Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny