Raz, dwa, trzy, hejterem jesteś ty!

Pasia, 14 lutego 2012 w kategorii Muzyka

Ostat­nio coraz czę­ściej sły­szymy o hej­te­rach — temat poja­wił się nawet w Dzień Dobry TVN (kurio­zum, co?). Tylko jakoś ciężko uwie­rzyć, że każdy jadący po nich jak po łysej kobyle, jest czy­sty. Kto jest bez winy, niech pierw­szy rzuci w nas hej­tem.

Na wstę­pie mała lek­cja języka pol­skiego… „Kry­tyka” według Słow­nika Języka Pol­skiego PWN to:

surowa lub nega­tywna ocena kogoś lub cze­goś, (…)
ana­liza i ocena książki, filmu lub czy­ichś dokonań

Hej­ter nie docze­kał się jesz­cze swo­jego miej­sca w słow­niku (w tym miej­scu pusz­czam oczko do pana Jana Miodka), ale korzy­sta­jąc z jakże wia­ry­god­nego inter­ne­to­wego słow­nika miej­skiego slangu, możemy zde­fi­nio­wać to hasło w nastę­pu­jący sposób:

zazdro­sny koleś, który nie potrafi cie­szyć się suk­ce­sem kogoś innego, dla­tego pró­buje wytknąć w nim wszyst­kie moż­liwe wady

Wia­domo skąd wzięło się poję­cie hej­tera i w tym wła­śnie miej­scu powinno nastą­pić roz­róż­nie­nie. Hejt to bez­pod­stawna, czy­sto zło­śliwa, kiep­sko uar­gu­men­to­wana odpo­wiedź fru­strata. Kry­tyka to ocena, nie zawsze pochlebna, cza­sem pro­wo­ku­jąca, ale nigdy nie wymie­rzona bez­po­śred­nio w adresata.

Stąd moje małe zdzi­wie­nie – ostat­nio wszyst­kie słowa, przy któ­rych nie trzeba kilo­grama waze­liny, są nazy­wane hej­tem. Z jed­nej strony wal­czymy o wol­ność słowa, nawet dość zażar­cie — patrząc na ostat­nie bitwy w spra­wie ACTA, a z dru­giej, kiedy tylko komuś nie spodoba się to, co robimy, jest on nazy­wany hej­te­rem. Wystar­czy rzu­cić okiem na komen­ta­rze pod jakim­kol­wiek kawał­kiem na YT czy Face­bo­oku. Ile razy wie­dzie­li­ście komen­ta­rze typu „nie podoba się? to wypier­da­laj słu­chać Firmy”, „nikt nie każe ci tego słu­chać, gim­bu­sie”, „zamknij mordę, to chuj, a nie muzyka” i im podobne ?

Więk­szość z tych lot­nych wypo­wie­dzi to przy­tyk w stronę osób wyra­ża­ją­cych swoje zda­nie roz­sąd­nie, bez „kurw” jako prze­cin­ków. Te pierw­sze nic nie wno­szą, jedy­nie dener­wują, a biedny czło­wiek musi się napo­cić przy scrol­lo­wa­niu, żeby prze­czy­tać coś sen­sow­nego. I to jest pół biedy – praw­dziwa wojna zaczyna się kiedy hej­ter spo­tka hej­tera. Strze­la­jąc porów­na­niem na miarę Karola Stras­bur­gera – pozo­staje wtedy jedy­nie zało­żyć gogle, bo sypią się wióry!

Hej­ting to taka samo nakrę­ca­jąca się spi­rala. Kry­ty­ku­jąc ich, dajemy im pożywkę i pre­tekst do kolej­nego dur­nego komen­ta­rza. A zda­rzy się pew­nie i tak, że pusz­czą nam nerwy i zblu­zgamy jed­nego czy dru­giego. Przy­znaję się uczci­wie – cza­sem jestem hej­te­rem. Nie tylko muzycz­nym. Wstaję rano, za oknem pada deszcz i pizga wiatr, kawa jest za mocna, a jajka za żółte. Wtedy maru­dzę, a połą­cze­nie focha, zło­ści i bez­na­dziei maluje się na mojej twa­rzy. Hej­tuję wszystko, co znaj­dzie się w zasięgu wzroku… I nie uwie­rzę, że Wy tak nie macie. Każdy musi cza­sem upu­ścić nieco pary i pona­rze­kać. To ludz­kie. Jeste­śmy cza­sem hej­te­rami. Mniej niż ci zakom­plek­sieni chłop­ta­sie, któ­rzy w rze­czy­wi­sto­ści prę­dzej zmo­czy­liby sobie spodnie niż powie­dzieli na głos to, co wyszło spod ich pal­ców. Hej­te­rzy to tchó­rze, a tego nie lubimy.

A co na to rape­rzy? Jest kilka obo­zów. Nie­któ­rzy w kawał­kach dają upust swo­jej nie­na­wi­ści do hej­te­rów –wów­czas otrzy­mu­jemy kla­syczny przy­pa­dek hej­to­wa­nia hej­te­rów. Inni mówią, że mają ich gdzieś. A jesz­cze inni prze­chwa­lają się, że są zaje­bi­ści i cie­szy ich fakt posia­da­nia hej­te­rów. Jaki z tego wniosek?

Sądzę, że nie znaj­dziemy rapera, który nie odno­siłby się do tego w swo­ich tek­stach. Czę­ści z nich zarzuca się przy­kła­da­nie do tego zbyt wiel­kiej wagi. Robiąc cokol­wiek, a szcze­gól­nie na więk­szą skalę, trzeba liczyć się z falą kry­tyki – mniej czy bar­dziej ade­kwat­nej. Nie da się tego unik­nąć, trzeba umieć sobie z tym radzić. Przy­mknąć na coś oko, nie dać się spro­wo­ko­wać, powta­rzać sobie „jesteś ponad tym”. Głu­pie gada­nie pani psy­cho­log? Może. Ale chyba lepiej zaci­snąć zęby i odpo­wie­dzieć na to z iro­nią tak, jak zro­bił to O.S.T.R.

Nie róbmy zbyt wiel­kiego szumu wokół hej­te­rów, nie przy­pi­najmy wszyst­kim tej łatki. Nauczmy się roz­róż­niać, co jest hej­tem, a co kry­tyką. Zawsze może­cie poma­rzyć o cudow­nej wyspie, oto­czo­nej lazu­rową wodą, z piasz­czy­stymi pla­żami i cyca­tymi paniami przy­no­szą­cymi Wam drinki, na którą zrzu­cimy z samo­lo­tów wszyst­kich hej­te­rów. Mógłby być to począ­tek pięk­nej przy­jaźni. W końcu nic nie zbliża tak bar­dzo jak wspólny wróg, prawda?

 

—–

*zdję­cie z zajawki pocho­dzi z ofi­cjal­nej strony tvn.pl (link)

 

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Pasia

Cytując klasyka: "Ile kobiet widujesz dziennie z winylami pod pachą?". Studentka psychologii. Uparta, niezależna, zmienna, wymagająca, często dziwna. Ma wybujałe ego. Nie umie wyjść do sklepu za rogiem bez słuchawek na uszach. Woli koncert od imprezy, ale szpilek na kicksy nie zamieni. Lubi długie, romantyczne wycieczki do lodówki.

Podobne artykuły

  • Jesteśmy na Pinterest.com
  • Pewnym krokiem po niepewnym tropie…
  • Pariasi na trybunach
  • Manieczkowi Poeci
  • Familia

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny