Ostatnio coraz częściej słyszymy o hejterach — temat pojawił się nawet w Dzień Dobry TVN (kuriozum, co?). Tylko jakoś ciężko uwierzyć, że każdy jadący po nich jak po łysej kobyle, jest czysty. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci w nas hejtem.
Na wstępie mała lekcja języka polskiego… „Krytyka” według Słownika Języka Polskiego PWN to:
surowa lub negatywna ocena kogoś lub czegoś, (…)
analiza i ocena książki, filmu lub czyichś dokonań
Hejter nie doczekał się jeszcze swojego miejsca w słowniku (w tym miejscu puszczam oczko do pana Jana Miodka), ale korzystając z jakże wiarygodnego internetowego słownika miejskiego slangu, możemy zdefiniować to hasło w następujący sposób:
zazdrosny koleś, który nie potrafi cieszyć się sukcesem kogoś innego, dlatego próbuje wytknąć w nim wszystkie możliwe wady
Wiadomo skąd wzięło się pojęcie hejtera i w tym właśnie miejscu powinno nastąpić rozróżnienie. Hejt to bezpodstawna, czysto złośliwa, kiepsko uargumentowana odpowiedź frustrata. Krytyka to ocena, nie zawsze pochlebna, czasem prowokująca, ale nigdy nie wymierzona bezpośrednio w adresata.
Stąd moje małe zdziwienie – ostatnio wszystkie słowa, przy których nie trzeba kilograma wazeliny, są nazywane hejtem. Z jednej strony walczymy o wolność słowa, nawet dość zażarcie — patrząc na ostatnie bitwy w sprawie ACTA, a z drugiej, kiedy tylko komuś nie spodoba się to, co robimy, jest on nazywany hejterem. Wystarczy rzucić okiem na komentarze pod jakimkolwiek kawałkiem na YT czy Facebooku. Ile razy wiedzieliście komentarze typu „nie podoba się? to wypierdalaj słuchać Firmy”, „nikt nie każe ci tego słuchać, gimbusie”, „zamknij mordę, to chuj, a nie muzyka” i im podobne ?
Większość z tych lotnych wypowiedzi to przytyk w stronę osób wyrażających swoje zdanie rozsądnie, bez „kurw” jako przecinków. Te pierwsze nic nie wnoszą, jedynie denerwują, a biedny człowiek musi się napocić przy scrollowaniu, żeby przeczytać coś sensownego. I to jest pół biedy – prawdziwa wojna zaczyna się kiedy hejter spotka hejtera. Strzelając porównaniem na miarę Karola Strasburgera – pozostaje wtedy jedynie założyć gogle, bo sypią się wióry!
Hejting to taka samo nakręcająca się spirala. Krytykując ich, dajemy im pożywkę i pretekst do kolejnego durnego komentarza. A zdarzy się pewnie i tak, że puszczą nam nerwy i zbluzgamy jednego czy drugiego. Przyznaję się uczciwie – czasem jestem hejterem. Nie tylko muzycznym. Wstaję rano, za oknem pada deszcz i pizga wiatr, kawa jest za mocna, a jajka za żółte. Wtedy marudzę, a połączenie focha, złości i beznadziei maluje się na mojej twarzy. Hejtuję wszystko, co znajdzie się w zasięgu wzroku… I nie uwierzę, że Wy tak nie macie. Każdy musi czasem upuścić nieco pary i ponarzekać. To ludzkie. Jesteśmy czasem hejterami. Mniej niż ci zakompleksieni chłoptasie, którzy w rzeczywistości prędzej zmoczyliby sobie spodnie niż powiedzieli na głos to, co wyszło spod ich palców. Hejterzy to tchórze, a tego nie lubimy.
A co na to raperzy? Jest kilka obozów. Niektórzy w kawałkach dają upust swojej nienawiści do hejterów –wówczas otrzymujemy klasyczny przypadek hejtowania hejterów. Inni mówią, że mają ich gdzieś. A jeszcze inni przechwalają się, że są zajebiści i cieszy ich fakt posiadania hejterów. Jaki z tego wniosek?
Sądzę, że nie znajdziemy rapera, który nie odnosiłby się do tego w swoich tekstach. Części z nich zarzuca się przykładanie do tego zbyt wielkiej wagi. Robiąc cokolwiek, a szczególnie na większą skalę, trzeba liczyć się z falą krytyki – mniej czy bardziej adekwatnej. Nie da się tego uniknąć, trzeba umieć sobie z tym radzić. Przymknąć na coś oko, nie dać się sprowokować, powtarzać sobie „jesteś ponad tym”. Głupie gadanie pani psycholog? Może. Ale chyba lepiej zacisnąć zęby i odpowiedzieć na to z ironią tak, jak zrobił to O.S.T.R.
Nie róbmy zbyt wielkiego szumu wokół hejterów, nie przypinajmy wszystkim tej łatki. Nauczmy się rozróżniać, co jest hejtem, a co krytyką. Zawsze możecie pomarzyć o cudownej wyspie, otoczonej lazurową wodą, z piaszczystymi plażami i cycatymi paniami przynoszącymi Wam drinki, na którą zrzucimy z samolotów wszystkich hejterów. Mógłby być to początek pięknej przyjaźni. W końcu nic nie zbliża tak bardzo jak wspólny wróg, prawda?
—–
*zdjęcie z zajawki pochodzi z oficjalnej strony tvn.pl (link)














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny