Zgodnie z zapowiedzią — relacjonujemy! Koncert promujący wydanie wyga.co dawno już za nami. Ustał szum w głowie, emocje jednak nie słabną. Dlatego właśnie piszemy o tym, co najmocniej zapadło nam w pamięci.
Relacja ta niepełna, urwana od góry. Nie znaczy to jednak, że uboga we wrażenia i piękne emocje. Po pierwsze, biję się w pierś, że myśląc schematycznie, a może i poddając się potędze wieczornego lenistwa, na koncert wybrałam się zbyt późno. Koncerty nie zaczynają się przecież punktualnie. Blaga! Zbyt mocno odczułam to od pierwszych chwil, kiedy to na scenie Luki ukazał mi się buchający energią i żywiołowym dźwiękiem ostatni tego wieczoru support – Mama Selita. Trudno uwierzyć, że skład wydaje dopiero pierwszą płytę. Publika pod sceną była bowiem najlepszym dowodem na to, że zespół swój debiut sceniczny ma dawno za sobą. Zaryzykuję nawet tezę, że dla wielu ten koncert brzmiał nie jak support ale jak występ równorzędny z głównym wydarzeniem wieczoru.
Jak wspomniałam, trudno jest odnieść mi się do pierwszego wystąpienia wieczoru — koncertu Dwóch Sławów. Choć oblewa mnie rumieniec powodowany wstydem, czasu nie zawrócę i nie dane mi będzie raz jeszcze zdążyć, by Sławów uświadczyć w akcji. Namiastką pocieszenia była ciągła obecność Astka i Rado Radosnego w przerwach między koncertami oraz w ich trakcie. Dwa Sławy prowadząc nieprzeciętną konferansjerkę, bawili do łez obłędnymi żartami na poziomie, imponując zarazem żonglerką słowną.
Wszystko to jednak działo się po coś. Niczym aperitif przygotować miało na danie główne wieczoru. Spragniona i głodna publika doczekała się wreszcie. Ten kto przyszedł do Luki posłuchać nowego materiału Wygi w dobrej oprawie, dostał czego chciał.
Wrażenia? Począwszy od tzw. atmosfery… Dało się odczuć, że wydarzenie przygotowane było z sercem. Dowodem potwierdzającym tę tezę mógł być coraz szerszy uśmiech na twarzy Janka, któremu najwidoczniej nieobojętne było, że publika dobrze przyjmowała kawałki z nowego krążka i że znała wiele z nich. Nie bez znaczenia były też słowa Wygi: „75% z was znam z imienia i nazwiska”…
Na scenie nie zabrakło też gości, widzianych i słyszanych już tego wieczoru Dwóch Sławów oraz Igora, ale także Kasa, który znalazł się w ogniu pytań publiczności o swoją solówkę. Powodem przetasowań na scenie stał się również dj Flip. Jasiek zdradził, że w ramach przygotowań Filip zastrzegł, że nie ma takiej możliwości, aby wszystkie kawałki grane były z ŁDZ Orkiestrą. W ramach koncertu znalazło się więc miejsce na granie jedynie w towarzystwie DJ-a. Tym samym, Flip po raz kolejny potwierdził swoją klasę i umiejętności, a pytającym czasem ze zdziwieniem, o to, dlaczego Wyga pracuje z nastolatkiem, udzielił jednoznacznej odpowiedzi.
Piątkowy koncert w Luce, obfitujący w muzykę w wybornym wykonaniu i rap wolny od żenady, zainaugurował wydanie pierwszego solowego albumu Jana Wygi. O wydarzeniu można już mówić tylko w czasie przeszłym. Tym samym, nie pozostaje nic więcej, jak rozsiewać wici o tym, że warto posłuchać i zobaczyć Jaśka na żywo, a na koncercie poczuć się dobrze jak my.
Fotorelacja
Autorem zdjęć jest Piotr Goruszewski.














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny