Premiera wyga.co w łódzkiej Luce

Franc Muler, 21 lutego 2012 w kategorii Muzyka

Zgod­nie z zapo­wie­dzią — rela­cjo­nu­jemy! Kon­cert pro­mu­jący wyda­nie wyga.co dawno już za nami. Ustał szum w gło­wie, emo­cje jed­nak nie słabną. Dla­tego wła­śnie piszemy o tym, co naj­moc­niej zapa­dło nam w pamięci.

Rela­cja ta nie­pełna, urwana od góry. Nie zna­czy to jed­nak, że uboga we wra­że­nia i piękne emo­cje. Po pierw­sze, biję się w pierś, że myśląc sche­ma­tycz­nie, a może i pod­da­jąc się potę­dze wie­czor­nego leni­stwa, na kon­cert wybra­łam się zbyt późno. Kon­certy nie zaczy­nają się prze­cież punk­tu­al­nie. Blaga! Zbyt mocno odczu­łam to od pierw­szych chwil, kiedy to na sce­nie Luki uka­zał mi się bucha­jący ener­gią i żywio­ło­wym dźwię­kiem ostatni tego wie­czoru sup­port – Mama Selita. Trudno uwie­rzyć, że skład wydaje dopiero pierw­szą płytę. Publika pod sceną była bowiem naj­lep­szym dowo­dem na to, że zespół swój debiut sce­niczny ma dawno za sobą. Zary­zy­kuję nawet tezę, że dla wielu ten kon­cert brzmiał nie jak sup­port ale jak występ rów­no­rzędny z głów­nym wyda­rze­niem wieczoru.

Jak wspo­mnia­łam, trudno jest odnieść mi się do pierw­szego wystą­pie­nia wie­czoru — kon­certu Dwóch Sła­wów. Choć oblewa mnie rumie­niec powo­do­wany wsty­dem, czasu nie zawrócę i nie dane mi będzie raz jesz­cze zdą­żyć, by Sła­wów uświad­czyć w akcji. Namiastką pocie­sze­nia była cią­gła obec­ność Astka i Rado Rado­snego w prze­rwach mię­dzy kon­cer­tami oraz w ich trak­cie. Dwa Sławy pro­wa­dząc nie­prze­ciętną kon­fe­ran­sjerkę, bawili do łez obłęd­nymi żartami na pozio­mie, impo­nu­jąc zara­zem żonglerką słowną.

Wszystko to jed­nak działo się po coś. Niczym ape­ri­tif przy­go­to­wać miało na danie główne wie­czoru. Spra­gniona i głodna publika docze­kała się wresz­cie. Ten kto przy­szedł do Luki posłu­chać nowego mate­riału Wygi w dobrej opra­wie, dostał czego chciał.

Wra­że­nia? Począw­szy od tzw. atmos­fery… Dało się odczuć, że wyda­rze­nie przy­go­to­wane było z ser­cem. Dowo­dem potwier­dza­ją­cym tę tezę mógł być coraz szer­szy uśmiech na twa­rzy Janka, któ­remu naj­wi­docz­niej nie­obo­jętne było, że publika dobrze przyj­mo­wała kawałki z nowego krążka i że znała wiele z nich. Nie bez zna­cze­nia były też słowa Wygi: „75% z was znam z imie­nia i nazwiska”…

Na sce­nie nie zabra­kło też gości, widzia­nych i sły­sza­nych już tego wie­czoru Dwóch Sła­wów oraz Igora, ale także Kasa, który zna­lazł się w ogniu pytań publicz­no­ści o swoją solówkę. Powo­dem prze­ta­so­wań na sce­nie stał się rów­nież dj Flip. Jasiek zdra­dził, że w ramach przy­go­to­wań Filip zastrzegł, że nie ma takiej moż­li­wo­ści, aby wszyst­kie kawałki grane były z ŁDZ Orkie­strą. W ramach kon­certu zna­la­zło się więc miej­sce na gra­nie jedy­nie w towa­rzy­stwie DJ-a. Tym samym, Flip po raz kolejny potwier­dził swoją klasę i umie­jęt­no­ści, a pyta­ją­cym cza­sem ze zdzi­wie­niem, o to, dla­czego Wyga pra­cuje z nasto­lat­kiem, udzie­lił jed­no­znacz­nej odpowiedzi.

Piąt­kowy kon­cert w Luce, obfi­tu­jący w muzykę w wybor­nym wyko­na­niu i rap wolny od żenady, zain­au­gu­ro­wał wyda­nie pierw­szego solo­wego albumu Jana Wygi. O wyda­rze­niu można już mówić tylko w cza­sie prze­szłym. Tym samym, nie pozo­staje nic wię­cej, jak roz­sie­wać wici o tym, że warto posłu­chać i zoba­czyć Jaśka na żywo, a na kon­cer­cie poczuć się dobrze jak my.

Foto­re­la­cja

Auto­rem zdjęć jest Piotr Goruszewski.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Franc Muler

Ceni u innych znajomość czterech języków, czyli "obrazu, ruchu, rytmu, brzmienia". Wywołują we niej najrozmaitsze, piękne wrażenia, dlatego węszy okazje do poddawania się ich oddziaływaniu.

Podobne artykuły

  • Wyga na urodzinowym koncercie!
  • Dobro, piękno i prawda, reż. Balbina Bruszewska
  • Flip i Noriz — spontaniczna skreczsesja
  • Relacja z Adidas Originals Rock The Floor
  • Pewnym krokiem po niepewnym tropie…

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny