Pewnym krokiem po niepewnym tropie…

Franc Muler, 26 stycznia 2012 w kategorii Muzyka

… czyli o tym jak zdo­być trudne do zdobycia! Pod koniec listo­pada rzu­ci­li­śmy Wam wyzwa­nie, zapra­sza­jąc na krótką grę po mie­ście. Odwie­dza­jąc kolejne zaka­marki Łodzi, mogli­ście wygrać sin­giel Wygi. Jak Wam poszło i czy “Serce, rozum & głos” brzmi w gło­śni­kach uczest­ni­ków wyścigu? Zer­k­nij­cie na relację.

Jeśli możesz wygrać, musisz spróbować!

Nie­po­wta­rzalne oka­zje inspi­rują  do dzia­ła­nia. Gdy doszła mnie wieść, że wyka­zu­jąc się reflek­sem, zna­jo­mo­ścią topo­gra­fii mia­sta i wyostrzoną uwagą, można stać się posia­da­czem limi­to­wa­nego i nie­po­wta­rzal­nego sin­gla pew­nego łódzkiego rapera, nie mia­łam pytań o to czy zawal­czyć, a raczej o to, gdzie są klu­czyli do samo­chodu? Uzy­skaw­szy szybką odpo­wiedź od rów­nie zain­te­re­so­wa­nego kie­rowcy auta, ja i on wła­śnie, uzbro­jeni w mapę Łodzi, ręka­wiczki i sza­liki roz­po­czę­li­śmy udział w wyścigu.

Kie­ru­nek: Gdań­ska 23 i hasło zapi­sane w gło­wie, to jedyne wytyczne, które zawieść nas miały do celu. Tylko dla trzech pierw­szych osób prze­brnię­cie przez wyzna­czony szlak osło­dzone miało być nagrodą.  Mobi­li­zu­jący cha­rak­ter sytu­acji już po chwili zapro­wa­dził nas na miej­sce. Sklep mono­po­lowy?  Hmm, spraw­dzamy. Pani w far­tuszku w kratkę zda­wała się nie mieć przy­go­to­wa­nej odpo­wie­dzi na hasło „Stare wygi z pierw­szej ligi”.

Z zaple­cza jed­nak wyło­nił się chło­pak, który z więk­szym zro­zu­mie­niem  odpo­wie­dział na cyto­waną frazę. Wska­zu­jąc kolejny punkt  do zali­cze­nia – oko­lice basenu Wodny Raj – powia­do­mił nas jed­no­cze­śnie, że nie jeste­śmy pierw­szymi klietami-nie-klietnami tego sklepu, któ­rzy zawi­tali tu z zamia­rem wygra­nia singla.

Jeśli tra­cisz trop, poszu­kaj od nowa!

Dodat­kowo zmo­bi­li­zo­wani, grzecz­nie poże­gna­li­śmy obsługę sklepu, aby ruszyć we wska­zane oko­lice. Na miej­scu oka­zało się, że nie czeka na nas nikt. Jesz­cze nie przy­je­chali? A może już się skoń­czyło? Nie­moż­liwe, przed nami była tylko jedna osoba. Rzu­ce­nie oka na ska­te­park przy base­no­wym par­kingu nie­wiele pomo­gło, dwu­krotne obej­ście go, podob­nie. Krą­ży­li­śmy po oko­licy, tro­chę bez pomy­słu, ale towa­rzy­szyło nam prze­ko­na­nie, że pew­nie zaraz ktoś się zjawi. Jed­nak z bie­giem czasu to poczu­cie sta­wało się coraz bar­dziej nie­pewne. Miłym uroz­ma­ice­niem  w tym ocze­ki­wa­niu było roz­po­zna­nie cha­rak­te­ry­stycz­nej i zawsze dobrej kre­ski „etam­cru­mow­skiej”, któ­rej obej­rze­nie na chwile odwio­dło od zasta­na­wia­nie się „co dalej?”.

W końcu zaczęła dopa­dać nas rezy­gna­cja. Face­ebok moni­to­ro­wany w tele­fo­nie szczę­dził wska­zó­wek odno­śnie prze­biegu kon­kursu. Punk­tem, może jesz­cze nie zwrot­nym, ale nada­ją­cym nowej barwy sytu­acji, było poja­wie­nie się na hory­zon­cie, osoby trze­ciej, wyraź­nie kie­ru­ją­cej się do oku­po­wa­nego przez nas ska­te­parku. „To pew­nie ten, który ubiegł nas na Gdań­skiej.” Zaiste. To był on.

Rów­nie zde­ter­mi­no­wany jak my, a po chwili rów­nie uśmiech­nięty. Na wszyst­kich trzech twa­rzach zawi­tało zado­wo­le­nie, gdyż trójka poten­cjal­nych kon­ku­ren­tów oka­zała się być nie takimi aż złymi zna­jo­mymi. „Cześć!”  „Cześć!” Poto­czyło się kilka zdań o tym, że miło i że w trójkę. Fakt, że żadne z nas nie wie­działo co dalej, nie zmie­nił się jednak. O tym, że gdzieś tu musi być zosta­wiony jakiś znak, pomy­śla­łam i chyba nawet powie­dzia­łam już wcześniej.

Idea ta nie zna­la­zła jed­nak więk­szego popar­cia, więc po wstęp­nym węsze­niu, wyga­sła. W obli­czu braku innych pomy­słów, powró­ci­łam jed­nak do niej i tym razem, bar­dziej skru­pu­lat­nie, przy­glą­dać się zaczę­łam, wyra­sta­ją­cym z betonu obiek­tom. Jak wcze­śniej mogłam nie zauwa­żyć dość dużego, czer­wo­nego  napisu TEOFIL nama­lo­wa­nego sprayem? Nie wiem. Wewnętrzny zawód w reak­cji na nie­do­sko­nałą spo­strze­gaw­czość przy­ćmił jed­nak zastrzyk ener­gii i myśl, że jedziemy dalej! Tylko gdzie ten Teo­fil? Każdy coś sły­szał, nie każdy widział. Widział jed­nak nowy czło­nek naszego składu, bo tej pory poru­sza­li­śmy się w trójkę. Droga oka­zała się być krótka, a Teo­fil duży.

Węszysz do skutku, więc jesteś w ogródku.

Tym razem instynkt też lekko nas zawiódł. Chy­bio­nym pomy­słem było wtar­gnię­cie na strze­żony par­king. Straż­nik na nim pra­cu­jący nie wie­dział nic o żadnej grze, nie wie­dział, też chyba o co nam w ogóle cho­dzi. Malu­jące się na jego twa­rzy nie­do­wie­rza­nie pomie­szane z rodzącą się zło­ścią utwier­dziło nas w prze­ko­na­niu, że to zły trop. Teo­fil, jak wspo­mniano jest duży, dla­tego nie zra­żeni błęd­nym pierw­szym kro­kiem, poczy­ni­li­śmy następne. Budy­nek okrą­żony z lewej do pra­wej wyda­wał się mil­czeć. Dopiero meta­lowe ogro­dze­nie przy­wo­łało nas czer­woną wska­zówką, tym razem w postaci strzałki. Powio­dła nas ona dalej, aby tuż za zakrę­tem ujaw­nił nam się napis „www.wyga.co.”

Jak to dobrze mieć pod ręką tele­fon z dostę­pem do sieci… Instruk­cje podane na witry­nie powio­dły nas do kolej­nego punktu — Radio ŻAK. Zda­wało nam się, że jako ten wilk, już pra­wie jeste­śmy w ogródku. Aby jed­nak nie zape­szyć, ruszy­li­śmy czym prę­dzej, nie rezy­gnu­jąc ze sku­pie­nia i peł­nej goto­wo­ści. Tra­fić do sie­dziby roz­gło­śni udało się bez­błęd­nie. Ruch na wska­za­nym przez por­tiera kory­ta­rzu zapo­wia­dał coś dobrego. Naj­le­piej zaś zapo­wia­dała postać owego łódzkiego rapera, w ręku trzy­ma­ją­cego swoje sin­gle. Przy­biw­szy piątki, poda­ro­wał całej trójce swoje naj­now­sze dzieło.

W krót­kiej roz­mo­wie zre­la­cjo­no­wa­li­śmy nasze tro­pie­nie, on zaś opo­wie­dział tro­chę o muzycz­nych poczy­na­niach i pla­nach.  Czu­jąc się tego wie­czoru zwy­cięz­cami, opu­ści­li­śmy rejony Poli­tech­niki. Wie­czór choć pełen wra­żeń, nie skoń­czył  się jesz­cze. Nawet pierw­szy odsłuch płyty Wygi musiał pocze­kać. Zamia­rem naszym było jesz­cze zawi­tać na kon­cert Izy Lach, mło­dej zdol­nej woka­listki z Łodzi, ale to już zupeł­nie inna historia.

Ha! Teraz sin­gla możemy słu­chać nie tylko stąd:

 

 

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Franc Muler

Ceni u innych znajomość czterech języków, czyli "obrazu, ruchu, rytmu, brzmienia". Wywołują we niej najrozmaitsze, piękne wrażenia, dlatego węszy okazje do poddawania się ich oddziaływaniu.

Podobne artykuły

  • Wyga na urodzinowym koncercie!
  • Dobro, piękno i prawda, reż. Balbina Bruszewska
  • Flip i Noriz — spontaniczna skreczsesja
  • Wyga w Krakowie
  • Relacja z Adidas Originals Rock The Floor

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny