Rap ewoluuje… Stwierdzenie to jest tak samo prawdziwe, jak i banalne. Czy jednak ewolucja to tylko lepsze rymy, flow, technika i beaty? Czy to jedynie coraz bardziej kumate grono ludzi na koncertach, coraz więcej przesłuchanych płyt, coraz szersze horyzonty? A może rap, a także raperzy przechodzą także wewnętrzną ewolucję poglądów, postaw i przekazywanych wartości? Od młodocianego wariata, zawsze gotowego do bitwy do dojrzałego faceta doskonale znającego swoje cele i swoją wartość, a także realizującego swoje, nawet najbardziej ambitne plany i marzenia.
Kiedyś…
Spójrzmy na moment na etos rapowy sprzed paru lat. To, co tak mocno odrzucało od naszego środowiska masy czyli stereotypowa opinia „Wy to tylko o biedzie i o tym jak jest źle” nie było wcale mrzonką wyciągniętą z Kosmosu (lub też Cosmopolitanu), ale opinią mającą całkiem niezłe podstawy w codziennej rzeczywistości. Nurt uliczny, intelektualny, społeczny – niezależnie od tego czy za mikrofon łapał narrator Sokół opowiadając nam historię o sprzedawanej miłości, czy też bezkompromisowy O.S.T.R. rapujący o Polsce, a nawet poetycki Eldo i jego wersy o odpowiedzialności – przed oczami stawali nam ludzie młodzi, niekoniecznie grzeczni, ale zawsze charakterni, którzy pragnęli zmieniać świat na lepsze, mimo tego, że im samym od początku nie było łatwo.
Czy nie przypomina to czasem ambitnego i walecznego Stanisława Grzesiuka i jego samobójczej niemalże misji związanej z ukończeniem szkoły? Grzesiuk, inteligent bez szkoły, filozof bez punktów odniesienia, człowiek praktyki, bez follow-up’ów do teoretycznej paplaniny. Głos płynący z ulicy… Głos miasta wyciągnięty żywcem i bez make-up’u wprost na scenę, z której opowiada kolejne historie swego życia, bez żadnego upiększania i fałszowania, bez przemilczeń i wstydliwego spuszczania wzroku. Co więcej, wchodzi z butami na salony i nie czuje presji, nie czuje kompleksów, jest świadomy swojej wartości w tym świecie.
A teraz pomyślcie sobie o „wczesnych” raperach. Czy ich wjazd w świat mediów, menadżerów i koncernów płytowych nie był klasycznym odwzorowaniem drogi Grzesiuka, którego zresztą cała ta nieznośna hałastra głośnych artystów hołubiła w równym stopniu, jak swoich amerykańskich idoli? Znamienna dla Grzesiuka jest także pewna bezideowość w poczynaniach – jego bunt zdaje się być w pewnym momencie jedynie szczeniactwem, jego ośmieszanie elit poprzez autentyczność i prawdziwość jest zwyczajnym efektem ubocznym, a nie przemyślaną taktyką naprawy świata. Wszystko zaś okraszone jest sporą dozą naiwności. Nie macie przed oczami znajomych twarzy Sokoła 1999, Eldo 2002, Ostrego 2002, Peji 2000? Grzesiukowi w dojrzewaniu przeszkodziła wojna. Raperzy jednak są w o wiele lepszej sytuacji…
Współczesność
Już nie ma pyskatych szczyli, którzy obronią staruszkę przed chuliganami, a chwilę później sami rozbrykani roztrzaskają w drobny mak osiedlową ławkę. Nie ma już wysiadujących cały dzień na murku filozofów narzekających na biedę i bezrobocie. Nasi chłopcy stali się mężczyznami, a wraz z mijającym czasem łatwiej niż do Grzesiuka przyrównać ich do Tyrmanda. Stołeczny dziennikarz w żadnym wypadku nie zatracił tego, czym emanował wręcz Grzesiuk czyli niepokorności, umiłowania wolności i sprzeciwu wobec jakimkolwiek próbom wpływania na jego decyzje. Leopold Tyrmand nie był już jednak pałką, jak określiłby Grzesiuka Don Vito Corleone, ale rapierem, pozostając w klimacie Ojca Chrzestnego. Dramat Tyrmanda polegał na blokowaniu jego twórczości przez krwiożerczą cenzurę – pisał więc pamiętnik.
Znamienne, że ciągle próbował napisać książkę, która byłaby zgodna z jego sumieniem, a jednocześnie na tyle „poprawna”, by była w stanie trafić do szerszej publiczności. Ostatecznie udało się to „Złemu”, jednakże to, na co chcę zwrócić uwagę, to właśnie motyw tej bezradności, która towarzyszy raperom w dzisiejszych czasach. Chłopcy z podwórek przestali już bluzgać na „jebany rząd”, co nie znaczy, że przestali go krytykować. Bywalcy pierwszych rapowych klubów nie krzyczą już „CHWDP!”, co absolutnie nie równa się temu, iż pogodzili się z bezkarnością policji.
Po prostu młodzież w szerokich spodniach dojrzała i dostrzega pewne mechanizmy, które rządzą światem. Dostrzega ciągi przyczynowo-skutkowe, trafnie diagnozuje, jakie problemy powodują syf, który nas otacza. Niczym Tyrmand, walczą słowem i piętnują to co złe, ale także to co naiwne. Nie znajdziesz w tym gronie poklasku bluzgając na antenie. Znajdziesz szacunek, dopiero gdy pokonasz kogoś na argumenty. Pjus i Eldo nie zaczną bluzgać pod trzepakiem na obrońców Polańskiego — napiszą w tej sprawie list otwarty.
Raperzy opuszczają podwórka, jednak nie zamieniają ich na skóry i salony, ale na głuche wnętrza domów, w których można celną i błyskotliwą refleksją zwrócić uwagę słuchacza na ważny problem. Nie da się także ukryć, że wraz z dojrzewaniem skręt wykonuje się również na polu politycznym – Eldo otwarcie mówi o swojej prawicowej tożsamości, O.S.T.R. na koncercie agituje za Januszem Korwin-Mikke, który również naród i związaną z nim dumę nosi głęboko w sercu. To już nie są odtwórcy roli Grzesiuka ze scyzorykiem w skarpetce, ale prawdziwi mężczyźni z miasta, nie tylko posiadający dojrzałe poglądy, ale również potrafiący ich zaciekle bronić. Inaczej, aniżeli argumentem siły.
Na koniec wypada zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie oznacza to odwrotu od zachowań, które propagował Grzesiuk. Co więcej, wszystko doskonale się uzupełnia i zazębia. Młodość spędzona boso, ale w ostrogach, z charakternym błyskiem w oku nie jest powodem do wstydu, ale do dumy. Nie zmienia to jednak faktu, że w końcu musi ustąpić dojrzałości i dorosłości. Świadomości siebie, jaką onegdaj prezentował Tyrmand.
Waszym zdaniem…
Zgodzicie się z powyższymi przemyśleniami autora? Może macie inna opinię na ten temat? Z chęcią poznamy Wasze zdanie. Zapraszamy do dyskusji!















Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny