Od Grzesiuka do Tyrmanda

kbls, 5 września 2011 w kategorii Muzyka

Rap ewo­lu­uje… Stwier­dze­nie to jest tak samo praw­dziwe, jak i banalne. Czy jed­nak ewo­lu­cja to tylko lep­sze rymy, flow, tech­nika i beaty? Czy to jedy­nie coraz bar­dziej kumate grono ludzi na kon­cer­tach, coraz wię­cej prze­słu­cha­nych płyt, coraz szer­sze hory­zonty? A może rap, a także rape­rzy prze­cho­dzą także wewnętrzną ewo­lu­cję poglą­dów, postaw i prze­ka­zy­wa­nych war­to­ści? Od mło­do­cia­nego wariata, zawsze goto­wego do bitwy do doj­rza­łego faceta dosko­nale zna­ją­cego swoje cele i swoją war­tość, a także reali­zu­ją­cego swoje, nawet naj­bar­dziej ambitne plany i marzenia.

Kie­dyś…

Spójrzmy na moment na etos rapowy sprzed paru lat. To, co tak mocno odrzu­cało od naszego środo­wi­ska masy czyli ste­reo­ty­powa opi­nia „Wy to tylko o bie­dzie i o tym jak jest źle” nie było wcale mrzonką wycią­gniętą z Kosmosu (lub też Cosmo­po­li­tanu), ale opi­nią mającą cał­kiem nie­złe pod­stawy w codzien­nej rze­czy­wi­sto­ści. Nurt uliczny, inte­lek­tu­alny, spo­łeczny – nie­za­leż­nie od tego czy za mikro­fon łapał nar­ra­tor Sokół opo­wia­da­jąc nam histo­rię o sprze­da­wa­nej miło­ści, czy też bez­kom­pro­mi­sowy O.S.T.R. rapu­jący o Pol­sce, a nawet poetycki Eldo i jego wersy o odpo­wie­dzial­no­ści – przed oczami sta­wali nam ludzie mło­dzi, nie­ko­niecz­nie grzeczni, ale zawsze cha­rak­terni, któ­rzy pra­gnęli zmie­niać świat na lep­sze, mimo tego, że im samym od początku nie było łatwo.

Czy nie przy­po­mina to cza­sem ambit­nego i walecz­nego Sta­ni­sława Grze­siuka i jego samo­bój­czej nie­malże misji zwią­za­nej z ukoń­cze­niem szkoły? Grze­siuk, inte­li­gent bez szkoły, filo­zof bez punk­tów odnie­sie­nia, czło­wiek prak­tyki, bez follow-up’ów do teo­re­tycz­nej papla­niny. Głos pły­nący z ulicy… Głos mia­sta wycią­gnięty żywcem i bez make-up’u wprost na scenę, z któ­rej opo­wiada kolejne histo­rie swego życia, bez żadnego upięk­sza­nia i fał­szo­wa­nia, bez prze­mil­czeń i wsty­dli­wego spusz­cza­nia wzroku. Co wię­cej, wcho­dzi z butami na salony i nie czuje pre­sji, nie czuje kom­plek­sów, jest świa­domy swo­jej war­to­ści w tym świecie.

A teraz pomy­śl­cie sobie o „wcze­snych” rape­rach. Czy ich wjazd w świat mediów, mena­dże­rów i kon­cer­nów pły­to­wych nie był kla­sycz­nym odwzo­ro­wa­niem drogi Grze­siuka, któ­rego zresztą cała ta nie­zno­śna hała­stra gło­śnych arty­stów hołu­biła w rów­nym stop­niu, jak swo­ich ame­ry­kań­skich idoli? Zna­mienna dla Grze­siuka jest także pewna bez­i­de­owość w poczy­na­niach – jego bunt zdaje się być w pew­nym momen­cie jedy­nie szcze­niac­twem, jego ośmie­sza­nie elit poprzez auten­tycz­ność i praw­dzi­wość jest zwy­czaj­nym efek­tem ubocz­nym, a nie prze­my­ślaną tak­tyką naprawy świata. Wszystko zaś okra­szone jest sporą dozą naiw­no­ści. Nie macie przed oczami zna­jo­mych twa­rzy Sokoła 1999, Eldo 2002, Ostrego 2002, Peji 2000? Grze­siu­kowi w doj­rze­wa­niu prze­szko­dziła wojna. Rape­rzy jed­nak są w o wiele lep­szej sytuacji…

Współ­cze­sność

Już nie ma pyska­tych szczyli, któ­rzy obro­nią sta­ruszkę przed chu­li­ga­nami, a chwilę póź­niej sami roz­bry­kani roz­trza­skają w drobny mak osie­dlową ławkę. Nie ma już wysia­du­ją­cych cały dzień na murku filo­zo­fów narze­ka­ją­cych na biedę i bez­ro­bo­cie. Nasi chłopcy stali się męż­czy­znami, a wraz z mija­ją­cym cza­sem łatwiej niż do Grze­siuka przy­rów­nać ich do Tyr­manda. Sto­łeczny dzien­ni­karz w żadnym wypadku nie zatra­cił tego, czym ema­no­wał wręcz Grze­siuk czyli nie­po­kor­no­ści, umi­ło­wa­nia wol­no­ści i sprze­ciwu wobec jakim­kol­wiek pró­bom wpły­wa­nia na jego decy­zje. Leopold Tyr­mand nie był już jed­nak pałką, jak okre­śliłby Grze­siuka Don Vito Cor­le­one, ale rapie­rem, pozo­sta­jąc w kli­ma­cie Ojca Chrzest­nego. Dra­mat Tyr­manda pole­gał na blo­ko­wa­niu jego twór­czo­ści przez krwio­żer­czą cen­zurę – pisał więc pamiętnik.

Zna­mienne, że cią­gle pró­bo­wał napi­sać książkę, która byłaby zgodna z jego sumie­niem, a jed­no­cze­śnie na tyle „poprawna”, by była w sta­nie tra­fić do szer­szej publicz­no­ści. Osta­tecz­nie udało się to „Złemu”, jed­nakże to, na co chcę zwró­cić uwagę, to wła­śnie motyw tej bez­rad­no­ści, która towa­rzy­szy rape­rom w dzi­siej­szych cza­sach. Chłopcy z podwó­rek prze­stali już blu­zgać na „jebany rząd”, co nie zna­czy, że prze­stali go kry­ty­ko­wać. Bywalcy pierw­szych rapo­wych klu­bów nie krzy­czą już „CHWDP!”, co abso­lut­nie nie równa się temu, iż pogo­dzili się z bez­kar­no­ścią policji.

Po pro­stu mło­dzież w sze­ro­kich spodniach doj­rzała i dostrzega pewne mecha­ni­zmy, które rzą­dzą świa­tem. Dostrzega ciągi przyczynowo-skutkowe, traf­nie dia­gno­zuje, jakie pro­blemy powo­dują syf, który nas ota­cza. Niczym Tyr­mand, wal­czą sło­wem i pięt­nują to co złe, ale także to co naiwne. Nie znaj­dziesz w tym gro­nie pokla­sku blu­zga­jąc na ante­nie. Znaj­dziesz sza­cu­nek, dopiero gdy poko­nasz kogoś na argu­menty. Pjus i Eldo nie zaczną blu­zgać pod trze­pa­kiem na obroń­ców Polań­skiego — napi­szą w tej spra­wie list otwarty.

Rape­rzy opusz­czają podwórka, jed­nak nie zamie­niają ich na skóry i salony, ale na głu­che wnę­trza domów, w któ­rych można celną i bły­sko­tliwą reflek­sją zwró­cić uwagę słu­cha­cza na ważny pro­blem. Nie da się także ukryć, że wraz z doj­rze­wa­niem skręt wyko­nuje się rów­nież na polu poli­tycz­nym – Eldo otwar­cie mówi o swo­jej pra­wi­co­wej toż­sa­mo­ści, O.S.T.R. na kon­cer­cie agi­tuje za Janu­szem Korwin-Mikke, który rów­nież naród i zwią­zaną z nim dumę nosi głę­boko w sercu. To już nie są odtwórcy roli Grze­siuka ze scy­zo­ry­kiem w skar­petce, ale praw­dziwi męż­czyźni z mia­sta, nie tylko posia­da­jący doj­rzałe poglądy, ale rów­nież potra­fiący ich zacie­kle bro­nić. Ina­czej, ani­żeli argu­men­tem siły.

Na koniec wypada zazna­czyć, że w żadnym wypadku nie ozna­cza to odwrotu od zacho­wań, które pro­pa­go­wał Grze­siuk. Co wię­cej, wszystko dosko­nale się uzu­peł­nia i zazę­bia. Mło­dość spę­dzona boso, ale w ostro­gach, z cha­rak­ter­nym bły­skiem w oku nie jest powo­dem do wstydu, ale do dumy. Nie zmie­nia to jed­nak faktu, że w końcu musi ustą­pić doj­rza­ło­ści i doro­sło­ści. Świa­do­mo­ści sie­bie, jaką oneg­daj pre­zen­to­wał Tyrmand.

Waszym zda­niem…

Zgo­dzi­cie się z powyż­szymi prze­my­śle­niami autora? Może macie inna opi­nię na ten temat? Z chę­cią poznamy Wasze zda­nie. Zapra­szamy do dyskusji!

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - kbls

Tyrmand opisał go w powieści Zły: Reporter iskra. Reporter widmo. Człowiek, dla którego nie ma drzwi zamkniętych. Dziennikarz, u którego w lewej kieszeni spodni bije puls Łodzi. Oczy i uszy Miasta Włókniarzy. Jednym słowem: Kubuś. Zawsze tam, gdzie mieszka sport, dobra muzyka i klimat jego ukochanych Bałut.

Podobne artykuły

  • Dobro, piękno i prawda, reż. Balbina Bruszewska
  • Jesteśmy na Pinterest.com
  • Raz, dwa, trzy, hejterem jesteś ty!
  • Pewnym krokiem po niepewnym tropie…
  • Pariasi na trybunach

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny