Nasz mały HHK — festiwal Hip Hop Arena w Łodzi

kbls, 18 maja 2011 w kategorii Muzyka

Choć Łódź to nie Hra­dec Kra­love, a takiego line-up’u jaki rok­rocz­nie zaba­wia nas za połu­dniową gra­nicą w Pol­sce zebrać po pro­stu się nie da, po pierw­szych zapo­wie­dziach Hip Hop Areny można śmiało się cheł­pić — mamy swój mini Hip Hop Kemp.

Jestem pewny, że po latach opo­wieść zacznę sło­wami: niczego nie­świa­domy skrę­ca­łem z Zachod­niej w Lima­now­skiego, gdy prze­strzeń wokół mnie wypeł­niły mocne bębny z samego początku kawałka Wu Tang Clanu “Click, click”. Dźwięk smsa nie zwia­sto­wał eufo­rii mają­cej przyjść sekundy póź­niej. “Ziom, EPMD, Dila­ted, Cun­ni­Lyng w Łodzi.” Kur­czę pie­czone. Ja Cię smażę. Ale info. Tak roz­po­częła się moja przy­goda z Hip Hop Areną 2011, nowiut­kim, świe­żut­kim, wymu­ska­nym two­rem spro­wa­dza­ją­cym na sta­dion Startu kla­sy­ków rapu z zagra­nicy i abso­lutną czo­łówkę naszego zmę­czo­nego rzą­do­wymi zaka­zami kraju.

Jako iż do domu kawa­łek mia­łem już dość krótki, po chwili prze­szu­ki­wa­łem odmęty inter­netu w poszu­ki­wa­niu dal­szych wska­zó­wek do roz­wią­za­nia nęka­ją­cej mnie zagadki — jak to się do jasnej cho­lery stało, że moje uko­chane Bałuty ugosz­czą Evi’ego, Erica i Par­ri­sha… Żołąd­kie­wicz i Łysio — nie jestem jakimś fana­ty­kiem, ale nazwi­ska koja­rzę, toż to goście, któ­rzy spro­wa­dzili do nas takich tuzów jak Masta Ace, czy M.O.P. “Powoli… zaczęło się wszystko wyja­śniać”, jak leciało na krążku jed­nego z rape­rów rów­nież na HHA wystę­pu­ją­cych. Histo­ria? Ot kre­atywny pomysł, mozolne zbie­ra­nie poplecz­ni­ków, zwer­bo­wa­nie do pro­mo­cji Ostrego i… suk­ces gotowy.

Idole Two­ich idoli

EPMD

Laj­nap powala. Nie ma co tu za dużo się roz­wo­dzić, nazwi­ska jakie udało się zebrać to posta­cie znane na całym świe­cie, będący jed­no­cze­śnie inspi­ra­cją dla kolej­nych poko­leń rape­rów. EPMD czyli Eric i Par­rish, ludzie biz­nesu — każdą kolejną płytę tema­tycz­nie ocie­rali o legen­darny “busi­ness”, jed­no­cze­śnie dając temu wyraz w tytu­łach albu­mów. Człon­ko­wie Def Squ­adu. Ilość prop­sów prze­li­czaj­cie w gigabajtach.

Dila­ted Peoples

Evi, Rakaa, Dj Babu. Ludzie w każ­dym kawałku skła­da­jący hołd całej kul­tu­rze hipho­po­wej, od graf­fiti po bre­ak­dance. Magiczni w każ­dym calu, potra­fiący buj­nąć kar­kiem każ­dego, nie­za­leż­nie od tego co sądzi o tru­sku­lo­wej stro­nie rapu. Znam gości nie wykra­cza­ją­cych poza doro­bek arty­styczny Flo Ridy, któ­rzy na Mr. Slow­flow i spółkę reagują spo­co­nymi dłońmi i ryt­micz­nie koły­szącą się głową.

Atmo­spe­here

Czy jest ktoś kto nie koja­rzy Try­ing to find a balance? Ok, zapra­szam ponow­nie po uzu­peł­nie­niu bra­ków. Slug i Art to wete­rani sceny, twórcy kilku kawał­ków, które prze­biły się do świa­do­mo­ści maso­wych odbior­ców, ale jed­no­cze­śnie ludzie, o któ­rych nie mówi się ina­czej, ani­żeli “inde­pen­dent”. Wszę­dzie, gdzie tylko chce­cie wyszu­kać jakichś świe­żut­kich new­sów o gru­pie, znaj­dzie­cie odmie­niony na wszyst­kie moż­liwe spo­soby epi­tet “nie­za­leżny”. Na mar­gi­ne­sie chło­pa­ków może­cie znać z gry Tony Hawk: Under­gro­und 2. Ser­decz­nie polecam.

Cun­nin­lyn­gu­ists

Will rap for food. Jak dla mnie kró­lo­wie połu­dnia, przed Out­ka­stem i innymi Dirty South’ami. Chłopcy, któ­rzy już w samej nazwie kpią i two­rzą kre­atywne gierki — prze­cież cun­nin­lyn­gu­ists to nic innego jak chy­trzy języ­ko­znawcy (a przy­naj­mniej tak twier­dzi wiki­pe­dia), pod­czas gdy nazwa koja­rzy się przede wszyst­kim z cun­ni­lin­gus, które ozna­cza zwy­czaj­nie seks oralny. Chy­tre, nie­praw­daż? No i praw­dziwi językoznawcy…

Rodzima czo­łówka

No ale prze­cież to nie koniec. Są też pol­scy rape­rzy, któ­rych nor­mal­nie okre­ślił­bym mia­nem sup­por­tów, ale jakoś tak… nie wypada. OSTR. Grub­son. Men­talni Ary­sto­kraci czyli Parias. Hi-Fi Banda. WFD. Do tego same naj­lep­sze koty z łódzkiej sceny i spe­cjalna scena Pro­sto z wyko­naw­cami pokroju Echi­na­cei czy Pokoju z Wido­kiem na Wojnę. Cał­kiem nie­źle, jak na jeden kon­cert, czyż nie? To wszystko zaś w pro­mo­cyj­nej cenie… 120 zło­tych za naj­droż­szy bilet? Z polem namio­to­wym? W dniu kon­certu? Robi się coraz ciekawiej…

A to jesz­cze nie koniec orga­ni­za­cyj­nych nie­spo­dzia­nek. Nie dość, że sta­dion Startu jest poło­żony tak cudow­nie i prze­świet­nie jak tylko można sobie wyobra­zić orga­ni­zu­jąc kon­cert ple­ne­rowy — sta­cja tuż za win­klem, sym­pa­tyczne osie­dle i park z dru­giej strony, prze­lo­towa droga prze­ci­na­jąca Łódź z pół­nocy na połu­dnie gra­ni­cząca z siatką ogra­dza­jącą — to jesz­cze MPK Łódź spe­cjal­nie dla gości przy­go­tuje spe­cjalne auto­busy kur­su­jące z obu naszych dwor­ców. Czy to już niebo? Chyba jesz­cze nie, ale jeste­śmy na dobrej drodze.

Odli­czamy!

Do kon­certu pozo­stał okrą­gły mie­siąc, a występ tych wszyst­kich asów już teraz domi­nuje w roz­mo­wach ludzi ze środo­wi­ska. Dwie sceny, ponad dwu­dzie­stu wyko­naw­ców, dwa dni świet­nej zabawy i kon­cer­tów. Zna­ko­mita miej­scówka, malow­ni­czo ulo­ko­wane mia­steczko namio­towe. Oi będzie się działo, a cytu­jąc kolej­nego kla­syka: “Będzie epicko. Roz­kur­wimy kosmos.”.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - kbls

Tyrmand opisał go w powieści Zły: Reporter iskra. Reporter widmo. Człowiek, dla którego nie ma drzwi zamkniętych. Dziennikarz, u którego w lewej kieszeni spodni bije puls Łodzi. Oczy i uszy Miasta Włókniarzy. Jednym słowem: Kubuś. Zawsze tam, gdzie mieszka sport, dobra muzyka i klimat jego ukochanych Bałut.

Podobne artykuły

  • 2Pac na Coachella 2012
  • Transmisja Coachella 2012!
  • Premierowa impreza Wygi wydarzeniem roku?
  • 2011 podsumowuje Pasia
  • Płyta Entera czyli kompendium wiedzy o łodzianach

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny