O finale NBA możecie przeczytać miliard publikacji, więc naprawdę ciężko wstrzelić się z czymś oryginalnym. Jeśli macie już dość analiz, czy Nowitzki będzie fajniejszy niż LBJ — zapraszam.
Miami Heat i Dallas Mavericks — finał mimo wszystko zaskakujący, bo… gdzie jest Kobe? Panie Bryant, czy to pańska wędka? Tak jest, pan Bryant jest na rybach, ale moment, gdzieś nam się zapodział Derrick Rose. Ach tak, on też korzysta z uroków wiejskiego życia, zresztą podobnie jak geriatrycy z Bostonu, Superman i jego pomocnicy z Orlando, Rzut O Tablicę Tima Duncana i reszta Spurs, a także wielu innych, którzy idealnie wpasowywali się w plan podboju ligi. Na placu boju zostały dwa składy diametralnie różne –budowany od wielu lat folwark ekscentrycznego Cubana i sklecona za pomocą dwóch szybkich machnięć mistrzowskiego pędzla ekipa All-Stars Heat. Fakt, obie drużyny spotkały się parę lat temu, ale wtedy w Miami Wade’a wspomagał O’Neal, a za kierownicą siedział legendarny Pat Riley. Teraz wszystko wygląda nieco inaczej, a punktami constans pozostał wzbudzający mój strach Niemiec Nowitzki oraz szalony Dwayne, który błyszczy tym samym oślepiającym blaskiem.
Miami Vice vs Dallas
Ale nie o tym przecież chciałem mówić. Jako iż ostatnie czary-mary z fusów zakończyły się prawdziwą tragedią i bezlitosnym obnażeniem mojej nieznajomości kanonów koszykówki, teraz postanowiłem sprawdzić wynik rywalizacji w inny sposób. Oceniamy styl, bo wiadomo, że bezbłędna stylówa jest absolutnie koniecznym warunkiem sukcesu w każdej dziedzinie życia, od muzyki po smażenie pomidorów.
Mecz numer jeden w serii czyli seriale! Oba miasta stały się gospodarzami serii wręcz kultowych, choć diametralnie od siebie innych. Rico i Sonny, czyli Philip Thomas i Don Johnson, do tego jeszcze niezapomniane hawajskie koszule i beztroski klimat Miami lat osiemdziesiątych. Pamiętacie tą plastikową, tandetną muzyczkę przygrywającą śmigającym po czyściutkich kanałach motorówkom? A te białe marynarki błyszczące bardziej niż mistrzowskie pierścienie na palcach Shaquille’a O’Neal’a? Miami Vice czyli swojscy Policjanci z Miami na zawsze pozostaną w mojej pamięci — obok Żaru w tropikach — symbolem niedoścignionych marzeń o wakacjach w prawdziwie bajkowych sceneriach. Jasne, spełniłem je wyjeżdżając do Ustki i Władysławowa, ale jednak legendarne Miami…
Z drugiej strony mamy jednak całkiem mocnego przeciwnika w postaci serialu Dallas. Rodzina Ewingów (nie wiadomo, czy Pat Ewing był dalekim krewnym) zajmująca się naftą w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, czyli młodzi, piękni, starzy, równie piękni, bogaci… To był świat wyśniony, wielkie wille, duże pieniądze, romanse, eleganckie kobiety… No dobra, miałem trzy lata, więc eleganckie kobiety można wykreślić, ale i tak — ten amerykański przepych potrafił namącić w niejednej głowie. Serial przegrywał jednak w Polsce z kultową Dynastią wobec czego i klimatyczne Miami Vice musi bić go na głowę.
Znakomite pierwsze spotkanie i Miami obejmuje prowadzenie!
Ace Ventura vs Maverick
Okej, pojechaliśmy filmowo, więc zostajemy w dziedzinie kinematografii. Stawka rośnie jednak z każdym meczem serii, dlatego też na stół wjeżdżają poważniejsze flaszki — filmy pełnometrażowe, a uściślając — komedie z gamoniowatym głównym bohaterem, który ostatecznie okazuje się być sprytnym i pomysłowym geniuszem.
Ace Ventura, psi detektyw w Miami zajmował się wszystkim, co tylko mogło w jakikolwiek sposób dotyczyć zwierząt. Jego specjalnością, jak sama nazwa zawodu wskazuje to poszukiwanie zaginionych milusińskich. Co prawda film odnosił się bardziej do futbolu amerykańskiego, bowiem oś fabuły tworzyły poszukiwania delfina, będącego maskotką tamtejszej drużyny Miami Dolphins, ale na potrzeby artykułu wystawiamy go w szranki z…
…człowiekiem — legendą Dzikiego Zachodu. Bret Maverick, niezawodny karciarz, szuler, kobieciarz i kombinator podbił serca wszystkich ludzi z wielkich blokowisk, którzy byli zbyt wątli by szacunek wywalczyć pięściami i zbyt leniwi by zdobyć go intratną posadą. 68 kilogramów przy 176 centymetrach i lenistwie określanym na 9,5 w dziesięciostopniowej skali musiałem podziwiać spryt Mavericka jak każde inne chuchro na bałuckim osiedlu blokowym. Jego sztuczki były mistrzowskie.
Dirk “Brzydki Niemiec” Nowitzki i jego świta wyrównują!
Van den Bergh vs Gomez (?!)
Dave van den Bergh, pomocnik FC Dallas dwukrotnie wystąpił w reprezentacji Holandii, zdobył również mistrzostwo, dwa puchary i superpuchar swojej Ojczyzny. Jest prawdopodobnie najbardziej utytułowanym graczem FC Dallas.
Christian Gomez był z kolei trzykrotnie wybierany do najlepszej jedenastki ligi, a w 2006 roku został nawet jej MVP. Wygrywał różne dziwne piłkarskie spędy w USA, ale ich nazwy nie są zrozumiałe dla przeciętnego śmiertelnika. Gra z 10 w Miami FC.
Yyy… Dave van den Bergh brzmi odrobinę lepiej niż Christian Gomez, z drugiej strony Argentyńczyk ma większe sukcesy w Ameryce… Po dogrywce 2:1 dla Miami!
Vanilla Ice vs… Vanilla Ice?
Dallas rzuciło się do odrabiania strat i na front ruszył jeden z najlepszych (właściwie czy poza D.O.C. tam
są jacyś dobrzy raperzy?) raperów z Dallas, Vanilla Ice. Naprzeciwko stanął jeden z raperów z Miami, ze słonecznej Florydy, Vanilla Ice! Tym którym coś nie gra przypominam za polskojęzyczną wikipedią, iż Vanilla Ice “urodził się 31. października 1967 roku w Miami Lakes na Florydzie, lub według innych źródeł w Dallas.” Ajs, ajs, bejbe…
Jako sekundantów wystawimy wspomnianego już D.O.C. z miasta Mavericksów oraz Rick Rossa, zwanego w niektórych kręgach kapitanem Rickiem Rossem. Co prawda ten drugi ma kawałek oddający całego ducha gry Dwyane’a Wade’a czyli Speedin’, ale ten pierwszy jest chodzącą legendą. 2:2!
Texas Ranger vs Burger King
Co ma Miami, czego zazdrości im cała Ameryka? LeBron i Wade się nie liczą, liczy się Burger King! Sieciówka z kanapeczkami po których w mig złapiesz posturę i mobilność Glena Davisa swój pierwszy lokal otworzyła właśnie na Florydzie! Whooper, droga kolawka, zachłyśnięcie się konkurencją ze strony MaccyD. Legenda, panowie, legenda.
Z drugiej strony staje jednak on, rudowłosy anioł zemsty, stróż porządku z lassem i kapeluszem kowbojskim. Kopniak z półobrotu, dowcipy bez sensu, hit internetu… Chuck Norris. Texas Ranger. Dirk, nie jesteś sam. Choć tak patrząc obiektywnie — drużyna Texas Rangers z Arlington, która na co dzień zajmuje się baseball’em nigdy nie wygrała World Series. Dobrze to nie wróży.
Póki co jednak 3:2 wygrywa Dallas i jest o krok od Pierścienia!
Mike Modano vs Tony Montana
Myślę Dallas — widzę Mike’a Modano. Legendarny, absolutnie kultowy i przenajświetniejszy
hokeista to dla mnie największa wizytówka miasta. Siedemnaście lat w barwach Dallas Stars, półtora tysiąca meczów, 1400 punktów. Ambasador dość silny, lecz jego rywalem jest…
Tony “Scarface” Montana. Miami miało wielu różnych bossów, wiele osób ubiegało się o stanowisko największego z wielkich. Zdobył je nie kto inny jak on, skromny chłopaszek z Kuby, czy innego Podlasia.Szczebelek po szczebelku, kroczek po kroczku wspinał się po życiowej drabinie, by zresztą u samego szczytu z hukiem spaść w dół. Symbol pyskatej, nieznającej pokory ambicji, symbol walki o swoje, walki o kasę, władzę i seks, symbol szybkiego wzlotu i bolesnego upadku. Jeśli jest drugi tak tragiczny bohater, tak bolesny i wzbudzający sympatię mimo brutalnego i chorego zachowania to i tak gra go Al Pacino, a jest nim Carlito albo Mike Corleone.
Modano wypchnięto siłą z Dallas i musiał ciułać się po Detroit. Scarface z kolei miał zostać wyrzucony przy okazji premiery płyty Pjusa (“jeśli masz na ścianie plakat ze Scarfacem, wyrzuć go, zrób na moje zdjęcie miejsce”). Obaj na szczycie w swoich miastach, obaj mocno zdezaktualizowani w nowoczesnym świecie, gdzie wartości którym hołdowali nie mają już… wartości. Mimo wszystko Tony Montana to jedna z najbardziej fascynujących postaci filmowych. Miami wyrównuje serię i mamy 3:3!
Decydujące słowo
Kto wygra mecz numer siedem i zdobędzie Mistrzostwo Świata czyli upragniony pierścionek? Teraz możemy spojrzeć bardziej poważnym okiem, choć tak naprawdę czy będziemy porównywać postacie filmowe, czy też składy obu drużyn — prawdopodobieństwo trafienia wyniku jest podobne. W takich momentach decydują bowiem ułamki sekund, pojedyncze decyzje, często zwyczajny fart, dyspozycja dnia, a nawet reakcja publiczności na dany rzut osobisty. Suche fakty — braknie Butlera w ekipie Dallas. Miami ma przewagę parkietu. Miami ma Wade’a, Jamesa i Bosha. Dallas ma lepszą ławkę. Miami ma w drużynie sporo urazów. Dallas rzuca świetnie z półdystansu…
W mojej średnio profesjonalnej opinii wszystko wskazuje idealnie na remis. Tak jak wspominałem zadecydują prawdziwe detale. Wielki sprawdzian dla Big 3 z Miami, okazja do rewanżu za finał sprzed 5 lat dla Dirka Nowitzkiego, nadzieja na pierwszy tytuł dla LBJ. Jedno jest pewne — będzie goręcej niż na planie Miami Vice…














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny