O tym, że Łódź idzie po swoje nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać. Mantra, którą powtarzają wszyscy artyści z Miasta Włókniarzy wreszcie zaczyna być wcielana w życie za sprawą ambitnych projektów niemal całej sceny. Powrócił jej weteran — Entero!
Płyta członka kultowego w łódzkim światku składu NTK stanowi wierne i niespotykanie dokładne odbicie życia na ulicach stolicy Centralnej Polski. Pomiędzy Kamienicami / Liryczny Żywjoł to podróż po mrocznych podwórkach, które choć brudne i zaniedbane, mają do zaoferowania sporo wartościowych przemyśleń.
Luźne popołudnia przy jazzowych dźwiękach
Łódź słynie nie tylko z tego, że miłość do hip-hopu nie ma prawa tutaj zginąć. Dla wielu znakiem rozpoznawczym miasta, z którego i mi przyszło się wywodzić jest jazzująca, ewentualnie funkująca melodyjka, pod którą rymowane są luźne przemyślenia, będące owocem długich rozmyślań nad życiem w dżungli. Tak robi Ostry, tak zdarza się robić Zeusowi, nie inaczej na swej płycie podchodzi do kwestii Entero. Kawałki Prosto z krainy bram czy Wszystko w swoim czasie, ale też Torpeda oraz Hiphopkryzjato nie tylko porcja solidnego — jak zawsze — flow i mistrzowskich, spokojnych beatów Adama Ostrowskiego, ale także bardzo dojrzałe przemyślenia. Łódzki mc nie przebiera w słowach i nie sili się na kwiecisty język, lecz najprostszymi środkami ułożonymi w potrójne, a nawet poczórne wersy ujmuje sedno, samo centrum życiowych rozkminek zwyczajnego chłopaka z kamienicy.
Co ważne, zarówno w Torpedzie z gościnnym udziałem Gresem, jak i we Wszystko w swoim czasie z Zorakiem, poziomowi Entera nie ustępują goście pasujący do kawałków nie tylko stylem i flow, ale także tekstami. Tytułowy kawałek Pomiędzy Kamienicami / Liryczny Żywjoł to już z kolei solowy popis powracającego po okresie milczenia MC z Łodzi.
Zadziorność
Niewątpliwie Łódź od wieków kojarzona jest również z odziedziczoną po lodzermenschach fabrykanckich zadziornością, z unikalną determinacją i hardością w codziennych działaniach. Etos robotników, którzy pracowali przez 3/4 doby, by móc utrzymać rodzinę, jest w mieście wciąż żywy, a objawia się także w pyskatych i dumnych niczym owi mężowie trackach z najnowszej płyty Entera.
Ostry, niemalże rockowy bit Turbiny, monumentalny i pełen rozmachu Ognia, czy odbiegający od klimatu całej płyty Liryczny Rozpierdol Strategiczno Techniczny idealnie wstrzeliwują się w nastrój świadomych swojej wartości, pewnych siebie łodzian. W tych kawałkach zresztą Entry gromadzi większość sceny z tego zapomnianego przez świat miejsca w centrum Polski.
Green, Kliford, Zorak i Afronty w tych dwóch kawałkach osiągają poziom znany z ich najlepszych nagrywek, a oryginalne głosy i flow stanowią odmianę od chropowatego, charakterystycznego wokalu gospodarza płyty. Właściciel Centrum Eudezet Label jako pierwszy zarapował swoje zwrotki, potem pozostawiając pole do popisu dla swoich kumpli z osiedli, którzy w znakomity sposób wzbogacili album.
Na szczególną uwagę zasługuje utwór Ognia, który ma potencjał by spalać kluby podczas koncertów, a zagrany na odpowiedniej wieży momentalnie wywołuje ciarki na plecach. Zwrotkę życia trzasnął zresztą Zorak, a jego wejście w bit przy słowach Leci koktajl Mołotowa to absolutny… rozpierdol strategiczno techniczny.
Fason chłopaków z ulicy
To co odróżnia Entera od innych łódzkich twórców to dość obszerne miejsce na krążku, jakie zostało poświęcone typowo ulicznemu rapowi. Bezkompromisowe punchline’y, bez zmiękczeń i autocenzury nie wszystkim przypadną pewnie do gustu, lecz stanowią z pewnością wartościowe urozmaicenie sceny tego miasta, która za sprawą Ostrego, Zeusa, czy Afrontów, raczej nie kojarzy się z tego typu utworami.
Następny etap, ale przede wszystkim ZiWPJB stanowiące drugą część Starej Gwardii to porcja poglądów, które rzadko utożsamiane są z łódzkim podwórkiem pełnym funku i jazzu. Mroczny i niepokojący klimat towarzyszy także kawałkowi Stare kamienice mają własny temperament oraz Jeszcze Łódka nie zginęła, ukrytemu po utworze Wszystko w swoim czasie. W podobnej atmosferze utrzymane są także Zabójcze skillsy - utwór, który istotnie należy do najbardziej zabójczych kawałków albumu. Klimat ciemnych bram Śródmieścia, Polesia, czy Bałut leje się z głośników naprawdę gęsto, a kolejne nagrania stanowią wyśmienity soundtrack pod nocne spacer ulicami Łodzi.
Choć ta kontrowersyjna część płyty zaskoczy wielu, nie wyobrażam sobie by mogło jej zabraknąć w twórczości reprezentanta śródmiejskiej dżungli. Rejony centrum Miasta Włókniarzy i losy jego mieszkańców są nierozerwalnie związane z trzymaniem ulicznego fasonu, więc nie wypada ganić Entrego za agresywne wersy w stosunku do policji, czy rodzimych polityków. Tym bardziej, że jest to udany powrót do korzeni ulicznego, łódzkiego rapu znanego choćby z nagrywek Vademecum czy Drim Timu.
Łódzka pozycja obowiązkowa
Nieliczne słabsze momenty nie przesłaniają wyśmienitej całości, która stanowi płytę na wskroś łódzką, przesiąkniętą atmosferą tego miasta w każdym momencie albumu. Weteran sceny wraz z ekipą pokazuje wszystkie twarze życia na ulicach Polesia, Bałut, Górnej, Widzewa czy Śródmieścia.
Obok głębokich refleksji stoją szczere i prostolinijne punche, obok mrocznego klimatu kamienic mamy typowo łódzki jazzowy sznyt. Nie mogłoby być inaczej, skoro to płyta nagrana z miejsca nazywanego miastem kontrastów. Enterowi udało się sportretować Łódź dokładnie taką, jaka jest w rzeczywistości. Za realizację tego niełatwego zadania - chapeau bas.














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny