Po rozterkach związanych z pogonią za walutą oraz lenistwem, przyszedł czas na odrobinę rozrywki. Dzisiejszym motywem przewodnim jest melanż pełną gębą, czyli imprezowe alkoholizowanie się lub jego skutki. W podsumowaniu drinkowego konkursu z Syropem w tle i w roli głównej, wciągnęliśmy Was do zabawy, w wyniku której powstał niniejszy ranking. Pozwoliliśmy sobie uzupełnić go o nasze propozycje.
Nasze typy
Pezet/Noon — A Mieliśmy Być Poważni
z albumu “Muzyka Poważna” (EmbargoNagrania, 2004)
Łona — Rozmowy z cutem
z albumu “Nic dziwnego” (Asfalt Records, 2004)
TC Feat. MC Jakes — Drink
z albumu “Evolution” (D-Style Recordings, 2007)
Wasze propozycje
Zgłosiliście sporo ciekawych utworów. Łezka w oku zakręciła się przy numerze, który zgłosił reprezentant Łodzi — Olo:
Najbardziej klasyczny polski melanżowy kawałek, od 10 lat obowiązkowy element każdej imprezy. Nie ważne czy poleci: na domówce, w klubie, przy rozgrzanym grillu w upalny dzień, w samochodzie albo w słuchawkach w drodze na melanż. Zawsze wprowadza w taki sam imprezowy nastrój.
Tede — Drin za drinem
z albumu “S.P.O.R.T.” (RRX, 2001)
Olo dorzucił od siebie jeszcze jeden numer, którego w tym zestawieniu nie mogliśmy pominąć.
Pozwoliłem sobie jeszcze na jeden kawałek, aby zamanifestować swój lokalny patriotyzm.
O.S.T.R ft Afront — LWC
z albumu “HollyŁódź” (Asfalt Records, 2007)
Adam zaproponował nieśmiertelny numer Dead Kennedys w bardzo ciekawej wersji
Najwięcej oddaje chyba już sam tytuł. :) Polecam
Nouvelle Vague — Too Drunk to Fuck
z albumu “Nouvelle Vague” (Peacefrog, 2004)
Za sprawą Deniora w zestawieniu po raz kolejny pojawia się Afront. Komentarz autora komentarza:
Zwrotkę Jaśka zawsze mam w głowie, kiedy wiszę nad muszlą albo zgięty w pół w oknie, wołajac niedźwiedzia :)
Afront — Dwarazyszama
z albumu “A miało być tak pięknie” (Asfalt Records, 2004)
Mocne zakończenie zawdzięczamy czytelnikowi ukrywającemu się pod pseudonimem Marcus312.
Od razu mi się skojarzyło. Teledysk bardziej jako ciekawostka, bo na YT go raczej nie znajdziemy
Prodigy — Smack my bitch up
z albumu “The fat of the land” (XL, 1997)
A płyta trafia w ręce…
Skoro obiecaliśmy nagrodę, to wypadałoby wybrać zwycięzcę. Dzięki serdeczne za udział wszystkim uczestnikom — wszystkie Wasze propozycje przypadły nam do gustu.
W nasze łaski wkupił się najbardziej (głównie chyba dzięki odwołaniom do patriotyzmu lokalnego)… Olo i w jego ręce poszybuje egzemplarz “Sztajer Selekty”.
Już wkrótce kolejne konkursy z nagrodami, więc zaglądajcie regularnie!














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny