Koniec historii

Smok, 20 września 2011 w kategorii Sport

W 1989 r. wybitny ame­ry­kań­ski poli­to­log Fran­cis Fukuy­ama sfor­mu­ło­wał teo­rię końca histo­rii. Zakła­dała ona, że po upadku Związku Sowiec­kiego i eks­pan­sji libe­ral­nej demo­kra­cji histo­ria mia­łaby się skończyć. Politolog nie prze­wi­dział jed­nego – jego zało­że­nie może się spraw­dzić na zupeł­nie innym grun­cie. Ryn­kowy porzą­dek gospo­dar­czy do spółki z wspo­mnianą wcze­śniej demo­kra­cją miały zapew­nić pań­stwom spo­kój przez co histo­ryczny postęp miał sta­nąć w miej­scu i już nigdy nie ruszyć.

Teo­ria Fukuy­amy spo­tkała się z dużą kry­tyką, a w tej chwili można się poku­sić o stwier­dze­nie, żezu­peł­nie się nie spraw­dziła. Poli­to­log nie prze­wi­dział jed­nego – jego zało­że­nie może się spraw­dzić nazu­peł­nie innym grun­cie. A mia­no­wi­cie na grun­cie naj­lep­szej koszy­kar­skiej ligi świata – NBA. Jak to? Histo­ria NBA ma się skoń­czyć? Ano tak. Nie wróżę jed­nak, że przez trwa­jący obec­nie lock out, albo kry­zys gospo­dar­czy liga ma upaść. Jed­nakże można zaob­ser­wo­wać koniec pew­nej ery. Ery ludzi.

Coś wię­cej niż Decyzja

Każda pro­fe­sjo­nal­nie wysnuta teo­ria, oprócz tego, ze jest wyja­śniona na zasa­dzie obec­nie panu­ją­cych warun­ków, posiada rów­nież pewien rys histo­ryczny, genezę. Moja teo­ria rów­nież taką genezę posiada. Nie będziemy się jed­nak roz­wle­kać na nie wia­domo jaki okres czasu. Wystar­czy nam cof­nąć się 8 lat wstecz. Mamy rok 2003. Dokład­niej 26 czerwca. Tego dnia w hali Madi­son Squ­are Gar­den odbył się jeden z naj­moc­niej­szych (o ile nie naj­moc­niej­szy) dra­ftów do ligi NBA. W jego wyniku do NBA tra­fili koszy­ka­rze tacy jak LeBron James, Melo Anthony, Dwy­ane Wade, Chris Bosch, Chris Kaman czy David West. Obec­nie abso­lutne gwiazdy NBA. No i w per­spek­ty­wie kilku następ­nych lat abso­lutni domi­na­to­rzy. Per­fek­cyjne maszyny do gra­nia w koszy­kówkę. W następ­nych dra­ftach grono maszyn jesz­cze się powięk­szyło. Chris Paul, Deron Wiliams, Dwi­ght Howard czy dwie perełki ostat­nich dwóch dra­ftów — Blake Grif­fin i John Wall. Oni wszy­scy ludźmi nie są.

By jesz­cze moc­niej zary­so­wać genezę mojej teo­rii musimy się jesz­cze na chwilkę cof­nąć do lata 2010. Wtedy to mie­li­śmy do czy­nie­nia ze słyną Decy­zją. Melo­dra­ma­tem (choć to okre­śle­nie zostało póź­niej przy­pi­sane do humo­rów Car­melo Anthony’ego to do teatrzyku Jamesa pasuje rów­nież wyśmie­ni­cie), który roze­grał się za pomocą mediów. Tasiem­cem, który zakoń­czył się powsta­niem armii robo­tów, zna­nej nam jako Miami Heat. Zapo­mnij­cie o Big 3 z Bostonu. Prze­stań­cie kochać Laker­sów. Skończ­cie z zachwy­tami na temat San Anto­nio. Miami Heat wezmą wszystko.

Ja, robot

Sezon 2010/2011 był ostat­nim sezo­nem, w któ­rym ludzie mieli coś do powie­dze­nia. Finały NBA zakoń­czyły się zwy­cię­stwem Dal­las Mave­ricks. Mavs mieli to szczę­ście, że Heat jesz­cze nie do końca się ze sobą zgrali. Po pro­stu ich główny pro­gra­mi­sta, Eric Spo­le­stra, nie stwo­rzył per­fek­cyj­nego algo­rytmu na początku sezonu i musiał w jego trak­cie dopi­sy­wać kolejne linijki. Kiedy już wpadł na to jak powią­zać ze sobą wszyst­kie czę­ści jego sys­temu, było za późno. Dru­żyna z Dal­las była w gazie. Ostatni raz w swej histo­rii trzeba dodać.

Obec­nie w NBA mamy lock out. Zawod­nicy nie tre­nują, hale stoją puste, nie ma obo­zów przy­go­to­waw­czych, każdy musi radzić sobie sam. Poza tym, nie wia­domo czy przy­mu­sowa prze­rwa nie dopro­wa­dzi do odwo­ła­nia całych roz­gry­wek w sezo­nie 2011/2012. Taka­sy­tu­acja nie jest dobra dla ludzi. Każdy kolejny rok powo­duje u nich co raz więk­sze pro­blemy. Nikt nie młod­nieje, wszy­scy się sta­rzeją. Ale te maszyny jakby mniej. Dla takich zawod­ni­ków jak Jason Kidd,Steve Nash, Kobe Bry­ant, Tim Dun­can czy Dirk Nowitzki ten loc­kout to naj­gor­sza rzecz jaka mogła się zda­rzyć. Póź­niej­szy powrót do tre­nin­gów to powrót zawod­ni­ków star­szych, cięż­szych, bar­dziej podat­nych na kon­tu­zje. A dla nie­któ­rych to w ogóle brak powrotu. Z kolei James, Wade, Grif­fin lub Wil­liams wrócą jesz­cze silniejsi.

To nie jest kraj dla ludzi

Będziemy tęsk­nić za ludźmi. Ale dla nich już w NBA miej­sca nie ma. Czy wyobra­ża­cie sobie Muggsy’ego Bogu­esa gra­ją­cego 1 na 1 Rajo­nem Rondo? Albo Manute Bolla prze­py­cha­ją­cego się pod koszem z Dwi­gh­tem Howar­dem? Nawet obecni zawod­nicy NBA wypa­dają blado na tle gwiazd przy­szło­ści. Kto jesz­cze znaj­dzie miej­sce dla sym­pa­tycz­nego Niemca, Dirka Nowitz­kiego, z kośla­wym rzu­tem i fry­zurą a’la The Beatles? Gdzie w tej lidze ma się odna­leźć Shawn Marion, świetny obrońca z rzu­tem typo­wym dla 7 latka? Jak dalej może bie­gać po par­kie­tach znany z nie­ba­nal­nego trash-talku i psy­chicz­nego łama­nia rywali Kevin Gar­nett? Dziś liczy się tylko szyb­ciej, wyżej, moc­niej. Zero psy­chiki, zero waha­nia, zero kon­tu­zji. Wszystko musi być na pozio­mie nano­tech­no­lo­gii. Patrząc na obec­nych gra­czy poni­żej 30 roku życia widzimy tylko i wyłącz­nie per­fek­cyj­nych atle­tów. Nie­któ­rzy z nich mają ludz­kie cechy jak paja­co­wa­nie Dwi­ghta Howarda, czy gwiaz­dor­ska chi­me­rycz­nosć Jamesa i Anthony’ego. Ale na par­kie­cie tego nie widać. Tam są po pro­stu cybor­gami. A z roku na rok cybor­gów przybywa.

Nie­któ­rzy tej rywa­li­za­cji ludzie kon­tra maszyny nie wytrzy­mali. Nie zoba­czymy już na par­kie­tach NBA Shaquille’a O’Neala, czy Rashe­eda Wallece’a. Nie­któ­rzy zbyt ludzcy do NBA powrotu nie mają (Allen Iver­son), a nie­któ­rzy wybrali ligi gdzie homo sapiens jesz­cze nie są w odwro­cie (Ste­phon Mur­bary w Chi­nach czy Juan Car­los Navarro w Hisz­pa­nii). A ci ludzie, któ­rzy zostali w maszy­no­wej Ame­ryce zbyt długo nie pograją. Oczy­wi­ście mogę nie mieć racji i maszyny mogą zawieść, mogą się zepsuć, mogą też oka­zać się jed­nak ludźmi. Ale na tę chwilę NBA to miej­sce gdzie speł­nia się naj­czar­niej­szy sce­na­riusz z fil­mów SF. Histo­ria się koń­czy, ostatni ludzie wal­czą o prze­trwa­nie, a maszyny prze­jęły wła­dzę nad światem.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Smok

Wychowany w blokach. Codziennie rano chodzi po bułki do sklepu. Nie zna się na niczym, ale próbuje udawać, że jest zupełnie inaczej. Swoje upośledzenia próbuje równoważyć cynizmem i niezbyt ostrym dowcipem. Nałagowy gracz w FIFE.

Podobne artykuły

  • W grudniu nie prześpij — poleca Jan Wyga
  • Miami Vice kontra Vanilla Ice! — finały NBA
  • Tak jak Ron Artest — znam prawy sierp
  • W kwietniu nie prześpij — rekomenduje Metro!
  • Michael Jordan: “Come fly with me” — zobacz on-line

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny