Kanadyjska zima, polski jazz. Ortega w Polsce!

kbls, 4 grudnia 2011 w kategorii Muzyka

Koniec żartów. Muzyczne wyda­rze­nie roku? Dla wąskiego grona psy­cho­fa­nów Ortegi Car­tel pew­nie nawet wyda­rze­nie dekady. Zespół z zało­że­nia nie gra­jący kon­cer­tów, sta­nie na sce­nie wraz z czo­łówką pol­skich rape­rów, któ­rzy zresztą wsparli Patro i Pitera na pły­cie Lavo­rama. Będziemy tam. 

Zna­cie takie powie­dze­nie “miej wyje­bane, a będzie ci dane”? Ta stu­dencka man­tra doty­cząca sesji i zali­czeń zazwy­czaj nie znaj­duje zasto­so­wa­nia w innych dzie­dzi­nach, także w muzyce hip-hopowej. Wszy­scy zapew­niają, że rap to nie zabawa już, że trzeba szli­fo­wać skil­lsy i spi­nać się, by osią­gnąć Mount Eve­rest roz­gło­śni radio­wych i OLIS-u. Każdy robi to na sto pro­cent, każdy wal­czy o czy­stość dźwięku, każdy dba o pro­mo­cję, a w ogóle naj­le­piej to zaaran­żo­wać trasę kon­cer­tową i pro­mo­wać płytę w każ­dym mieście.

Znam jed­nak jeden zespół, który zawsze miał gdzieś pro­mo­cję, miał gdzieś wzorce, gwiz­dał na napięte ter­mi­na­rze i robił swoje po pracy, w piw­nicy, gdzie latem chro­nił się przed upa­łem, a zimą przed mro­zem. Który nigdy nie grał kon­cer­tów. Który świa­do­mie i bez spiny pozo­sta­wiał swoje utwory nie­oszli­fo­wane. Który był naprawdę luźny, który naprawdę zachwy­cał świe­żo­ścią. Dla­tego jak każ­demu lavo­ho­li­kowi w oku zaszkliła mi się łza, gdy oglą­da­łem rze­komo poże­gnalny klip pod­su­mo­wu­jący Lavo­ramę. Jak się oka­zało to nie był koniec.

Spon­ta­niczna posia­dówka czte­rech twór­ców zaan­ga­żo­wa­nych w two­rze­nie arcy­dzieła leni­wego rapu zaowo­co­wała kon­cer­tem, który roz­bu­jał całą Łódź. W trak­cie tego występu wyko­nano bar­dzo ważny tele­fon do Kanady, pod­czas któ­rego Ortega ugięła się i zde­cy­do­wała, że w końcu, po całych latach ocze­ki­wa­nia czas na kon­cert w Pol­sce. Dopi­na­nie ter­mi­nów, kom­ple­to­wa­nie line up’u i dobór miej­scówki scho­dziło na dal­szy plan — panie i pano­wie, prze­cież do kraju wra­cał Ortega Car­tel, twórcy LEGENDARNEJ Lavoramy!

16. grud­nia w war­szaw­skim klu­bie Pal­la­dium zagrają Lavo­ho­lics, czyli Pro­cent, Spi­na­che, Reno i Mie­lon wsparci przez Ortegę, która z Kanady przy­wie­zie ze sobą także Jesse Maxwella. Kuki Mon­stah, Ema­zet, Cezet z Thin­ka­de­lica i kilku innych asów uzu­peł­nią rota­cję, która już teraz daje szansę prze­bić nie­sa­mo­wite show, jakie odbyło się kil­ka­na­ście tygo­dni temu w łódzkiej Sta­rej Szwalni.

Jeśli jesteś Lavo­ho­li­kiem, nie może Cię tam zabrak­nąć. Kana­dyj­ska zima, pol­ski jazz — nie mamy zamiaru tego przegapić!

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - kbls

Tyrmand opisał go w powieści Zły: Reporter iskra. Reporter widmo. Człowiek, dla którego nie ma drzwi zamkniętych. Dziennikarz, u którego w lewej kieszeni spodni bije puls Łodzi. Oczy i uszy Miasta Włókniarzy. Jednym słowem: Kubuś. Zawsze tam, gdzie mieszka sport, dobra muzyka i klimat jego ukochanych Bałut.

Podobne artykuły

  • Program Adidas Rock The Floor
  • Mos Def 3 marca w Warszawie!
  • Biliński zremiksowany
  • The Electric w polskich remiksach
  • Pan Kolczasty — kilka słów o debiucie Jeżozwierza

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny