Łódzkie Gawędy mixtape czyli najnowsze dzieło łódzkiego rapera Wallesa zaszokowało świeżością, oryginalnością, poziomem technicznym i… skitami. Co wysmażył Marcin Walas? O tym w naszej recenzji.
Gawędy część pierwsza
Szumiący wiatr poruszał liście w rytm dzikiej melodii wygrywanej przez dudniący deszcz. Jesienna słota dawała się we znaki w całym zhańbionym grzechem mieście, a prowizoryczne szałasy sklecone z blachy nie chroniły przed porywistymi podmuchami wichury przetaczającej się nad miastem. Ciemna postać parła jednak dzielnie przed siebie, choć twarde krople wody rozbijały się na jej twarz, oraz potężnych ciemnych binoklach z białymi krzyżykami na samym ich środku. Ogromna czapka ulokowana na barczystej postaci schowała się pod sklepieniem tego wątłego schronienia, a właściciel tejże z ciężkim westchnieniem opadł na drewnianą ławkę. Przystanek 85A był chłodny jak co dzień, gdy łódzki gawędziarz pochwycił swój magiczny kajet, kreśląc w nim kilka świeżych myśli oraz na głos czytając kilka spośród tych już zanotowanych…
Kim jest Walles?
Walles, Łódzkie Gawędy — właśnie tymi słowami Jakub Entero Kubs wita wszystkich tych, którzy zechcieli usiąść w zamkniętym kręgu wokół jednej z najbardziej charakterystycznych postaci rapu z tej części Polski. Marcin Walas znany również jako Walles to członek Uśpionego Miasta, reprezentant wschodniej części Łodzi, raper, producent i przede wszystkim charyzmatyczny artysta z pomysłem na siebie i swoją karierę. Do tej pory raczej niedoceniany i niedostrzegany przez resztę środowiska, mixtapem chciał zwrócić uwagę na nadchodzącą premierę jego płyty D-konstrukcja vol.2, co udało się wykonać w stu procentach. Od pierwszego kawałka bombarduje nas klimat – Walles „staje przed nami” i ucisza krótkim Nie mów nic, rozpoczynając jednocześnie swą niepowtarzalną relację z łódzkich podwórek i… swojego życia.
Gawędy część druga
Miasto Łódź, szanowni państwo. Miasto gnid, szubrawców, degeneratów społecznych. Najgorsza enklawa dla wszelkiej maści skurwysynów… - powiedział zachrypniętym głosem mroczny gawędziarz skryty w ciemnej przestrzeni wiaty przystankowej w okolicy Traktu Piotrkowskiego, łączącego rodzinną osadę mędrca z siedzibą trybunów w Piotrkowie. Słuchacze patrzyli w niego niczym w obraz, wsłuchując się uważnie w każdy szmer wylatujący z obwisłych, sinofioletowych warg. Dźwięki niosły się wraz z odorem gorzałki, która obficie zrosiła uprzednio gardło natchnionego poety. Miasto, kluby, puby i bramy oddychały mroźnym powietrzem w rytm bicia serca Wieszcza, który je opisywał. W takt bębnów, które wygrywały mu chore melodie do kolejnych wojennych pieśni o chwale grodu nazwanego Łodzią.
Łódzkie bragga
Płyta jest bowiem mocno autobiograficzna. Walles nie opuszcza tematyki dominującej na Czarnej Magii, jego poprzednim albumie, cały czas kręcąc się w okolicach mocnego braggadacio, połączonego z głębokim niesmakiem związanym z życiem w dżungli, zarówno tej miejskiej, jak i tej rapowej. Z jednej strony bardzo świadomy swoich umiejętności, ogromu pracy, jaką włożył w muzykę, z drugiej sfrustrowany brakiem akceptacji, zażenowany poziomem sceny oraz poziomem… ludzi, których spotyka na swej drodze. WLS bez zbędnego pierdolenia opisuje rzeczywistość, która jest w równym stopniu fascynująca, jak i przerażająca. Większość kawałków ma wywoływać (i wywołuje) głęboki niepokój. Cała płyta pełna jest spisków, samobójstw i śmierci, przez co klimat momentami staje się bardzo gęsty.
Wypierdalaj czy Przypowieść o Hammurabim to uniwersalne historie o ludzkich przywarach, ale już Wakacyjnie, czy Miłość to tracki zahaczające o depresję. Nie do uwierzenia, że te nagrania leżą tuż obok Perfekcyjnej Maszyny czy Daj styl mi, które przede wszystkim są kawałkiem porządnego przechwalenia się, bragga w czystej i naprawdę godnej uwagi postaci.
Gawędy część trzecia
Wyrzeźbiona w dębowym drewnie fajka powędrowała zamaszystym gestem w stronę twarzy wędrowca wysłuchującego gawędy. Zjednoczeni w ziołowym dymie, obaj nomadzi – ten opowiadający historię, jak i ten, który jej wysłuchiwał odprężyli się wygodnie, choć na chwilę zapominając, że otacza ich szary beton i ciemny asfalt. Historie wymalowane na ścianach jaskiń w jednej chwili ożyły, ukazując w pełni świat, w którym rządziły pierwotne prawa, pierwotne instynkty i pierwotne wartości. Kolejne opowieści odkrywały coraz to większe pole, kolejne zdania układały się w większą całość, która jednocześnie zmuszała do przemyśleń, wpędzała w melancholijny nastrój, jak i… śmieszyła. Gawędziarz w ciemnych okularach potrafił bowiem wpleść w swe opowiastki elementy humoru, które wsparte przez mieszankę ziół w nabitej fajce wywoływały szczery uśmiech na twarzach słuchaczy siedzących wokół niego przy wesoło trzaskającym ognisku…
Desperacki bombing
Walles nie jest jednak spiętym, poważnym panem rapującym o smutnym życiu w mieście i jesiennej depresji. Każdy kawałek – choć niektóre mają naprawdę przygnębiający i tragiczny wydźwięk – posiada w sobie element groteski, makabrycznego, czarnego humoru, który wkrada się do głów i wywołuje w nich dysonans poznawczy. Bombardują nas szaleńcze myśli desperata samobójcy, by już po chwili wywołać nasz uśmiech poprzez krótkie, ale jakże dosadnie zaakcentowane „gdzie są te umowy, pani Jadziu!?”. Raper z dzielnicy Widzew w mieście Łódź bawi się słowami, skojarzeniami oraz paradoksami, pchając w nasze uszy muzyczną adaptację turpistycznych dzieł, które szokowały, czasem zniesmaczały, ale zawsze wywoływały emocje, a przecież o to właśnie w rapie chodzi.
Gdy do tych oryginalnych, nieużywanych przez nikogo innego chorób psychicznych, które ujście znajdują na kartkach zeszytu Wallesa dodamy niesamowite, charakterystyczne i niepowtarzalne flow, a także wyśmienity dobór beatów ze słynnym Rock City na wstępie wychodzi nam bardzo apetyczna i zachęcająca gawęda. Humorystyczne wstawki i follow-upy do kolegów z Łodzi w kawałkach Zamach na Wallesa, czy Biurowe historie dopełniają obrazu płyty, zaś jej prawdziwą wisienką na torcie jest robota odwalona przez Entera. Ten bowiem nagrał chyba najlepsze skity w całym polskim rapie. Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba usłyszeć, podobnie zresztą jak moje osobiste perełki tj. Na kaca, Daj styl mi, Wakacyjnie i Biurowe historie.
Reasumując mixtape Wallesa to produkcja świeża i oryginalna, z bardzo zróżnicowanymi tematycznie tekstami, nieprzewidywalnym i naprawdę wyjątkowym flow oraz szczyptą czarnego humoru prosto z łódzkich ulic. Kto jeszcze nie zna tego artysty powinien szybko zapoznać się z jego fanpagem fejsbukowym oraz stroną walles.pl, skąd też można pobrać cały album. Kto zaś ma już za sobą odsłuch Łódzkich Gawęd – niech czeka spokojnie. Już teraz wiadomo, że warto. D-konstrukcja może zdekonstruować całą polską scenę.
Gawędy część… ostatnia
Gawędziarz zaciągnął się po raz ostatni świeżym powietrzem orzeźwiająco łechcącym jego poszarpaną zmarszczkami twarz. Jednym ruchem ręki zgarnął za pazuchę grubą księgę zapisaną drobnymi znakami oraz rzeźbioną w dębowym drewnie fajkę nabitą mieszanką ziołową. Drugą ręką pochwycił zaś swój tobołek, z którym przemierzał drogi i bezdroża miasta Łodzi. Gawędy zostały opowiedziane, czas więc w dalszą podróż. Byleby wracał do nas jak najrychlej!













Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny