Gawęda o Wallesie

kbls, 2 listopada 2011 w kategorii Muzyka

Łódzkie Gawędy mixtape czyli naj­now­sze dzieło łódzkiego rapera Wal­lesa zaszo­ko­wało świe­żo­ścią, ory­gi­nal­no­ścią, pozio­mem tech­nicz­nym i… ski­tami. Co wysma­żył Mar­cin Walas? O tym w naszej recenzji.

Gawędy część pierwsza

Szu­miący wiatr poru­szał liście w rytm dzi­kiej melo­dii wygry­wa­nej przez dud­niący deszcz. Jesienna słota dawała się we znaki w całym zhań­bio­nym grze­chem mie­ście, a pro­wi­zo­ryczne sza­łasy skle­cone z bla­chy nie chro­niły przed pory­wi­stymi podmu­chami wichury prze­ta­cza­ją­cej się nad mia­stem. Ciemna postać parła jed­nak dziel­nie przed sie­bie, choć twarde kro­ple wody roz­bi­jały się na jej twarz, oraz potęż­nych ciem­nych bino­klach z bia­łymi krzy­ży­kami na samym ich środku. Ogromna czapka ulo­ko­wana na bar­czy­stej postaci scho­wała się pod skle­pie­niem tego wątłego schro­nie­nia, a wła­ści­ciel tejże z cięż­kim wes­tchnie­niem opadł na drew­nianą ławkę. Przy­sta­nek 85A był chłodny jak co dzień, gdy łódzki gawę­dziarz pochwy­cił swój magiczny kajet, kre­śląc w nim kilka świe­żych myśli oraz na głos czy­ta­jąc kilka spo­śród tych już zanotowanych…

Kim jest Walles?

Wal­les, Łódzkie Gawędy — wła­śnie tymi sło­wami Jakub Entero Kubs wita wszyst­kich tych, któ­rzy zechcieli usiąść w zamknię­tym kręgu wokół jed­nej z naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­nych postaci rapu z tej czę­ści Pol­ski. Mar­cin Walas znany rów­nież jako Wal­les to czło­nek Uśpio­nego Mia­sta, repre­zen­tant wschod­niej czę­ści Łodzi, raper, pro­du­cent i przede wszyst­kim cha­ry­zma­tyczny arty­sta z pomy­słem na sie­bie i swoją karierę. Do tej pory raczej nie­do­ce­niany i nie­do­strze­gany przez resztę środo­wi­ska, mixta­pem chciał zwró­cić uwagę na nad­cho­dzącą pre­mierę jego płyty D-konstrukcja vol.2, co udało się wyko­nać w stu pro­cen­tach. Od pierw­szego kawałka bom­bar­duje nas kli­mat – Wal­les „staje przed nami” i uci­sza krót­kim Nie mów nic, roz­po­czy­na­jąc jed­no­cze­śnie swą nie­po­wta­rzalną rela­cję z łódzkich podwó­rek i… swo­jego życia.

Gawędy część druga

Mia­sto Łódź, sza­nowni pań­stwo. Mia­sto gnid, szu­braw­ców, dege­ne­ra­tów spo­łecz­nych. Naj­gor­sza enklawa dla wszel­kiej maści skur­wy­sy­nów… - powie­dział zachryp­nię­tym gło­sem mroczny gawę­dziarz skryty w ciem­nej prze­strzeni wiaty przy­stan­ko­wej w oko­licy Traktu Piotr­kow­skiego, łączą­cego rodzinną osadę mędrca z sie­dzibą try­bu­nów w Piotr­ko­wie. Słu­cha­cze patrzyli w niego niczym w obraz, wsłu­chu­jąc się uważ­nie w każdy szmer wyla­tu­jący z obwi­słych, sino­fio­le­to­wych warg. Dźwięki nio­sły się wraz z odo­rem gorzałki, która obfi­cie zro­siła uprzed­nio gar­dło natchnio­nego poety. Mia­sto, kluby, puby i bramy oddy­chały mroź­nym powie­trzem w rytm bicia serca Wiesz­cza, który je opisywał. W takt bęb­nów, które wygry­wały mu chore melo­die do kolej­nych wojen­nych pie­śni o chwale grodu nazwa­nego Łodzią.

Łódzkie bragga

Płyta jest bowiem mocno auto­bio­gra­ficzna. Wal­les nie opusz­cza tema­tyki domi­nu­ją­cej na Czar­nej Magii, jego poprzed­nim albu­mie, cały czas krę­cąc się w oko­li­cach moc­nego brag­ga­da­cio, połą­czo­nego z głę­bo­kim nie­sma­kiem zwią­za­nym z życiem w dżun­gli, zarówno tej miej­skiej, jak i tej rapo­wej. Z jed­nej strony bar­dzo świa­domy swo­ich umie­jęt­no­ści, ogromu pracy, jaką wło­żył w muzykę, z dru­giej sfru­stro­wany bra­kiem akcep­ta­cji, zaże­no­wany pozio­mem sceny oraz pozio­mem… ludzi, któ­rych spo­tyka na swej dro­dze. WLS bez zbęd­nego pier­do­le­nia opi­suje rze­czy­wi­stość, która jest w rów­nym stop­niu fascy­nu­jąca, jak i prze­ra­ża­jąca. Więk­szość kawał­ków ma wywo­ły­wać (i wywo­łuje) głę­boki nie­po­kój. Cała płyta pełna jest spi­sków, samo­bójstw i śmierci, przez co kli­mat momen­tami staje się bar­dzo gęsty.

Wypier­da­laj czy Przy­po­wieść o Ham­mu­ra­bim to uni­wer­salne histo­rie o ludz­kich przy­wa­rach, ale już Waka­cyj­nie, czy Miłość to tracki zaha­cza­jące o depre­sję. Nie do uwie­rze­nia, że te nagra­nia leżą tuż obok Per­fek­cyj­nej Maszyny czy Daj styl mi, które przede wszyst­kim są kawał­kiem porząd­nego prze­chwa­le­nia się, bragga w czy­stej i naprawdę god­nej uwagi postaci.

Gawędy część trzecia

Wyrzeź­biona w dębo­wym drew­nie fajka powę­dro­wała zama­szy­stym gestem w stronę twa­rzy wędrowca wysłu­chu­ją­cego gawędy. Zjed­no­czeni w zio­ło­wym dymie, obaj noma­dzi – ten opo­wia­da­jący histo­rię, jak i ten, który jej wysłu­chi­wał odprę­żyli się wygod­nie, choć na chwilę zapo­mi­na­jąc, że ota­cza ich szary beton i ciemny asfalt. Histo­rie wyma­lo­wane na ścia­nach jaskiń w jed­nej chwili ożyły, uka­zu­jąc w pełni świat, w któ­rym rzą­dziły pier­wotne prawa, pier­wotne instynkty i pier­wotne war­to­ści. Kolejne opo­wie­ści odkry­wały coraz to więk­sze pole, kolejne zda­nia ukła­dały się w więk­szą całość, która jed­no­cze­śnie zmu­szała do prze­my­śleń, wpę­dzała w melan­cho­lijny nastrój, jak i… śmie­szyła. Gawę­dziarz w ciem­nych oku­la­rach potra­fił bowiem wpleść w swe opo­wiastki ele­menty humoru, które wsparte przez mie­szankę ziół w nabi­tej fajce wywo­ły­wały szczery uśmiech na twa­rzach słu­cha­czy sie­dzą­cych wokół niego przy wesoło trza­ska­ją­cym ognisku…

Despe­racki bombing

Wal­les nie jest jed­nak spię­tym, poważ­nym panem rapu­ją­cym o smut­nym życiu w mie­ście i jesien­nej depre­sji. Każdy kawa­łek – choć nie­które mają naprawdę przy­gnę­bia­jący i tra­giczny wydźwięk – posiada w sobie ele­ment gro­te­ski, maka­brycz­nego, czar­nego humoru, który wkrada się do głów i wywo­łuje w nich dyso­nans poznaw­czy. Bom­bar­dują nas sza­leń­cze myśli despe­rata samo­bójcy, by już po chwili wywo­łać nasz uśmiech poprzez krót­kie, ale jakże dosad­nie zaak­cen­to­wane „gdzie są te umowy, pani Jadziu!?”. Raper z dziel­nicy Widzew w mie­ście Łódź bawi się sło­wami, sko­ja­rze­niami oraz para­dok­sami, pcha­jąc w nasze uszy muzyczną adap­ta­cję tur­pi­stycz­nych dzieł, które szo­ko­wały, cza­sem znie­sma­czały, ale zawsze wywo­ły­wały emo­cje, a prze­cież o to wła­śnie w rapie chodzi.

Gdy do tych ory­gi­nal­nych, nie­uży­wa­nych przez nikogo innego cho­rób psy­chicz­nych, które ujście znaj­dują na kart­kach zeszytu Wal­lesa dodamy nie­sa­mo­wite, cha­rak­te­ry­styczne i nie­po­wta­rzalne flow, a także wyśmie­nity dobór beatów ze słyn­nym Rock City na wstę­pie wycho­dzi nam bar­dzo ape­tyczna i zachę­ca­jąca gawęda. Humo­ry­styczne wstawki i follow-upy do kole­gów z Łodzi w kawał­kach Zamach na Wal­lesa, czy Biu­rowe histo­rie dopeł­niają obrazu płyty, zaś jej praw­dziwą wisienką na tor­cie jest robota odwa­lona przez Entera. Ten bowiem nagrał chyba naj­lep­sze skity w całym pol­skim rapie. Tego nie da się opo­wie­dzieć, to trzeba usły­szeć, podob­nie zresztą jak moje oso­bi­ste perełki tj. Na kaca, Daj styl miWaka­cyj­nieBiu­rowe histo­rie.

Reasu­mu­jąc mixtape Wal­lesa to pro­duk­cja świeża i ory­gi­nalna, z bar­dzo zróż­ni­co­wa­nymi tema­tycz­nie tek­stami, nie­prze­wi­dy­wal­nym i naprawdę wyjąt­ko­wym flow oraz szczyptą czar­nego humoru pro­sto z łódzkich ulic. Kto jesz­cze nie zna tego arty­sty powi­nien szybko zapo­znać się z jego fan­pa­gem fejs­bu­ko­wym oraz stroną walles.pl, skąd też można pobrać cały album. Kto zaś ma już za sobą odsłuch Łódzkich Gawęd – niech czeka spo­koj­nie. Już teraz wia­domo, że warto. D-konstrukcja może zde­kon­stru­ować całą pol­ską scenę.

Gawędy część… ostatnia

Gawę­dziarz zacią­gnął się po raz ostatni świe­żym powie­trzem orzeź­wia­jąco łech­cą­cym jego poszar­paną zmarszcz­kami twarz. Jed­nym ruchem ręki zgar­nął za pazu­chę grubą księgę zapi­saną drob­nymi zna­kami oraz rzeź­bioną w dębo­wym drew­nie fajkę nabitą mie­szanką zio­łową. Drugą ręką pochwy­cił zaś swój tobo­łek, z któ­rym prze­mie­rzał drogi i bez­droża mia­sta Łodzi. Gawędy zostały opo­wie­dziane, czas więc w dal­szą podróż. Byleby wra­cał do nas jak najrychlej!

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - kbls

Tyrmand opisał go w powieści Zły: Reporter iskra. Reporter widmo. Człowiek, dla którego nie ma drzwi zamkniętych. Dziennikarz, u którego w lewej kieszeni spodni bije puls Łodzi. Oczy i uszy Miasta Włókniarzy. Jednym słowem: Kubuś. Zawsze tam, gdzie mieszka sport, dobra muzyka i klimat jego ukochanych Bałut.

Podobne artykuły

  • Premierowa impreza Wygi wydarzeniem roku?
  • Płyta Entera czyli kompendium wiedzy o łodzianach
  • Galeria Urban Forms — sprawdź film
  • Liryczny żywjoł pomiędzy kamienicami — debiut Entera/NTK
  • Wyścig po single czas zacząć

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny