Eldo o piłce nożnej — wywiad

kbls, 8 września 2011 w kategorii Sport

Od kilku dni — za sprawą towa­rzy­skiego meczu Pol­ska — Niemcy, wątek piłki noż­nej prze­wija się w wielu roz­mo­wach. Kilka chwil temu kbls spo­tkał się z Lesz­kiem Kaź­mier­cza­kiem i wypy­tał go o różne kwe­stie zwią­zane z tą dys­cy­pliną spor­tową. Zapra­szamy do lek­tury!

W Two­ich utwo­rach naj­czę­ściej prze­wija się wątek argen­tyń­ski, więc zacznijmy od nich. Co z tą Argentyną?

Źródło: http://www.myspace.com/eldoka/photosTo prawda, że są moją ulu­bioną repre­zen­ta­cją, uwiel­biam ich, co zaś się tyczy ich gry – to co w tej chwili jest pro­ble­mem Argen­tyny, drę­czyło przez ostat­nie dwa­dzie­ścia lat Hisz­pa­nię. Wresz­cie prze­ła­mali się na ostat­nich impre­zach, lecz przez bar­dzo długi czas grali feno­me­nalną piłkę, robili zna­ko­mite wra­że­nie, mieli w swo­ich sze­re­gach ludzi, któ­rzy kopali magiczną piłkę, a mimo to – gdy przy­cho­dziło co do czego — nie osią­gali żadnych wyni­ków. Na papie­rze i według eks­per­tów Argen­tyń­czycy powinni roz­nieść Niem­ców, potem wygrać Copa Ame­rica, tym­cza­sem na boisku wymię­kają. Ale pamię­tajmy, że więk­szość tych chło­pa­ków ma za sobą mnó­stwo roze­gra­nych meczów w klu­bie, także w euro­pej­skich pucharach.

Moim zda­niem, jakby selek­cjo­ner na Copa Ame­rica wziął do swo­jego składu ludzi z ligi argen­tyń­skiej, któ­rzy nie mieli w nogach aż tylu tru­dów, wyniki byłyby zupeł­nie inne. Tam­tej­szy poten­cjał jest nie­malże nie­wy­czer­pany. Ostat­nio widzia­łem takie fajne zesta­wie­nie „wyeks­por­to­wa­nych” pił­ka­rzy. Oka­zało się, że z Argen­tyny poszło 2200 trans­fe­rów zagra­nicz­nych. To jest nie­sa­mo­wita liczba, ja nie wiem, czy Polacy sprze­dali 300 zawod­ni­ków w tym samym cza­sie.

Ana­lo­gicz­nie jest z Brazylią?

Tak, cho­ciaż przy­znam, że Cana­rin­hios robili na mnie wra­że­nie w bar­dzo daw­nych cza­sach, gdy grali tam zawod­nicy jak Socra­tes, kiedy ten fut­bol fak­tycz­nie był rado­sny, fine­zyjny i piękny. Teraz Bra­zy­lia ukie­run­ko­wała się bar­dziej na siłowy, fizyczny fut­bol, nisz­cze­nie zawod­ni­ków swo­imi gaba­ry­tami! Co zaś ich dys­po­zy­cji – fak­tycz­nie, są to takie same pro­blemy jak u Argen­tyń­czy­ków. Kiedy jadą na jaką­kol­wiek imprezę, ludzie ocze­kują od nich zwy­cię­stwa, w dodatku ma to być zwy­cię­stwo w wiel­kim stylu. Cza­sami im to nie wycho­dzi.

A co sądzisz o roz­woju tej zagra­nicz­nej piłki – cho­dzi mi o szko­le­nie od naj­młod­szych lat, już nie tre­no­wa­nie, a hodo­wa­nie zawod­ni­ków. Czy to w ogóle jesz­cze ludzie, czy już roboty?

Źródło: http://www.myspace.com/eldoka/photosNa pewno w pew­nej czę­ści są to już roboty. Ja zresztą całym ser­cem wspie­ram angiel­ską akcję Aga­inst Modern Foot­ball, gdzie kibice cho­dzą raczej na spo­tka­nia w niż­szych ligach, gdzie można obej­rzeć piłkę uni­ka­jąc tego wiel­kiego prze­my­słu. Poza tym – zazna­czam tu, że nie jestem w jaki­kol­wiek spo­sób rasi­stą – jestem za pary­te­tami naro­do­wymi. Jeśli w Lidze Angiel­skiej w dwóch naj­lep­szych zespo­łach, w pierw­szym skła­dzie nie ma ani jed­nego Wyspia­rza, ani Angli­ków, ani Szko­tów, czy Walij­czy­ków, to jest to lekka para­noja. Man­che­ster City to dru­żyna zło­żona z gra­czy z całego świata. Każdy z nich jest z innego miej­sca na świe­cie. Spójrz sobie choćby na Anglię z Mistrzostw Europy ’96. Steve McMa­na­man, Paul Gasco­igne, Stu­art Pierce, Tony Adams, David Platt, Alan She­arer, Teddy She­rin­gham – to wszystko zawod­nicy gra­jący stu­pro­cen­towo angiel­ską piłkę, wycho­wani w angiel­skim stylu. W dzi­siej­szych cza­sach zawod­nicy repre­zen­ta­cji Anglii para­dok­sal­nie grają cał­kiem nie­an­giel­ską piłkę! To raz, a dwa, że ta Anglia prze­cież od kil­ku­na­stu lat nie­wiele osiąga na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej.

Mia­łem to poru­szyć przy oka­zji pol­skiego fut­bolu – bra­kuje pozy­tyw­nych wzorców?

Co prawda w latach ’60, czy ’70 były inne warunki, ale myślę, że warto byłoby zatrzy­mać tych naj­lep­szych zawod­ni­ków w kraju. Zobacz, że oni wyjeż­dża­jąc z Pol­ski tra­fiają do naprawdę śred­nich klu­bów, Polacy nie grają w FC Bar­ce­lo­nie, nie grają w Man­che­ste­rze City, nie grają w Man­che­ste­rze Uni­ted. No Kusz­czak sie­dzi na ławce, a wła­śnie kupiono mu De Geę, więc też raczej będzie musiał szu­kać nowego klubu. Nie kupo­wali prze­cież tego mało­lata, żeby go teraz posa­dzić na ławie. Polacy nie odgry­wają pierw­szo­pla­no­wej roli w klu­bach europejskich.

Zde­cy­do­wa­nie wolał­bym, żeby ci Polacy grali pierw­sze skrzypce w klu­bach lokal­nych, bo wtedy Legia War­szawa, Gór­nik Zabrze, Wisła Kra­ków, wszystko jedno kto, miałby szanse wyżej zajść w euro­pej­skich pucha­rach, a nie być eli­mi­no­wa­nym przez zespoły z Azer­bej­dżanu czy Łotwy. Stal Mie­lec osią­gała suk­cesy na are­nie kra­jo­wej, bo miała Domar­skiego czy Lato, Gór­nik Zabrze miał Gor­go­nia, Widzew miał Żmudę i Bońka. Wyniki tych klu­bów i repre­zen­ta­cji wyni­kały z tego, iż ci zna­ko­mici gra­cze grali w Pol­sce, w pol­skiej lidze. Legia która osią­gała suk­cesy w Lidze Mistrzów, czy w innych pucha­rach euro­pej­skich, była Legią zło­żoną w stu pro­cen­tach z pol­skich gra­czy. To była dru­żyna oparta wyłącz­nie na zawod­ni­kach z Polski.

Talenty pozo­sta­jące w kraju nakrę­cają koniunk­turę na dal­szy rozwój?

Oczy­wi­ście, zga­dzam się, kiedy masz suk­ces lokalny to możesz go szybko prze­kuć na młode talenty. Zobacz ilu mło­dych Mały­szów było po suk­ce­sach Adama Mały­sza, ile mło­dych Oty­lii było po Oty­lii Jędrzej­czak, ilu dzie­cia­ków jara­łoby się Lewan­dow­skim, gdyby on został w Lechu i strze­lał dla pozna­nia­ków bramki w Lidze Euro­pej­skiej. Ja tego strasz­nie żałuję, że mamy taki odpływ talen­tów. Rozu­miem, że oni myślą eko­no­micz­nie – zaro­bię tam czter­dzie­ści razy wię­cej niż w kraju, prze­kła­da­jąc to na mój fach – za kon­cert nie biorę już trzy tysiące zło­tych, ale trzy tysiące euro, czy trzy tysiące fun­tów. Pozo­staje jed­nak pyta­nie – czy chciał­bym być dru­go­li­gow­cem zagra­nicą, zamiast grać w Eks­tra­kla­sie wła­snego kraju. Naprawdę mocno zasta­no­wił­bym się, czy ten rachu­nek eko­no­miczny jest tak ważny, by pójść i sie­dzieć na ławce gdzieś w Cyprze.

Wydaje mi się, ze gracz, który sie­dzi na ławce i nie gra, to tak jak­byś miał zagrać 50 kon­cer­tów rocz­nie i prze­sie­dział je w gar­de­ro­bie. I nie mógł wyjść na scenę, bo nie star­czy­łoby dla cie­bie czasu! Domy­ślam się, że to musi być okropne uczu­cie. Myślę, że psy­chicz­nie ci zawod­nicy są w fatal­nym stanie.

Deli­kat­ność, leni­stwo, brak cha­rak­teru – jak oce­niasz dzi­siej­szą men­tal­ność pił­ka­rzy, szcze­gól­nie tych rodzi­mych, u któ­rych te wady widać jesz­cze wyraźniej…

Źródło: http://www.myspace.com/eldoka/photosDeli­kat­ność! Strasz­nie mnie to dener­wuje, nowo­cze­sny fut­bol jest okropny pod tym wzglę­dem. Są takie fil­miki w Inter­ne­cie w opcji „rugby ver­sus foot­ball” – rug­bi­ści dostają strzała z barku pro­sto w twarz i… bie­gnie dalej! Aż przy­jem­nie się patrzy – a jak pada, to wia­domo, że pada po czymś. Z kolei w piłce masz takie histo­rie, że Rivaldo dostaje piłką w kolano i łapie się za twarz, ktoś zostaje lekko dotknięty w poli­czek, a pada jakby go koń z kopyta w twarz tra­fił. To jest niegodne.

Pamię­tam, że kie­dyś na podwórku był chło­pa­czek, który tre­no­wał w Legii i w pew­nym momen­cie zro­bił takie „czary-mary na kar­nego”, to wszy­scy go wyśmiali! Nawet z jego dru­żyny, każdy pod­cho­dził i pytał co to miało być w ogóle (śmiech). Z dru­giej strony to też wina tre­ne­rów, któ­rzy cza­sem wprost mówią o koniecz­no­ści symu­lo­wa­nia, wię­cej – o tech­nice symu­lo­wa­nia! Ja z tego się tylko śmieję – jeśli chłop metr osiem­dzie­siąt pada po cio­sie w twarz, to ja gdy­bym był jego żoną to bym go wyśmiał po prostu.

Szko­le­niowcy czę­sto zachę­cają do „szu­ka­nia kar­nego”, albo łapa­nia rywali na kartki, od tramp­ka­rza po seniora, od C-klasy, po Ekstraklasę…

Tutaj też jest ta pewna opor­ność fut­bolu do jakich­kol­wiek zmian – w rugby, jeśli jest jaka­kol­wiek sporna sytu­acja, sędzia zatrzy­muje grę, naci­ska guzik jak kapi­tan Pic­kard, łączy się z gościem na koro­nie sta­dionu i nadaje „Bar­nes, czy tam było przy­ło­że­nie, czy nie”? No i Bar­nes wci­ska rewind, play i odpo­wiada „nie, wiesz co zio­muś, nie było”, dwa­dzie­ścia sekund i jest po spra­wie. Tak samo w teni­sie masz chal­lenge i do widze­nia, w każ­dym momen­cie możesz spraw­dzić dzięki gra­fice kom­pu­te­ro­wej jak roz­strzy­gnąć sporną sytuację.

A oglą­dasz ligę brazylijską?

Tak, a zaska­ku­jące jest dla mnie to, że liga bra­zy­lij­ska jest tak bru­talna. Łokieć w twarz zda­rza się co 15 minut meczu, faule są tak bru­talne, że cza­sem aż łapię się za głowę. Ja się nie dzi­wię, że Bra­zy­lij­czycy mają taką tech­nikę – skoro tam wszyst­kie wej­ścia to wśli­zgi obiema nogami wprost w pisz­czele, to ci dry­ble­rzy musieli nauczyć się ucie­kać. Nikt nie chce tak obe­rwać. A poje­dynki głów­kowe to zawsze walka na łokcie. Teraz rza­dziej oglą­dam te mecze, gdyż nie mam tele­wi­zji sate­li­tar­nej, ale kie­dyś to była dla mnie wielka frajda, tym bar­dziej, że bar­dzo lubię Gre­mio Porto Ale­gre oraz San­tos. Zresztą wycho­wan­kiem tych pierw­szych jest Ronal­dinho, a dru­gich Diego i Robinho.

Jak zapa­tru­jesz się na swój klub — Legię Warszawa?

Cóż, w ubie­głym sezo­nie byłem na jed­nym meczu, finale Pucharu Pol­ski – nota bene jestem wobec tego ban­dytą według pana Donalda (śmiech). Naprawdę, żal patrzeć… Już wolę tę dru­żynę zło­żoną z jakichś Rzeź­ni­cza­ków, niż kupo­wa­nego szrotu z Por­tu­ga­lii. Poza tym klub też jest zarzą­dzany jak jakaś współ­cze­sna hur­tow­nia mar­chewki, a nie poważny klub spor­towy. Nie­mniej jed­nak dobrze życzę Legii, która dla naprawdę setek tysięcy ludzi w tym mie­ście coś zna­czy, a dla wielu jest całym życiem. Dla mnie zresztą także ten klub ma ogromne zna­cze­nie, odkąd zapro­wa­dził mnie tam tato…

A co uwa­żasz o kon­flik­cie na linii kibice – rząd?

Źródło: http://www.myspace.com/eldoka/photosRząd pró­buje zała­twić sobie alibi pod tytu­łem „nie było żadnych awan­tur przed Euro” poprzez zamknię­cie sta­dio­nów i nie wpusz­cza­nie kibi­ców gości. Przed FIFĄ świet­nie wypad­niemy, bo wia­domo, że nie będzie żadnych zadym, jeśli jedyne wyjazdy będą wtedy kiedy uda się inco­gnito urwać poli­cji i usiąść na try­bu­nach gospo­da­rzy. Tylko co to wtedy jest za oglą­da­nie meczu, co to jest za wspie­ra­nie swo­jej dru­żyny?! Jeśli dwa­dzie­ścia lat temu zaka­zy­wano by wyjazdu na sta­dion Ruchu Radzion­ków to ja bym to zro­zu­miał – płoty były takie, że dało się je prze­sko­czyć bez więk­szego trudu, Pol­ska była biedna, ludzie byli sfru­stro­wani, a czasy były naprawdę dzi­kie. W tym momen­cie mamy piękne sta­diony – czemu z tego nie korzy­stać? Czemu nie będzie można poje­chać na Koronę, na Lechię, na Lecha?

Nie wiem, czy sły­sza­łeś o tym, ale w Byd­gosz­czy zro­bili taką akcję jed­nego poranka. Wyła­pali chyba około czter­dzie­stu kibi­ców, prze­słu­chali ich i wypu­ścili, jesz­cze przed połu­dniem. Ale mate­riał fil­mowy został nagrany, jak wpa­dają, wycią­gają ich z łóżek. Świetna, szybka akcja naszych antyterrorystów.

I po co to zostało zro­bione? Zostało zro­bione po to, żeby zama­ni­fe­sto­wać: „Zobacz­cie, jeśli będziemy chcieli po was się­gnąć to przyj­dziemy po was o 6 rano”. To jest poka­zówka i szcze­rze mówiąc, jeśli par­tia, która się mieni par­tią libe­ralną zaczyna dzia­łać w ten spo­sób… Tro­chę pino­che­tow­sko mi to pach­nie. No i zupeł­nie innymi realiami niż realia Europy 2011. Bo ja nie wiem, czy w Anglii się wyciąga kibi­ców o 6 rano z domu wcho­dząc jak do ban­dyty, który strzela do ludzi albo nie wiem, porywa dzieci. Nie wiem, czy w Anglii takie rze­czy maja miejsce.

Byłeś na finale Pucharu Pol­ski w Byd­gosz­czy… Nie czu­łeś się zagro­żony?! (śmiech)

Jestem prak­tycz­nie bez­po­śred­nim świad­kiem tych wyda­rzeń, tam się nic wiel­kiego nie stało. Tam się nic wiel­kiego nie stało! A gdyby ta impreza była zabez­pie­czona tak jak powinna być zabez­pie­czona, tam by nie doszło nawet do tych drob­nych incy­den­tów. To jest takie tro­chę szu­ka­nie dziury w całym. Cel­nie okre­ślili to wszystko kibice Lecha Poznań, że nie speł­niono obiet­nic, a tema­tem zastęp­czym zro­biono kibi­ców. Bar­dzo łatwo ten temat wycią­gnąć, bo to jest cho­dliwe medial­nie. Jak poka­żesz dzie­się­ciu męż­czyzn w lesie, któ­rzy się okła­dają po gębach, to ludzie są zszo­ko­wani przed tym telewizorem.

Roz­ga­da­li­śmy się o tych kibi­cach. Powiedz lepiej, czy są dla pol­skiej piłki jakie­kol­wiek per­spek­tywy na przy­szłość? Rosną boiska…

Mistrz świata. Cie­szę się, że powstają te orliki. To jest aku­rat fajny pomysł, dla­tego że dzie­ciaki mają gdzie grać. Jest taka kapi­ta­li­za­cja tego, jaki poten­cjał jest na osie­dlach. Czyli jeśli zro­bisz dzie­sięć boisk na osie­dlach, to wycho­wasz kil­ku­na­stu pił­ka­rzy. To jest fajne.

Tylko z dru­giej strony nie ma kto na nich grać.

Bo dzie­ciaki wolą teraz Play Sta­tion. To też jest wina szkoły. W moich cza­sach, żeby mieć zwol­nie­nie z wf-u, to musia­łeś jeź­dzić na wózku. Teraz, żeby mieć zwol­nie­nie z wfu, idziesz do leka­rza, pro­sisz go o zwol­nie­nie i po pro­stu je otrzy­mu­jesz.

Wielka tra­ge­dia pol­skiego narodu, czyli jego stop­niowy regres, na wszyst­kich polach.

Źródło: http://www.myspace.com/eldoka/photosNo to jest absur­dalne. Wysoko roz­wi­nęła się nam kul­tura Inter­netu, tele­wi­zji i gier kom­pu­te­ro­wych. Dzie­ciaki teraz nie grają w piłkę. Ja pamię­tam, że w moich mło­dzień­czych cza­sach było tak: żeby na boisku docze­kać się na swoją kolej na gra­nie jak wszy­scy starsi od cie­bie już się wygrali, tro­chę trzeba było się nacze­kać. Teraz idziesz i każde boisko jest prak­tycz­nie wolne. Inna sprawa, że nie­które z tych boisk są zajęte przez szkoły, na inne bar­dzo trudno się dostać, a jesz­cze kolejne są płatne. W War­sza­wie na przy­kład na Bemo­wie wybu­do­wano takie piękne boiska na For­tach Bema, które są płatne. Cena jest raczej wysoka, dzie­ciaki nie mają szans się na takie zrzu­cić. Jeste­śmy jed­nak mimo wszystko na dobrej drodze.

————————————————

Powyż­szy tekst sta­nowi frag­ment wywiadu, którą Kuba prze­pro­wa­dził dla por­talu Weszlo.com.
Pełen tekst roz­mowy znaj­dzie­cie pod tym lin­kiem.

W arty­kule wyko­rzy­sta­li­śmy zdję­cia pocho­dzące z Myspace’a Eldo.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - kbls

Tyrmand opisał go w powieści Zły: Reporter iskra. Reporter widmo. Człowiek, dla którego nie ma drzwi zamkniętych. Dziennikarz, u którego w lewej kieszeni spodni bije puls Łodzi. Oczy i uszy Miasta Włókniarzy. Jednym słowem: Kubuś. Zawsze tam, gdzie mieszka sport, dobra muzyka i klimat jego ukochanych Bałut.

Podobne artykuły

  • Red Bull Music Academy Bass Camp w Warszawie
  • Program Adidas Rock The Floor
  • Mos Def 3 marca w Warszawie!
  • Pariasi na trybunach
  • Biliński zremiksowany

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny