Od kilku dni — za sprawą towarzyskiego meczu Polska — Niemcy, wątek piłki nożnej przewija się w wielu rozmowach. Kilka chwil temu kbls spotkał się z Leszkiem Kaźmierczakiem i wypytał go o różne kwestie związane z tą dyscypliną sportową. Zapraszamy do lektury!
W Twoich utworach najczęściej przewija się wątek argentyński, więc zacznijmy od nich. Co z tą Argentyną?
To prawda, że są moją ulubioną reprezentacją, uwielbiam ich, co zaś się tyczy ich gry – to co w tej chwili jest problemem Argentyny, dręczyło przez ostatnie dwadzieścia lat Hiszpanię. Wreszcie przełamali się na ostatnich imprezach, lecz przez bardzo długi czas grali fenomenalną piłkę, robili znakomite wrażenie, mieli w swoich szeregach ludzi, którzy kopali magiczną piłkę, a mimo to – gdy przychodziło co do czego — nie osiągali żadnych wyników. Na papierze i według ekspertów Argentyńczycy powinni roznieść Niemców, potem wygrać Copa America, tymczasem na boisku wymiękają. Ale pamiętajmy, że większość tych chłopaków ma za sobą mnóstwo rozegranych meczów w klubie, także w europejskich pucharach.
Moim zdaniem, jakby selekcjoner na Copa America wziął do swojego składu ludzi z ligi argentyńskiej, którzy nie mieli w nogach aż tylu trudów, wyniki byłyby zupełnie inne. Tamtejszy potencjał jest niemalże niewyczerpany. Ostatnio widziałem takie fajne zestawienie „wyeksportowanych” piłkarzy. Okazało się, że z Argentyny poszło 2200 transferów zagranicznych. To jest niesamowita liczba, ja nie wiem, czy Polacy sprzedali 300 zawodników w tym samym czasie.
Analogicznie jest z Brazylią?
Tak, chociaż przyznam, że Canarinhios robili na mnie wrażenie w bardzo dawnych czasach, gdy grali tam zawodnicy jak Socrates, kiedy ten futbol faktycznie był radosny, finezyjny i piękny. Teraz Brazylia ukierunkowała się bardziej na siłowy, fizyczny futbol, niszczenie zawodników swoimi gabarytami! Co zaś ich dyspozycji – faktycznie, są to takie same problemy jak u Argentyńczyków. Kiedy jadą na jakąkolwiek imprezę, ludzie oczekują od nich zwycięstwa, w dodatku ma to być zwycięstwo w wielkim stylu. Czasami im to nie wychodzi.
A co sądzisz o rozwoju tej zagranicznej piłki – chodzi mi o szkolenie od najmłodszych lat, już nie trenowanie, a hodowanie zawodników. Czy to w ogóle jeszcze ludzie, czy już roboty?
Na pewno w pewnej części są to już roboty. Ja zresztą całym sercem wspieram angielską akcję Against Modern Football, gdzie kibice chodzą raczej na spotkania w niższych ligach, gdzie można obejrzeć piłkę unikając tego wielkiego przemysłu. Poza tym – zaznaczam tu, że nie jestem w jakikolwiek sposób rasistą – jestem za parytetami narodowymi. Jeśli w Lidze Angielskiej w dwóch najlepszych zespołach, w pierwszym składzie nie ma ani jednego Wyspiarza, ani Anglików, ani Szkotów, czy Walijczyków, to jest to lekka paranoja. Manchester City to drużyna złożona z graczy z całego świata. Każdy z nich jest z innego miejsca na świecie. Spójrz sobie choćby na Anglię z Mistrzostw Europy ’96. Steve McManaman, Paul Gascoigne, Stuart Pierce, Tony Adams, David Platt, Alan Shearer, Teddy Sheringham – to wszystko zawodnicy grający stuprocentowo angielską piłkę, wychowani w angielskim stylu. W dzisiejszych czasach zawodnicy reprezentacji Anglii paradoksalnie grają całkiem nieangielską piłkę! To raz, a dwa, że ta Anglia przecież od kilkunastu lat niewiele osiąga na arenie międzynarodowej.
Miałem to poruszyć przy okazji polskiego futbolu – brakuje pozytywnych wzorców?
Co prawda w latach ’60, czy ’70 były inne warunki, ale myślę, że warto byłoby zatrzymać tych najlepszych zawodników w kraju. Zobacz, że oni wyjeżdżając z Polski trafiają do naprawdę średnich klubów, Polacy nie grają w FC Barcelonie, nie grają w Manchesterze City, nie grają w Manchesterze United. No Kuszczak siedzi na ławce, a właśnie kupiono mu De Geę, więc też raczej będzie musiał szukać nowego klubu. Nie kupowali przecież tego małolata, żeby go teraz posadzić na ławie. Polacy nie odgrywają pierwszoplanowej roli w klubach europejskich.
Zdecydowanie wolałbym, żeby ci Polacy grali pierwsze skrzypce w klubach lokalnych, bo wtedy Legia Warszawa, Górnik Zabrze, Wisła Kraków, wszystko jedno kto, miałby szanse wyżej zajść w europejskich pucharach, a nie być eliminowanym przez zespoły z Azerbejdżanu czy Łotwy. Stal Mielec osiągała sukcesy na arenie krajowej, bo miała Domarskiego czy Lato, Górnik Zabrze miał Gorgonia, Widzew miał Żmudę i Bońka. Wyniki tych klubów i reprezentacji wynikały z tego, iż ci znakomici gracze grali w Polsce, w polskiej lidze. Legia która osiągała sukcesy w Lidze Mistrzów, czy w innych pucharach europejskich, była Legią złożoną w stu procentach z polskich graczy. To była drużyna oparta wyłącznie na zawodnikach z Polski.
Talenty pozostające w kraju nakręcają koniunkturę na dalszy rozwój?
Oczywiście, zgadzam się, kiedy masz sukces lokalny to możesz go szybko przekuć na młode talenty. Zobacz ilu młodych Małyszów było po sukcesach Adama Małysza, ile młodych Otylii było po Otylii Jędrzejczak, ilu dzieciaków jarałoby się Lewandowskim, gdyby on został w Lechu i strzelał dla poznaniaków bramki w Lidze Europejskiej. Ja tego strasznie żałuję, że mamy taki odpływ talentów. Rozumiem, że oni myślą ekonomicznie – zarobię tam czterdzieści razy więcej niż w kraju, przekładając to na mój fach – za koncert nie biorę już trzy tysiące złotych, ale trzy tysiące euro, czy trzy tysiące funtów. Pozostaje jednak pytanie – czy chciałbym być drugoligowcem zagranicą, zamiast grać w Ekstraklasie własnego kraju. Naprawdę mocno zastanowiłbym się, czy ten rachunek ekonomiczny jest tak ważny, by pójść i siedzieć na ławce gdzieś w Cyprze.
Wydaje mi się, ze gracz, który siedzi na ławce i nie gra, to tak jakbyś miał zagrać 50 koncertów rocznie i przesiedział je w garderobie. I nie mógł wyjść na scenę, bo nie starczyłoby dla ciebie czasu! Domyślam się, że to musi być okropne uczucie. Myślę, że psychicznie ci zawodnicy są w fatalnym stanie.
Delikatność, lenistwo, brak charakteru – jak oceniasz dzisiejszą mentalność piłkarzy, szczególnie tych rodzimych, u których te wady widać jeszcze wyraźniej…
Delikatność! Strasznie mnie to denerwuje, nowoczesny futbol jest okropny pod tym względem. Są takie filmiki w Internecie w opcji „rugby versus football” – rugbiści dostają strzała z barku prosto w twarz i… biegnie dalej! Aż przyjemnie się patrzy – a jak pada, to wiadomo, że pada po czymś. Z kolei w piłce masz takie historie, że Rivaldo dostaje piłką w kolano i łapie się za twarz, ktoś zostaje lekko dotknięty w policzek, a pada jakby go koń z kopyta w twarz trafił. To jest niegodne.
Pamiętam, że kiedyś na podwórku był chłopaczek, który trenował w Legii i w pewnym momencie zrobił takie „czary-mary na karnego”, to wszyscy go wyśmiali! Nawet z jego drużyny, każdy podchodził i pytał co to miało być w ogóle (śmiech). Z drugiej strony to też wina trenerów, którzy czasem wprost mówią o konieczności symulowania, więcej – o technice symulowania! Ja z tego się tylko śmieję – jeśli chłop metr osiemdziesiąt pada po ciosie w twarz, to ja gdybym był jego żoną to bym go wyśmiał po prostu.
Szkoleniowcy często zachęcają do „szukania karnego”, albo łapania rywali na kartki, od trampkarza po seniora, od C-klasy, po Ekstraklasę…
Tutaj też jest ta pewna oporność futbolu do jakichkolwiek zmian – w rugby, jeśli jest jakakolwiek sporna sytuacja, sędzia zatrzymuje grę, naciska guzik jak kapitan Pickard, łączy się z gościem na koronie stadionu i nadaje „Barnes, czy tam było przyłożenie, czy nie”? No i Barnes wciska rewind, play i odpowiada „nie, wiesz co ziomuś, nie było”, dwadzieścia sekund i jest po sprawie. Tak samo w tenisie masz challenge i do widzenia, w każdym momencie możesz sprawdzić dzięki grafice komputerowej jak rozstrzygnąć sporną sytuację.
A oglądasz ligę brazylijską?
Tak, a zaskakujące jest dla mnie to, że liga brazylijska jest tak brutalna. Łokieć w twarz zdarza się co 15 minut meczu, faule są tak brutalne, że czasem aż łapię się za głowę. Ja się nie dziwię, że Brazylijczycy mają taką technikę – skoro tam wszystkie wejścia to wślizgi obiema nogami wprost w piszczele, to ci dryblerzy musieli nauczyć się uciekać. Nikt nie chce tak oberwać. A pojedynki główkowe to zawsze walka na łokcie. Teraz rzadziej oglądam te mecze, gdyż nie mam telewizji satelitarnej, ale kiedyś to była dla mnie wielka frajda, tym bardziej, że bardzo lubię Gremio Porto Alegre oraz Santos. Zresztą wychowankiem tych pierwszych jest Ronaldinho, a drugich Diego i Robinho.
Jak zapatrujesz się na swój klub — Legię Warszawa?
Cóż, w ubiegłym sezonie byłem na jednym meczu, finale Pucharu Polski – nota bene jestem wobec tego bandytą według pana Donalda (śmiech). Naprawdę, żal patrzeć… Już wolę tę drużynę złożoną z jakichś Rzeźniczaków, niż kupowanego szrotu z Portugalii. Poza tym klub też jest zarządzany jak jakaś współczesna hurtownia marchewki, a nie poważny klub sportowy. Niemniej jednak dobrze życzę Legii, która dla naprawdę setek tysięcy ludzi w tym mieście coś znaczy, a dla wielu jest całym życiem. Dla mnie zresztą także ten klub ma ogromne znaczenie, odkąd zaprowadził mnie tam tato…
A co uważasz o konflikcie na linii kibice – rząd?
Rząd próbuje załatwić sobie alibi pod tytułem „nie było żadnych awantur przed Euro” poprzez zamknięcie stadionów i nie wpuszczanie kibiców gości. Przed FIFĄ świetnie wypadniemy, bo wiadomo, że nie będzie żadnych zadym, jeśli jedyne wyjazdy będą wtedy kiedy uda się incognito urwać policji i usiąść na trybunach gospodarzy. Tylko co to wtedy jest za oglądanie meczu, co to jest za wspieranie swojej drużyny?! Jeśli dwadzieścia lat temu zakazywano by wyjazdu na stadion Ruchu Radzionków to ja bym to zrozumiał – płoty były takie, że dało się je przeskoczyć bez większego trudu, Polska była biedna, ludzie byli sfrustrowani, a czasy były naprawdę dzikie. W tym momencie mamy piękne stadiony – czemu z tego nie korzystać? Czemu nie będzie można pojechać na Koronę, na Lechię, na Lecha?
Nie wiem, czy słyszałeś o tym, ale w Bydgoszczy zrobili taką akcję jednego poranka. Wyłapali chyba około czterdziestu kibiców, przesłuchali ich i wypuścili, jeszcze przed południem. Ale materiał filmowy został nagrany, jak wpadają, wyciągają ich z łóżek. Świetna, szybka akcja naszych antyterrorystów.
I po co to zostało zrobione? Zostało zrobione po to, żeby zamanifestować: „Zobaczcie, jeśli będziemy chcieli po was sięgnąć to przyjdziemy po was o 6 rano”. To jest pokazówka i szczerze mówiąc, jeśli partia, która się mieni partią liberalną zaczyna działać w ten sposób… Trochę pinochetowsko mi to pachnie. No i zupełnie innymi realiami niż realia Europy 2011. Bo ja nie wiem, czy w Anglii się wyciąga kibiców o 6 rano z domu wchodząc jak do bandyty, który strzela do ludzi albo nie wiem, porywa dzieci. Nie wiem, czy w Anglii takie rzeczy maja miejsce.
Byłeś na finale Pucharu Polski w Bydgoszczy… Nie czułeś się zagrożony?! (śmiech)
Jestem praktycznie bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń, tam się nic wielkiego nie stało. Tam się nic wielkiego nie stało! A gdyby ta impreza była zabezpieczona tak jak powinna być zabezpieczona, tam by nie doszło nawet do tych drobnych incydentów. To jest takie trochę szukanie dziury w całym. Celnie określili to wszystko kibice Lecha Poznań, że nie spełniono obietnic, a tematem zastępczym zrobiono kibiców. Bardzo łatwo ten temat wyciągnąć, bo to jest chodliwe medialnie. Jak pokażesz dziesięciu mężczyzn w lesie, którzy się okładają po gębach, to ludzie są zszokowani przed tym telewizorem.
Rozgadaliśmy się o tych kibicach. Powiedz lepiej, czy są dla polskiej piłki jakiekolwiek perspektywy na przyszłość? Rosną boiska…
Mistrz świata. Cieszę się, że powstają te orliki. To jest akurat fajny pomysł, dlatego że dzieciaki mają gdzie grać. Jest taka kapitalizacja tego, jaki potencjał jest na osiedlach. Czyli jeśli zrobisz dziesięć boisk na osiedlach, to wychowasz kilkunastu piłkarzy. To jest fajne.
Tylko z drugiej strony nie ma kto na nich grać.
Bo dzieciaki wolą teraz Play Station. To też jest wina szkoły. W moich czasach, żeby mieć zwolnienie z wf-u, to musiałeś jeździć na wózku. Teraz, żeby mieć zwolnienie z wfu, idziesz do lekarza, prosisz go o zwolnienie i po prostu je otrzymujesz.
Wielka tragedia polskiego narodu, czyli jego stopniowy regres, na wszystkich polach.
No to jest absurdalne. Wysoko rozwinęła się nam kultura Internetu, telewizji i gier komputerowych. Dzieciaki teraz nie grają w piłkę. Ja pamiętam, że w moich młodzieńczych czasach było tak: żeby na boisku doczekać się na swoją kolej na granie jak wszyscy starsi od ciebie już się wygrali, trochę trzeba było się naczekać. Teraz idziesz i każde boisko jest praktycznie wolne. Inna sprawa, że niektóre z tych boisk są zajęte przez szkoły, na inne bardzo trudno się dostać, a jeszcze kolejne są płatne. W Warszawie na przykład na Bemowie wybudowano takie piękne boiska na Fortach Bema, które są płatne. Cena jest raczej wysoka, dzieciaki nie mają szans się na takie zrzucić. Jesteśmy jednak mimo wszystko na dobrej drodze.
————————————————
Powyższy tekst stanowi fragment wywiadu, którą Kuba przeprowadził dla portalu Weszlo.com.
Pełen tekst rozmowy znajdziecie pod tym linkiem.
W artykule wykorzystaliśmy zdjęcia pochodzące z Myspace’a Eldo.














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny