Na polskiej rap scenie działają już od ponad dziesięciu lat. Po długiej przerwie Parker i Pudel, czyli członkowie grupy Echo, oraz Siódmy postanowili połączyć siły i powrócić w całkowicie innej, nowej odsłonie. O tym, czym jest projekt Echinacea, skąd pomysł na taki materiał i jak powstawała płyta przekonajcie się w ekskluzywnym wywiadzie dla Exformers!
Echinacea to nowy twór Siódmego (Sebastian Postek) i członków zespołu Echo — Pudla (Paweł Płodziszewski) i Parkera (Marcin Hiller). 19 marca ukazał się ich krążek Czekając na falę. Jest to niewątpliwie płyta inna od większości ostatnio wychodzących na polskiej rap scenie albumów. Wyjątkowy klimat płyty tworzą przemyślane teksty, oprawione muzycznie przez Kixnare’a, Roux Spanę i DJ’a Kebsa. Obecnie zespół skupiony jest na promocji świeżego materiału. Spotkaliśmy się, gdy akurat nagrywali kolejny klip. Więcej dowiecie się z naszej rozmowy.
Co jest wyjątkowego w Echinacei? Czym różni się ten projekt od Waszej dotychczasowej twórczości?
P: Jest to projekt nas trzech, ale nie tylko. Tworzy go cała grupa ludzi, która z nami współpracuje: będący przy nas nie tylko na koncertach DJ Bidi, Michał Szuwar wraz z innymi ludźmi odpowiedzialnymi za grafikę, obrazy, wiżaż, oraz wspierająca nas rodzina, w szczegolności nasze żony.
M: Ten projekt jest na pewno inny pod tym względem, że miał jakiś zamysł. Jest to spójna płyta koncepcyjna. Przy jej tworzeniu nie myśleliśmy o tym, żeby spełniać jakieś swoje zajawki, tylko skupiliśmy się na pewnym klimacie płyty, w który wszyscy weszliśmy.
P: Tak właśnie miało być. Nie tak wesoło jak na Po prostu Echo, nie trueschoolowo jak na Fundamencie Siódmego; raczej coś co jest tego wspólnym mianownikiem. Odnajdujemy się w wielu różnych stylistykach, ale to jest konkretny projekt, który własnie tak miał zabrzmieć.
S: I zabrzmiał! Wiesz, dużo artystów hiphopowych mówi, że nagrywają płytę, która będzie inna i świeża.
Później tak naprawdę odpalasz płytę i okazuje się, że po raz kolejny odgrzewają kotlety. Uważam, że nam rzeczywiście się to udało.
Skąd bodzieć do nagrania takiej płyty? Czy to prawda, że postanowiliście wywrocić polski hip-hop do góry nogami?
P: Tak naprawdę zawsze mieliśmy jakieś swoje zajawki, chcieliśmy coś osiągnąć, tylko nie zawsze udawało nam się z tym wyrobić na czas. Tutaj, jakoś to się naturalnie wszystko zgrało, dlatego też chyba ta płyta wyszła taka, a nie inna. Nie mówiliśmy Tak, musimy zrobić coś innego!, tylko zgadaliśmy się i coś zaczęło wychodzić, nabierało wyjątkowego klimatu. Przy dalszej pracy skupiliśmy się, aby to pociągnąć — stworzyć jednolicie brzmiącą całość.
S: Na pewno nie usiedliśmy i nie powiedzieliśmy, że musimy zrobić rewolucję. Zrobiliśmy to, co chcieliśmy zrobić — to, co mieliśmy w głowie. A że wyszło, jak wyszło — to dla mnie bomba.
P: Jest jeszcze jedna sprawa. Ta płyta nie jest żadną rewolucją dźwiękową. Nie stworzyliśmy nowego gatunku, podgatunku czy nurtu w hip hopie. Nie zrobiliśmy czegoś takiego, jak na przykład OutKast, który podniósł hip-hop do pułapu sztuki. To co robimy to jest nadal stricte hip-hopowe — to są bity i rap, nic poza tym. Jak posłuchasz, to ta płyta jest prosta i surowa, nie jest przesycona chórkami, aranżacjami. Natomiast jest oparta i utwierdzona na patentach lirycznych. Mieliśmy zamysł, aby skonstruować lirycznie i tekstowo płytę troszeczkę inną.
M: Ważna tu jest właśnie konsekwencja. Niektórzy mają pomysł, a nie realizują tego do końca. My mieliśmy kilka takich sesji, gdzie mocno myśleliśmy nad tym jak to zrobić, mieliśmy spory dotyczące tekstów. Ustalaliśmy na przykład jakiego trzymamy się języka i z jakiej strony opisujemy utwór, żeby nie było tak, że każda zwrotka żyje swoim życiem. Chcieliśmy właśnie, aby każdy utwór miał swój koncept, jak np. Złodziej wersów, który tworzyliśmy jak film — tak, aby słuchacz widział obrazy przed oczami.
P: Jest też tak, że każdy słuchacz widzi te utwory na swój sposób, każdy inaczej je interpretuje. Ktoś może myśleć, że dany kawałek jest o czymś, a inny — że dotyczy zupełnie czego innego. I o to chodzi.
Jak powstawała ta płyta?
P: Wszystko działo się etapami. Było tak, że najpierw mieliśmy tematy do utworów, nawet pierwsze teksty. Później dobieraliśmy pod nie bity, słuchaliśmy — które by pasowały. Gdy nie mieliśmy tematów, to zdarzało się też tak, że słuchaliśmy bitu i wymyślaliśmy do niego treść. Podchodzimy do tego dosyć elastycznie, czasami dobieramy pomysły w jednej chwili. Od zawsze bliska nam była improwizacja.
M: Fajne było to, że tematy na tę płytę powstały bardzo szybko. Praktycznie przy drugiej sesji, gdzie omawialiśmy tematy utworów, zamknęliśmy całą płytę bez dwóch ostatnich kawałków.
Skąd pomysł na sesję zdjęciową promującą Waszą płytę?
M: Kreatorem tej sesji była moja żona, to był jej pomysł, który się chłopakom spodobał. Sesja miała być taka jak Echinacea, czyli chodziło tu o pewną dzikość, dlatego jesteśmy ucharakteryzowani na członków jakiegoś plemienia. I to, przynajmniej dla mnie, wiąże się z zamysłem całej płyty, która miała być powrotem do naturalności, pierwotnych instynktów życia człowieka. Stąd też wzięła się w ogóle nazwa Echinacea i pomysł sesji w lesie. Co prawda jesteśmy urodzeni w mieście, ale nasza natura jest dzika!
Wróciliście prosto ze zdjęć do waszego nowego teledysku. Co to będzie za klip?
M: Obecnie przygotowujemy teledysk to kawałka Wiatr Słów. Będzie to klip plenerowy, w którym będziemy chcieli przekazac swoją wizję wiatru. Odniesiemy się do panującego w nim klimatu, nastroju.
Odsłuchując Wasz krążek moją szczególną uwagę zwróciły kawałki: Upadek — który uważam za najmocniejszy tekstowo oraz bardzo ciekawy, na swój sposób bajkowy — Historie nie z sąsiedztwa…
S: Upadek jest moim kawałkiem. Opiera się na pewnym wydarzeniu z mojego życia, sprzed kilku lat. Ja dałem pierwszą szesnastkę, bit wzięliśmy od Kixnare’a. Przyszedł Parker, pokazałem mu co i jak, powiedziałem, że ten numer jest tak dla mnie ważny, że musimy zrobić to inaczej. To jaką postać ma ten kawałek, mówi jak było naprawdę. To jest rodzaj mojego zderzenia sie z przeszłością. Brzmi dramatycznie, bo tak było.
M: Historie nie z sąsiedztwa to jest mój wytwór. Postać osiołka powstała, gdy byłem na Mazurach i siedziałem przy kominku. Tytuł nie jest przypadkowy, bo koresponduje z tytułem Płomienia Historie z sąsiedztwa. Stwierdziłem, że to będzie taki zadzior, bo ktoś będzie mógł pomyśleć, że to jest jakiś podjazd, a tu taka historia! W tym kawałku chodziło o to, aby opowiedzieć taką fajną, ale i szczerą hip-hopową bajkę. Morał z osiołkiem, przynajmniej dla mnie, jest dosyć głęboki i z życia. Niektórzy nawet jak słuchają tego kawałka, to widzą tego osiołka i niby wiedzą kto jest tym osiołkiem.. Ale to nie jest prawda, że jest to ten ktoś, o którym wszyscy myślą! Jest po prostu ubarwiony historiami z życia z którymi się spotkałem, imprezami różnych osób które znam, złączone w jedną taką postać. Tu też nie chodzi o alkohol, tylko raczej o wiarę w szczęście.
P: Ten osiołek może być tak naprawdę wieloma osiołkami..
M: Upadek też jest dla mnie mocny, również z przyczyn osobistych. Fajnie to się tak udało połączyć, że dla trzech osób ten kawałek jest tak samo mocny, każdy przenosi w niego swoja energię i opisuje jakby swoją wersję.
Jak myślicie, jak się Wasza muzyka przyjmuje wśród słuchaczy? Myślicie, że Echinacea ma szanse zaistnieć na polskiej rap scenie?
M: Ja myślę, że ta płyta ma szansę się spodobać, tylko zależy to jeszcze od wielu
spraw na które nie do końca mamy wpływ — od promocji, do tego jak potoczą się koncerty. Jednak myślę też, że ta płyta może równie dobrze bronić się sama.
P: Rozmawiam z moimi znajomymi, którzy są związani z szeroko pojętym środowiskiem muzycznym - od jazzu, po metal. Pomimo, że nie słuchają nałogowo rapu, to często mówią, że zrobiliśmy fajny, klimatyczny rap. Mogę powiedzieć, że znalazły się już kręgi, gdzie pomimo, że na co dzień nie słucha się rapu, to nasza muzyka jakoś do nich trafiła. Natomiast w kręgach hip-hopowych myślę, że będzie część na ‘tak’, na ‘nie’, a także ‘nie mam zdania’.
M: Hip-hop ogólnie znalazł się w takim miejscu, że wiele osób mówi temu gatunkowi ‘nie’. Wiele razy już spotkałem się z taką opinią i naprawdę czasem trudno się przebić z hip-hopem, bo jest już dość utarta scena. Owszem, wiadomo, że są nowe gwiazdy, które robią fajne, ciekawe rzeczy. Mimo to mainstream powoduje, że hip-hop jest widziany w taki, a nie inny sposób i czasem jest ciężko. Myślę, że bardzo ważne jest, aby mieć dojścia, odpowiednia promocję płyty.
P: Ale to też nie jest tak, że nasza płyta jest produktem rynkowym za którym stoi maszyna marketingowa, która w ciągu miesiąca ma zrobić z nas gwiazdy. My na to się nie napalamy, to jest trochę nie nasza bajka. Razem z Marcinem tworzymy muzykę ponad 10 lat i robimy to cały czas po swojemu, bez ciśnienia. Po prostu, jeśli mamy nagrać płytę to robimy to. Echinacea jest czymś nowym, nikt o tym nie słyszał wcześniej i ludzie muszą nas poznać.
M: Już nie możemy za dużo zrobić. Teraz możemy pokazać się grając dobre koncerty. Zresztą i tak się rozwijamy — wydajemy winyl, kręcimy klipy. Oczywiście, absolutnie nie narzekamy! Mówimy tylko, że gdybyśmy chcieli uzyskać sukces komercyjny, to inaczej musiałoby to wyglądać.
W swoich wywiadach zapowiadacie wyjątkowe koncerty urozmaicane wizualizacjami, grą aktorską..
P: W tej chwili jesteśmy wciąż na etapie łączenia materiału, więc trudno nam cokolwiek szczegółowo powiedzieć. Wiesz, moglibyśmy teraz wyjść i zagrać własną ścieżkę, ale to nie o to chodzi, żeby spełnić kolejny obowiązek. Chcielibyśmy zrobić coś innego, interesującego, aby ktoś kto przyjdzie na nasz koncert mógł stwierdzić, że było warto i rzeczywiście było to coś fajnego. Chcemy, żeby to nie były kolejne koncerty w stylu zróbcie hałas, podnieście do góry ręce, tylko żeby coś się działo.
Echinacea to projekt na dłużej, czy jednorazowa akcja?
M: Na razie jesteśmy skupieni na tym co powstało, trudno jest cokolwiek powiedzieć. Zobaczymy jak to się wyklaruje. Jeśli bedzie powstawała kiedyś druga Echinacea to też będzie to jednolita płyta w zupełnie innym klimacie.
P: Póki co jeszcze nie myślimy o tym. Jesteśmy skupieni na nowej płycie, która jest świeżutka jak niemowlak niemalże. Trzeba wytrzeć to dziecko, odciąć pępowinę, klepnąć w pupkę, żeby zaczęło krzyczeć. Jak usłyszymy krzyk, który zaczął się już powoli wydobywać, to będziemy czekać aż to dziecko zacznie mówić. Jak zacznie mówić, to będziemy z nim mówić i może razem pogadamy.
Jakie są najbliższe plany w ramach projektu?
S: Na początku maja, dzięki wytwórni Delicious Wax Records wyjdzie nasza płyta na winylu. Będą też koszuleczki, w planie mamy jeszcze dwa klipy, no i oczywiście trasa koncertowa. Jeszcze nie raz o nas przeczytacie, bo staramy sie powolutku dotrzeć do jak najszerszego i nie tylko hip-hopowego grona słuchaczy.
M: Ważnym założeniem tej płyty było też, żeby grać koncerty. Dlatego sama płyta jako nośnik jest czymś ciekawym, ale skupiamy się na koncertach, bo my jako artyści sceniczni musimy się pokazać przede wszystkim na scenie.
Jakieś przesłanie na koniec dla naszych czytelników?
Kochajcie się i szanujcie zieleń!
Dzięki za rozmowę!














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny