Damu The Fudgemunk on the beat…

Taivan, 13 maja 2010 w kategorii Muzyka

…czyli jak miłość do kung-fu i Willy Wonki prze­kuć w czy­sty hip-hop.

damu_the_fudgemunk_microsoft_reverb_nation_music_promoDamu The Fud­ge­munk to nie postać zni­kąd. Debiut w postaci pierw­szego albumu Y Society stwo­rzo­nego wspól­nie z Insi­gh­tem (a wcze­śniej jako pro­du­cent dla Pana­cey wyda­nej w kul­to­wyn Raw­ku­sie), a potem kilka instru­men­tal­nych albu­mów dało mu moż­li­wość poka­za­nia się szer­szej publicz­no­ści. Co cie­kawe, tak jak poprzedni beat­ma­ker o któ­rym pisa­łem, czyli Oddi­see — jest z Waszyng­tonu. Obaj jed­nak repre­zen­tują zgoła odmienny styl — Oddi­see to orga­niczne brzmie­nie, czę­sto wzbo­ga­cone żywymi instru­men­tami, a Damu to fun­kowe sam­ple i brudne per­ku­syjne bre­aki, które bar­dzo przy­po­mi­nają to, jak brzmiał hip-hop połowy lat 90. Z tego powodu uka­zał się wła­śnie album o nieco buń­czucz­nym tytule “How It Sho­uld Sound”. Mimo to sprze­ci­wów ani nie widać, ani nie sły­chać — w końcu Fud­ge­munk to gracz z wyso­kiej półki, praw­dziwy kocur, który wie jak obcho­dzić się ze swoim gra­mo­fo­nem i wymę­czo­nym MPC.

Co naj­cie­kaw­sze przy każ­dym ze swo­ich bitów Damu zosta­wia w nazwie rok powsta­nia, co poka­zuje, że nie udo­stęp­nia on swo­ich naj­now­szych pomy­słów, a po pro­stu te naj­bar­dziej dopra­co­wane. Na “Spare Time” z 2008 roku uka­zały się bity, które miały około 3 lat w momen­cie uka­za­nia się mate­riału. Na naj­now­szym wydaw­nic­twie można posłu­chać nawet star­sze, bo z 2004 roku. Pod­da­wane wie­lo­krot­nym prze­rób­kom zale­gają i dopiero, gdy nad­cho­dzi dobry moment wycho­dzą na mem­brany gło­śni­ków na całym świe­cie. Mimo tylko kilku lat na sce­nie od początku miał bar­dzo kla­rowny styl, który lekko mody­fi­ko­wany i dopra­co­wany można usły­szeć dzi­siaj, ale temu na pewno nie można się dzi­wić, gdy za rodzi­ców ma się pia­nistkę i per­ku­si­stę. Dodat­ko­wym smacz­kiem może być to, że chwa­lili go już zarówno Mar­ley Marl, jak i DJ Pre­mier.

Jest też jesz­cze jedna rzecz, która odróż­nia pana Damu od reszty. Gra live-acty. Wycho­dzi z sam­ple­rem, gra­mo­fo­nami, gło­śni­kami i gra na uli­cach. Naj­czę­ście można go usły­szeć w Nowym Jorku i Waszyng­to­nie, ale podobno gdy jeź­dzi w krót­kie trasy kon­cer­towe na przy­kład z Insi­gh­tem, to w mia­stach, w które odwie­dzają też zasiada na uli­cach i gra przed lub po kon­cer­tach. Wię­cej takich zapa­leń­ców nam potrzeba. Poni­żej macie frag­ment takiego występu. Jeśli chce­cie wie­dzieć i usły­szeć wię­cej to wejdź­cie na jego Band­camp albo bloga, a potem cze­kaj­cie na nowy pro­jekt, bo już wia­domo, że w tym roku ukaże się kolejny album Y Society.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Taivan

Adrian, czyli Taivan. Muzyk z zamiłowania, a dziennikarz z powołania. Człowiek wielu skrajności. Chory optymista, zajawkowicz. Chaos to jego naturalne środowisko pracy. Uwielbia wszystkie odcienie czerwieni, muzykę brutalnie mordującą ciszę oraz dobre, zasłyszane historie. Gdyby był czymś innym niż sobą, to pewnie byłby gąbką.

Podobne artykuły

  • Relacja z Adidas Originals Rock The Floor
  • Classic Albums by Classic Artists
  • Jak przegonić Cię, Mesie? — recenzja płyty “Kandydaci na szaleńców”
  • Bumpy Knuckles i Statik Selektah razem
  • Synonim wiosny — Lavorama

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny