…czyli jak miłość do kung-fu i Willy Wonki przekuć w czysty hip-hop.
Damu The Fudgemunk to nie postać znikąd. Debiut w postaci pierwszego albumu Y Society stworzonego wspólnie z Insightem (a wcześniej jako producent dla Panacey wydanej w kultowyn Rawkusie), a potem kilka instrumentalnych albumów dało mu możliwość pokazania się szerszej publiczności. Co ciekawe, tak jak poprzedni beatmaker o którym pisałem, czyli Oddisee — jest z Waszyngtonu. Obaj jednak reprezentują zgoła odmienny styl — Oddisee to organiczne brzmienie, często wzbogacone żywymi instrumentami, a Damu to funkowe sample i brudne perkusyjne breaki, które bardzo przypominają to, jak brzmiał hip-hop połowy lat 90. Z tego powodu ukazał się właśnie album o nieco buńczucznym tytule “How It Should Sound”. Mimo to sprzeciwów ani nie widać, ani nie słychać — w końcu Fudgemunk to gracz z wysokiej półki, prawdziwy kocur, który wie jak obchodzić się ze swoim gramofonem i wymęczonym MPC.
Co najciekawsze przy każdym ze swoich bitów Damu zostawia w nazwie rok powstania, co pokazuje, że nie udostępnia on swoich najnowszych pomysłów, a po prostu te najbardziej dopracowane. Na “Spare Time” z 2008 roku ukazały się bity, które miały około 3 lat w momencie ukazania się materiału. Na najnowszym wydawnictwie można posłuchać nawet starsze, bo z 2004 roku. Poddawane wielokrotnym przeróbkom zalegają i dopiero, gdy nadchodzi dobry moment wychodzą na membrany głośników na całym świecie. Mimo tylko kilku lat na scenie od początku miał bardzo klarowny styl, który lekko modyfikowany i dopracowany można usłyszeć dzisiaj, ale temu na pewno nie można się dziwić, gdy za rodziców ma się pianistkę i perkusistę. Dodatkowym smaczkiem może być to, że chwalili go już zarówno Marley Marl, jak i DJ Premier.
Jest też jeszcze jedna rzecz, która odróżnia pana Damu od reszty. Gra live-acty. Wychodzi z samplerem, gramofonami, głośnikami i gra na ulicach. Najczęście można go usłyszeć w Nowym Jorku i Waszyngtonie, ale podobno gdy jeździ w krótkie trasy koncertowe na przykład z Insightem, to w miastach, w które odwiedzają też zasiada na ulicach i gra przed lub po koncertach. Więcej takich zapaleńców nam potrzeba. Poniżej macie fragment takiego występu. Jeśli chcecie wiedzieć i usłyszeć więcej to wejdźcie na jego Bandcamp albo bloga, a potem czekajcie na nowy projekt, bo już wiadomo, że w tym roku ukaże się kolejny album Y Society.














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny