Downhill to wspaniały sport, który od niespełna 20 lat elektryzuje maniaków mocnych wrażeń i strzałów adrenaliny. Zawody pokroju Pucharu Świata, czy nasz rodzimy Puchar Polski przyciągają rzeszę fanów, a gra toczy się o wysoką stawkę. Ale DH to przede wszystkim niezwykła, weekendowa zajawka pokręconej masy szarych ludzi, którzy w każdy piątek przywdziewają strój Szturmowca Imperium i teleportują się na najbliższe wzniesienia.
Nieważne czy jesteś gościem czy kobitą, jakim przyjechałeś wozem, ani ilu masz nad pod sobą ludzi w pracy. Przez dwa magiczne dni jesteś tylko Ty, Twoi przyjaciele i Góra. Nie musisz być najlepszy. Walczysz z własnym strachem i siłą woli próbujesz rozluźnić palce kurczowo zaciskające się na hamulcach. Po paru przejazdach myślisz już trzeźwiej. Starasz się wybierać linię najmniejszego oporu. A im gorszy masz sprzęt, tym bardziej starasz się wybierać ją dokładnie. Na kilka minut koncentrujesz się na tej jedynej kwestii. Tracisz koncentrację i wpadasz w kłopoty. Wstajesz. Najpierw sprawdzasz rower, potem pobieżnie siebie. Nic się nie stało. To w końcu tylko weekendowy downhill.
Majowy chillout na Górze Kamieńsk:












Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny