2011 podsumowuje Aks

Aks, 1 stycznia 2012 w kategorii Muzyka

Rok w muzyce, fil­mie, lite­ra­tu­rze i sztuce w pod­su­mo­wa­niu Aksa. Na koniec przy­go­to­wał małą kon­tro­wer­sję — jeste­śmy cie­kawi, co sądzi­cie o nume­rze, który dla niego oka­zał się naj­więk­szym zasko­cze­niem roku 2011.

Muzyka

Swoje muzyczne fascy­na­cje mija­ją­cego roku mia­łem oka­zję pod­su­mo­wać gosz­cząc na Diggin.pl, dla­tego typów swo­ich powta­rzać nie zamie­rzam. Uzu­peł­nię je raczej o pozy­cje, które — z róż­nych przy­czyn — tamże pominąłem.

W piersi się biję i płytą tą otwie­ram zesta­wie­nie, bo jej pomi­nię­cie w mocno prze­siąk­nię­tym rapem pod­su­mo­wa­niu 2011 kary­god­nym błę­dem było.Piszę te słowa, mając na myśli 4everevolution Roots Manuvy — krą­żek dosko­nały pod każ­dym wzglę­dem. Rod­ney Smith to jeden z tych arty­stów, na któ­rych albumy cze­kam z wielką nie­cier­pli­wo­ścią, pierw­sze odsłu­chy roz­po­czy­nam nie­mal z wypie­kami na twa­rzy, by póź­niej przez kolejne tygo­dnie odtwa­rzać je w pętli w moim odtwarzaczu.

Miłym zasko­cze­niem oka­zała się Gol­den Cobra, czyli wielki come­back Limp Biz­kit. Co prawda w miarę roz­woju kariery Dur­sta i załogi nasze wspólne drogi nieco się roze­szły, ale zde­cy­do­wa­nie warto było spraw­dzić co krnąbr­nym łobu­zom z Flo­rydy udało się wspól­nie zare­je­stro­wać po sze­ściu latach wydaw­ni­czej ciszy. Naj­wi­docz­niej chwila prze­rwy była Panom potrzebna, bo prze­stali grać ckliwe pio­senki do hol­ly­wo­odz­kich fil­mów i znów brzmią tak, jak na pierw­szych pły­tach (do któ­rych zresztą wra­cam z przyjemnością).

Cza­sem bywa tak, że swą przy­godę z wybra­nym arty­stą roz­po­czy­nam od… reklamy tele­wi­zyj­nej. Zasły­szany tam pod­kład dźwię­kowy intry­guje mnie do tego stop­nia, że osta­tecz­nie się­gam po całą płytę arty­sty. Nie­rzadko zda­rza się, że po pierw­szym prze­słu­cha­niu przy­goda się koń­czy, gdyż znany z tele­wi­zji utwór oka­zuje się naj­moc­niej­szą pozy­cją na krążku (jeżeli nie w karie­rze arty­sty). Selah Sue pozna­łem dzięki rekla­mie jed­nego z bato­ni­ków, debiu­tancki album (o nazwie… Selah Sue) spraw­dzi­łem i… zosta­łem zauro­czony gło­sem tej 22-letniej Bel­gijki. Licząc, że na kolejne nagra­nia cze­kać nie będę musiał długo, raczę się kolej­nymi odsłu­chami jej debiutu.

Film

Kino moją mocną domeną nie jest, dla­tego w dys­ku­sjach fil­mo­wych zazwy­czaj… nie zabie­ram głosu. Wyją­tek robię z powodu Drive, gdyż po wyświe­tle­niu koń­co­wych napi­sów sie­dzia­łem dłuż­szą chwilę wpa­trzony w ekran, a w gło­wie koła­tała się tylko jedna myśl: “co tu się tak na prawdę przed chwilą wyda­rzyło?!”. Dosko­nale opo­wie­dziana histo­ria easy ridera naszych cza­sów, fan­ta­styczna rola Goslinga, elek­try­zu­jąca ścieżka dźwię­kowa — wszystko w dosko­na­łych pro­por­cjach. Zda­nia na temat Drive są podzie­lone — jedni wiel­bią, inni — nie­na­wi­dzą. Tych “innych” nie rozumiem…

Krótki ani­mo­wany tribute:

Książka

Mar­cin Rut­kie­wicz to dla rodzi­mej sztuki ulicz­nej osoba wyjąt­kowa. Za jego sprawą (wespół z Elą Dymną) w 2010 roku mogli­śmy zapo­znać się ze świetną doku­men­ta­cją aktu­al­nej sceny zamkniętą w for­mie albumu Pol­ski Street Art. Kon­ty­nu­ując dobrą passę zwią­zaną z zain­te­re­so­wa­niem tą tema­tyką, wydał wraz z Toma­szem Sikor­skim wydali Graf­fiti w Pol­sce 1940 — 2010. We wstę­pie prze­czy­tać możemy:

Nie­któ­rzy powia­dają – nie bez racji – że ile miast, tyle histo­rii graf­fiti. Są to jed­nak opi­nie skraj­nie subiek­tywne, nie­uwzględ­nia­jące kon­tek­stu i ist­nie­ją­cych rela­cji. Cechami histo­rii ogól­nej powinny być rze­tel­ność, obiek­ty­wizm i wywa­żone pro­por­cje. Taką histo­rię porząd­kują nie lokalne opi­nie, lecz fakty i daty.

Dla­tego uznać można, że jest to jedyna taka pozy­cja na rynku — z kro­ni­kar­ską skru­pu­lat­no­ścią pre­zen­tu­jąca dzieje współ­cze­snych ścien­nych malun­ków. Gorąco pole­cam ten album!

Mam wra­że­nie, że falę zain­te­re­so­wa­nia street artem wyko­rzy­stać chcieli rów­nież wydawcy pol­skiego tłu­ma­cze­nia pozy­cji BANKSYNie ma jak w domu autor­stwa Steve’a Wri­ghta. Choć fak­tów, cie­ka­wo­stek i smacz­ków na temat bry­tyj­skiego graf­fiti i samego Banksy’ego znaj­dzie­cie tam sporo, to — moim zda­niem — wydawca pospie­szył się nieco z tą publi­ka­cją. Książkę prze­tłu­ma­czona jest koślawo — momen­tami mia­łem wra­że­nie, że tłu­macz wspo­ma­gał się trans­la­to­rem Google’a, o któ­rego rze­tel­no­ści w tłu­ma­cze­niu peł­nych zdań wspo­mi­nać raczej nie muszę… Gdyby popra­co­wać tro­chę nad popraw­no­ścią pol­skiej edy­cji, “Nie ma jak w domu” ma szansę być na prawdę dobrą książką.

Na koniec — reko­men­da­cja z serii Nie czy­ta­łem, pole­cam. Bio­gra­fię Steve’a Jobsa zna­la­złem pod cho­inką, więc do jej lek­tury się dopiero zabie­ram, jed­nak po zapo­zna­niu się z wybra­nymi frag­men­tami wiem, że Wal­ters doku­men­tu­jąc histo­rię życia zało­ży­ciela Apple’a spi­sał się wyśmie­ni­cie. Lubię to! ;)

Sztuka

Fun­da­cji Urban Forms skła­dam ser­deczne gra­tu­la­cje i wyrazy uzna­nia, bo pro­jekt two­rzo­nej na tere­nie Łodzi gale­rii wiel­ko­for­ma­to­wych murali na to jak naj­bar­dziej zasłu­guje. W 2011 udało się zamknąć pierw­szy etap skła­da­jący się z sze­ściu prac autor­stwa Aryza (ESP), Remeda (FR), Kenora (ESP), Sat One’a (DE), M-City (PL) oraz Etam Cru (PL). Trzy­mam kciuki za powsta­nie kolej­nych prac!

Pisa­łem o tym kil­ka­na­ście dni temu, ale win­szuję raz jesz­cze Paw­łowi Fabjań­skiemu. Jego sesja okład­kowa albumu Jazz, dwa, trzy Ostrego otrzy­mała wyróż­nie­nie w kate­go­rii Design / Foto­gra­fia w kon­kur­sie branży rekla­mo­wej Złote Orły. W tej edy­cji nie przy­znano żadnych sta­tu­etek w tejże kate­go­rii, więc było to naj­wyż­sze wyróż­nie­nie dla fotografa.

Naj­więk­sze zaskoczenie

Rok temu do mojego pod­su­mo­wa­nia wkradł się Bob Sinc­lar (wciąż wra­cam do tej płyty!), w pod­su­mo­wa­niu 2011 rów­nież mam taki sma­czek. Haters gonna hate, ale… chyba naj­więk­szym zasko­cze­niem tegoż roku było dla mnie utwór The B.O.M.B. Afro­men­tal. Przez całą płytę nie prze­brną­łem (choć bar­dzo się sta­ra­łem), to prze­miana jaką ci cukier­kowi chłopcy prze­szli w sin­glo­wym nume­rze z naj­now­szej płyty jest mocno zaska­ku­jąca. Wśród weso­łych pio­se­nek dla nasto­lat­ków zna­leźć można rów­nież numery, w któ­rych poja­wiają się cuty z Limp Biz­kit czy eks­pe­ry­menty z dub­ste­po­wymi brzmie­niami. Takie zabawy sza­nuję, więc lekko zdy­stan­so­wany przy­glą­dać się będę dal­szym poczy­na­niom załogi Afromental.

Exfor­mers

Z rado­ścią patrzę na prze­łom 2k11 / 12. Przede wszyst­kim dla­tego, że miniony rok był dla nas nieco wybo­isty, ale… Wciąż tu jeste­śmy! I póki co — nigdzie się nie ruszamy. W imie­niu swoim oraz całej załogi chciał­bym podzię­ko­wać Wam — za odwie­dziny, “laj­ko­wa­nie”, komen­ta­rze oraz wszyst­kie przy­bite piątki i dobre słowa na temat naszej dzia­łal­no­ści. To bar­dzo moty­wuje do dal­szej pracy.

W 2012 rok wkra­czam pełen opty­mi­zmu — mamy wspar­cie sta­łych czy­tel­ni­ków, spore pokłady ener­gii oraz… zaje­bi­stych redak­to­rów! Nie napi­szę, że ten rok będzie nale­żał do nas, bo tak na prawdę nigdy o ten złoty puchar wal­czyć nie zamie­rza­li­śmy. Mam jed­nak nadzieję, że grono sta­łych czy­tel­ni­ków będzie się powięk­szać dzięki tre­ściom, które będą speł­niać Wasze ocze­ki­wa­nia. I tego w roz­po­czy­na­ją­cym roku życzę sobie i Wam, dro­dzy czy­tel­nicy Exfor­mers.com.

Podziel się z innymi

FacebookTwitterBlipWykopGoogle BuzzMySpaceDeliciousGoogle ReaderGoogle GmailEmailShare

Profil autora - Aks

Pan Aks zwany Aksiem. Kolekcjoner smaków, degustator chwil. Niepoprawny optymista. Za dnia - chłopaczyna z agencji, wieczorem - bezwstydny eksplorator muzycznych wszechświatów. Niegdyś zadeklarowany leń, dziś cierpi na chroniczny brak czasu. Chudszy niż na to wygląda, wyższy niż byś się spodziewał, młodszy niż wskazują na to jego zakola.

Podobne artykuły

  • 2011 podsumowuje Tymek
  • 2011 podsumowuje Big Elmo
  • 2011 podsumowuje Pasia
  • 2010 oczami i uszami Tymka — część druga
  • 2010 oczami i uszami Tymka — część pierwsza.

Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny