Nie, nie będzie tu kolejnych wyliczanek, co najlepsze w tym roku, bo każdy ma swój gust, oczy i uszy, i wie co dla niego najlepsze w bardzo subiektywny sposób. Tak więc kolejne subiektywne podsumowanie po skoku.
Rok 2010 zacznę od czerwca, czyli od wydania solowego debiutu Big Boia, czyli 1/2 duetu OutKast. Faktem jest, że czekałem na ten album od lat, sprawdzałem każdy wyciek, wywiad i informację jaką tylko mogłem znaleźc, a i tak byłem zaskoczony. Patton zrobił jedną z najlepszych mainstreamowych, rapowych płyt od Tha Carter III, przy okazji przypominając jakie bomby sadzi Scott Storch. Czerwiec to również jeden z najlepszych koncertów tego roku, czyli Dam-Funk & Master Blazter w Powiększeniu. Pisałem o tym niedługo po samym wydarzeniu, więc klikajcie tutaj. Jesteście ciekawi jak to brzmiało? Sprawdźcie Red Bull Music Academy Radio, tam jest do odsłuchu.
Lato, a raczej jego schyłek to łódzki Outline Colour Festival, który trzeci rok z rzędu przyciągnął fanów graffiti i hip-hopu. 3oda, wespół z gwiazdami z zagranicy (Looptroop i D.I.T.C.) to najlepsze koncerty tegorocznej edycji. Jednak przede wszystkim OCF to puszki farb we wszystkich kolorach. Dwa murale, oraz ogromna ściana z graffiti różnych autorów to sukces twórców festiwalu — mimo zamieszania już po zakończeniu.
Jesień to kolejne płyty, które dopełniają najlepsze dla mnie tegoroczne trio — Kno oraz Damu The Fudgemunk. Pierwszy stworzył piękną płytę, która mówi o śmierci… a czasem wprost przeciwnie, drugi za to przypomniał nam, jak cięło się sample i ustawiało breaki 20 lat temu. Po drodze pojawiło się coś, co mogło zaskoczyć wielu - pojawił się nowy sublabel Junoumi, o angielskiej nazwie U Know Me i już pierwszy materiał jaki się ukazał zrobił furorę, a był to nikomu nieznany płocki producent Teielte z debiutanckim krążkiem o nazwie Homeworkz. W międzyczasie odbył się kolejny koncert, który rozłożył mnie na łopatki i… to znów było Powiększenie! Tym razem Black Milk, AB i Daru Jones pokazali, co to znaczy energia ze sceny — bita godzina bez najmniejszego zwalniania tempa nawet na moment.
Listopad to dwa polskie akcenty. Pierwszy to łódzki zespół Dwa Sławy, który znikąd wyciągnął swojego asa i zmiótł większość tegorocznych rapowych produkcji z Polski, a drugi akcent to kolejna płyta od U Know Me — tym razem Kixnare postanowił zaskoczyć swoim długogrającym debiutem. Echo poniosło daleko na zachód, więc kolejne rzeczy będą tam oczekiwane, zwłaszcza, że wydanie Digital Garden budzi szczery podziw i zainteresowanie. Na koniec roku swoje 5 groszy do najlepszych wydarzeń roku dołożył Nawer wespół z Temporary Space Design. Spektakl świateł i dźwięku, który dominował nad malunkiem Nawera zrobił na mnie piorunujące wrażenie — rzadko zdarza mi się zapomnieć oddychać, a tu… trwało to dłuższą chwilę.
Runda bonusowa, czyli ostatnie dwa tygodnie roku oraz dwa pierwsze obecnego to niewątpliwie była szansa dla płyt, które pominąłem jakimś trafem i warto było nadrabiać, bo natrafiłem na dwie perełki — Mini Toolbooth fLako, oraz Songs For a Trees & Cyborgs Robota Kocha. Co najciekawsze, obie zostały wydane w Project: Mooncircle i zaręczam wam, że jeśli tendencja wydawnicza im się utrzyma, to będzie to bardzo mocny gracz wśród alternatywnych labeli.
Podsumowując cały rok wyróżnieni zostają jeszcze Oddisee i The Roots za pracowitość, konsekwencję i ogólną frekwencję wydawniczą, Miami Heat za niesamowite postępy we wspólnym graniu w tak krótkim czasie oraz… Facebook za to, że jest obecnie najlepszym i najszybszym źródłem informacji o wszystkim, a dodatkowo jest największym światowym forum. Nie ma co się oszukiwać — była era Microsoftu, potem Google, a teraz nadszedł czas Facebook’a. Lubię to.














Przepraszamy, system komentarzy jest chwilowo niedostępny